środa, 30 lipca 2014

Król żebrak


Pewnego razu, król Kazimierz postanowił sprawdzić jacy są jego poddani. Zastanawiał się, czy w Polsce żyją uczciwi i praworządni ludzie. Przebrał się więc za żebraka i wyruszył do miasta.

Pierwszego dnia spotkał na swej drodze rycerzy. Bogaci szlachcice rzucali złotem w zajezdni, opychając się smakołykami i pijąc bez umiaru miód. Podszedł więc do ich dowódcy.

  • Panie, czy pomożesz lojalnemu królowi biedakowi, proszę o kawałek chleba – powiedział garbiąc się przebrany monarcha.
  • Idź precz zarazo! - wrzasnął rycerz – gdybym każdemu przybłędzie oddawał złoto, to z pewnością poszedł bym z torbami.
  • Ale ja proszę ino o kromkę chleba dobry panie – kontynuował król jeszcze bardziej błagalnym głosem.

Rycerzowi przeszkadzało jęczenie żebraka i kazał go wyrzucić i spuścić porządne lanie, aby nauczył się, że nie zaczepia się wysoko postawionych możnych. Wtedy z karczmy wybiegła stara Jagna. Wyprosiła litość dla biedaka, czym naraziła się na ostrą chłostę. Zebrała jednak siłę i nakarmiła żebraka. Król nie zapomniał dobroci kobiety, żony karczmarza. Zapamiętał za to rycerza, który odmówił mu chleba.

Następnego dnia, król ponowił swoją wizytę w mieście, przebrany za ubogiego kupca, sprzedawce glinianych naczyń. Przybył na targ z jednym mułem i próbował znaleźć miejsce na targowisku, lecz ludzie przegnali go twierdząc, że to nie miejsce dla takiego jak on i tylko obywatele miasta mają prawo korzystać z tego miejsca do targowania. Przysiadł więc przy stodole kowala, który zgodził się na handel przy swoim warsztacie, on także pochodził z innego królestwa i wie dobrze jak podli potrafią być mieszkańcy. Widząc, że kupiec nie może nic sprzedać kupił cały zestaw waz i garnców z gliny. Zaproponował nawet nocleg kupcowi, ale król musiał już wracać na zamek.

Trzeciego dnia, król wybrał się do największej ze wsi. W przebraniu ubogiego grajka szukał schronienia na noc. Pukał do każdego z domu, ale nikt nie chciał pod swym dachem obdartusa z fletem. Dopiero w małym domku, w dachu którego była olbrzymia dziura, przez którą widać było księżyc, król przebrany za grajka znalazł kąt dla siebie. Przenocował go, równie ubogi wikliniarz koszy. Chłop podzielił się nawet kawałkiem czerstwego chleba, jedynym jedzeniem, które miał. Powiedział królowi, że nikt nie chce być chrzestnym jego małego synka, poprosił więc grajka, aby ten został ojcem chrzestnym syna. Król oczywiście się zgodził.

Czwartego dnia, władca przybył do tej samej wsi, jednak nie w przebraniu, a z całą siłą, przybocznymi, służbą i chorągwiami. Wszedł do kościoła i poklepał po ramieniu chłopa. W prezencie podarował mu złoty bochenek chleba. Król kazał również zbudować mu wspaniały dom, a jego towary rozprowadził po całym królestwie. Malca traktował jak syna. Chłopak wyrósł na wspaniałego rycerza.

Piątego dnia, Kazimierz poszedł na rynek w mieście. Ukarał kupców grzywną, po czym wydał dekret, w którym kupcy zanim rozstawili stoiska, musieli najpierw prosić o zgodę kowala, teraz nowego zarządce części kupieckiej miasta.

W sobotę król wydał wielki bal. Zaprosił na niego wszystkich, których poznał w tym tygodniu. W pewnym momencie wstał i podniósł kufel z miodem.

  • Nagrodzę teraz najszlachetniejszego spośród was – mówił władca spoglądając na rycerzy – tego, któremu lanie nie jest obce, który zna honor rycerski i staje w obronie słabszych.

Na te słowa rycerz, który kilka dni temu kazał wyrzucić i pobić żebraka, uniósł się dumnie jak paw. Walczył w nie jednej bitwie, brał udział w nie jednym turnieju, był pewny, że mowa o nim. Król jednak podszedł do zupełnie innej osoby, do staruszki, która w tym dniu dostarczała na dwór miód i jadło, na polecenie władcy. Uklęknął przed nią i obiecał jej, że nigdy nie zabraknie jej niczego, a zajazd będzie miał pierwszeństwo w przygotowywaniu i dostarczaniu jadła na bankiety. Przysiągł, że będzie do końca życia przyjacielem jej rodziny i podarował jej złoto oraz robotników, którzy mieli wyremontować lekko zrujnowane mury karczmy.

W niedziele król zasiadł na tronie. Zastanawiał się nad tym jakie powinno być królestwo. Pragnął kraju solidarnego, uczciwego i bogatego. Takiego, którego nie da się przejąć żadną siłą. Nakazał więc zburzyć drewniane zabudowy i na ich miejsce postawić murowane. Jak grzyby po deszczu wyrastały zamki, wieże i mury. Nim odszedł zostawił po sobie skarbiec wypełniony monetami i królestwo bronione przez liczne warownie, a także mnóstwo dekretów, dzięki którym lud miał stać się lepszy, zjednoczony i silny. Poddani zwali go Wielkim, nie tylko dlatego, że był wspaniałym dyplomatą, ale dlatego, że miał wielkie serce i dbał o ich potrzeby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz