piątek, 18 lipca 2014

Czarodziej i Zosia - opowiadanie dziesiąte

Pół roku bibliotekarz spędził samotnie w celi, bez swoich pociech, bez ukochanej żony, w towarzystwie szczurów, much i karaluchów. Siedział na twardym, drewnianym łożu i zaczytywał się w jedynej księdze jaką posiadał. Gdyby strażnik dowiedział się, że Wacław czyta Pismo, z pewnością by je mu odebrał, a na czarodzieja spadła by kolejna chłosta.


Przygryzał kromkę suchego chleba i kolejny raz studiował przypowieść o swym Panie, który tak jak on, niegdyś był więziony i męczony. Wacława przepełniała jednak radość, bo dowiedział się, że jego córki są wolne, a jego ukochana wraz z wielką armią stoi u bram miasta. Nie musiał się martwić o własne życie posiadając taką wiedzę. Jego trzy miłości były wolne. Miał cichą nadzieję, że opuszczą tą ziemię i nie zaatakują Popielatego Pałacu, aby odbić królestwo spod rządów zdradzieckiej królowej. Znał jednak swoją żonę i wiedział, że nie odpuści ona Augustynie, mordercy swego brata.

Do lochu zeszła królowa. Ubrana była w czarny pancerz, a jej głowę zdobiła złota korona. Odprawiła straż przyboczną i oparła się o drzwi do celi Wacława.

  • Czego chcesz, przybyłaś mnie w końcu wykończyć? - zapytał bibliotekarz – to dalej na co czekasz? A może wolisz mnie otruć, tak jak swego męża?
  • Nie popisuj się wiedzą czarodzieju, bo nie wiesz wszystkiego – powiedziała Augustyna. - Przyszłam ci powiedzieć, że cię nie zabije. Chcę abyś patrzył na śmierć swoich bliskich, tak jak ja kiedyś, chcę abyś poczuł to co ja.
  • Moje dziewczynki są bezpieczne, a lordowie wesprą Justynę, nie masz szans bez paladynów, których również zdradziłaś – rzekł Wacław chowając Pismo w długiej brodzie.
  • Znasz czarodzieju profesję, którą zajmują się Czarne Ogary? - zapytała królowa z normalnym dla siebie szyderczym uśmiechem na twarzy.
  • Tak znam, to gildia zajmująca się ściganiem przestępców i zdrajców, nigdy nie odpuszczają, są okrutni, lecz bardzo skuteczni, ale co ma piernik do wiatraka?
  • Widzisz, wynajęłam Ogary do pościgu za twoimi córkami, początkowo chciałam je tylko schwytać, ale tymi małymi nie da się sterować, są więc zbędne – mówiła upajając się swym złem Augustyna.

Wacław zerwał się na równe nogi, przykuśtykał do drzwi. Przyłożył głowę do drzwi, a potem wepchnął jakieś małe pakunki w zawiasy drzwi.

  • Jeśli moim córkom spadnie chociaż jeden włos z głowy, to cie dopadnę wiedźmo! - krzyknął.
  • Ty? A co ty możesz zrobić starcze? - roześmiała się królowa wchodząc po schodach na górę.

Wtedy czarodziej okrzesał ogień, podpalił pakunki i wysadził zawiasy, tak że drzwi od celi uderzyły o ścianę. Bibliotekarz zebrał w sobie całą siłę, podbiegł do królowej, chwycił ją za szyję i wrzasnął jeszcze raz prosto w twarz:

  • Jeden włos i wezwę największe demony, najstraszliwsze robactwo, najokropniejsze plugastwo, aby się tobą zajęły!

Opuścił dłoń i odszedł do celi. Królowa uciekła na górę. Skryła się w swej komnacie. „Jak to możliwe, przecież on nie ma mocy” - myślała. Niczego nie rozumiała, nie potrafiła zrozumieć sztuczki Wacława. Postawiła tylko dodatkowe straże, przy czarodzieju.

Tym czasem w obozie, paladyni przygotowywali się do walki. Justyna zasiadła do stołu z lordami, aby radzić jak można bez większych strat wedrzeć się do twierdzy.

  • Brama jest wzmocniona, kowal mówił, że wykuł specjalne pręty, które powstrzymają każdy taran – powiedział jeden z kapitanów. - Dodatkowo wieże strzelnicze utrudniają atak frontalny, w zamku nie brakuje smoły i wrzącego oleju.
  • A katapulty, balisty na jaką odległość mogą razić pociskami? - zapytała Lodowa pani.
  • Do lasu nie sięgną, lecz wejście na zbocze kosztować będzie nas sporo mieczy – powiedział jeden z lordów.
  • Pod zamkiem jest przejście pani – powiedział Bełt – jeżeli wyślemy tam kilku dobrych rycerzy, będziemy mogli sabotować machiny, a może i uwolnić Wacława. Co do bramy, proponuje użyć mocy tej małej, widziałem jej trening, zniszczy każdą bramę, nawet tą w Popielatym Pałacu.
  • Nie chciałabym angażować mojej córki do walki – powiedziała księżniczka.
  • Pani, mała uratuje wiele istnień, gdy zniszczy bramę – powiedział chorąży Surowy Wilk przyglądając się mapie rozłożonej na stole.
  • Dobrze, ale zostanie tutaj, nie wykorzystamy jej siły do walki wewnątrz pałacu – rozkazała Justyna.

