Pół roku
bibliotekarz spędził samotnie w celi, bez swoich pociech, bez
ukochanej żony, w towarzystwie szczurów, much i karaluchów.
Siedział na twardym, drewnianym łożu i zaczytywał się w jedynej
księdze jaką posiadał. Gdyby strażnik dowiedział się, że
Wacław czyta Pismo, z pewnością by je mu odebrał, a na
czarodzieja spadła by kolejna chłosta.
Przygryzał
kromkę suchego chleba i kolejny raz studiował przypowieść o swym
Panie, który tak jak on, niegdyś był więziony i męczony. Wacława
przepełniała jednak radość, bo dowiedział się, że jego córki
są wolne, a jego ukochana wraz z wielką armią stoi u bram miasta.
Nie musiał się martwić o własne życie posiadając taką wiedzę.
Jego trzy miłości były wolne. Miał cichą nadzieję, że opuszczą
tą ziemię i nie zaatakują Popielatego Pałacu, aby odbić
królestwo spod rządów zdradzieckiej królowej. Znał jednak swoją
żonę i wiedział, że nie odpuści ona Augustynie, mordercy swego
brata.
Do lochu
zeszła królowa. Ubrana była w czarny pancerz, a jej głowę
zdobiła złota korona. Odprawiła straż przyboczną i oparła się
o drzwi do celi Wacława.
- Czego chcesz, przybyłaś mnie w końcu wykończyć? - zapytał bibliotekarz – to dalej na co czekasz? A może wolisz mnie otruć, tak jak swego męża?
- Nie popisuj się wiedzą czarodzieju, bo nie wiesz wszystkiego – powiedziała Augustyna. - Przyszłam ci powiedzieć, że cię nie zabije. Chcę abyś patrzył na śmierć swoich bliskich, tak jak ja kiedyś, chcę abyś poczuł to co ja.
- Moje dziewczynki są bezpieczne, a lordowie wesprą Justynę, nie masz szans bez paladynów, których również zdradziłaś – rzekł Wacław chowając Pismo w długiej brodzie.
- Znasz czarodzieju profesję, którą zajmują się Czarne Ogary? - zapytała królowa z normalnym dla siebie szyderczym uśmiechem na twarzy.
- Tak znam, to gildia zajmująca się ściganiem przestępców i zdrajców, nigdy nie odpuszczają, są okrutni, lecz bardzo skuteczni, ale co ma piernik do wiatraka?
- Widzisz, wynajęłam Ogary do pościgu za twoimi córkami, początkowo chciałam je tylko schwytać, ale tymi