Zosia i Michasia siedziały przy ogniu, czekając na pieczoną kaczkę, którą Bełt ustrzelił dla nich wczesnym rankiem. Były strasznie głodne. Powietrze i wysiłek sprawiały, że jadły więcej niż zazwyczaj. Zosia wstała i pobiegła do namiotu po sól. Wtedy Michasia usłyszała cichutki pisk. Ktoś prócz jej siostry był w namiocie. Usłyszała również uderzenia miecza.

  • Ratunku, pomocy! - krzyknęła, a na jej wezwanie zjawiło się kilku rycerzy.
  • Wychodź z namiotu! - powiedział jeden z rycerzy.

Ich oczom ukazała się znajoma twarz, to był kapitan Tadeusz. Wyniósł z namiotu Zosię, którą dopadły Ogary, zabójcy wynajęci przez królową, nie miał dla nich litości.

  • Mała jest cała – powiedział, odstawił dziewczynkę, a potem padł na zimie nieprzytomny.
  • Wujku! - krzyknęły dziewczynki.
  • Jest ranny, dajcie mu oddychać, medyk! - krzyknął jeden z rycerzy.

Justyna ucieszyła się na wieść o tym, że Tadeusz żyje, a jeszcze bardziej, gdy dowiedziała się, że uratował życie Zosi. „Okrutna królowa, nie wiem kto jest gorszy, Drako, czy ona” - myślała. Wiedziała, że musi szybko rozprawić się z uzurpatorką. Życie całej jej rodziny zależało teraz od Bełta, Surowego Wilka i ośmiu innych śmiałków, którzy zgodzili się przekraść do Pałacu i uszkodzić machiny. Plan zakładał również uwolnienie Wacława, lecz dopiero po uszkodzeniu katapult i balist, gdyż bez sabotażu nie uda się zdobyć twierdzy.

Tej nocy nawet wilki były spokojne. Takiej ciszy nie znali ani paladyni, ani wojownicy z północy. W obozie pogaszono ogniska i przeniesiono katapulty na lewą flankę, aby odwrócić uwagę strażników w mieście od zakradającej się w kanałach drużyny.

Kiedy Bełt i ludzie Surowego dostali się do środka, podzielili się na dwie grupy. Surowy i Jan ruszyli w stronę lochów, a Bełt i reszta w stronę katapult, przy których nie było zbyt wiele straży. Inaczej się miała sprawa z balistami, które były rozłożone na murach twierdzy. Przy każdej stało czterech żołnierzy. Na szczęście królowa nie pomyślała, że strażnicy to w większości weterani wojny z Północą i kiedy zobaczyli Bełta, większość przysięgła mu wierność. Strażnicy pomogli uszkodzić machiny, szybko wycofali się z powrotem do kanału. Sabotaż się powiódł, Bełt i żołnierze zniknęli z powrotem w kanałach.

Tymczasem Surowy i Jan poruszali się niczym cienie, zbliżając się do lochów. Przed wejściem tylko dwóch strażników, na większe szczęście nie mogli liczyć. Szybko ich obezwładnili i wtargnęli do środka. Schodząc w dół, w całkowitych ciemnościach usłyszeli głosy kilku żołnierzy. Siedzieli przy stole i grali w karty. Surowy podniósł rękę, wskazując, że na dole siedzi pięciu wojów. Obaj wyciągnęli małe kusze i w mgnieniu oka pozbawili tchnienia dwóch z nich, trzech pozostałych padło od miecza.

Kiedy dostali się do lochów, wypuścili wszystkich więźniów, znaleźli również Wacława. Wybiegli wszyscy na plac, lecz tym razem nie mieli już tyle szczęścia. Chmara wojów Fergusona czekała już na nich. Więźniowie ruszyli do ataku, ale nie mogli się równać z uzbrojonymi w topory żołnierzami z mroźnych krain. Surowy złapał bibliotekarza i wrzucił go do kanału, gdzie czekał Bełt, potem zamknął kraty i stanął do walki obok swego przyjaciela Jana. Czarodziej i Bełt zdążyli usłyszeć „Siła i honor”, a potem dźwięk oręża i krzyk bólu.

Nie czekali. Znali rozkazy. Biegli ile sił w nogach, chociaż stęchłe i ciasne korytarze utrudniały ich ruchy. Wacława ciągnęli na kawałku drewnianej deski, dało im to trochę przewagi nad pościgiem. Krata się podniosła, a do ścieku wskoczyły psy, które szkolone były do polowań na niedźwiedzie. Miały dopaść uciekinierów i rozszarpać ich na strzępy. Bełt był jednak sprytny. Rozlał po drodze oleistą substancję, a kiedy ostatni z żołnierzy opuścił kanał wrzucił do wody pochodnie. Ogień zatorował biesom drogę, które nie mogły dokończyć pościgu. Czarodziej był wolny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz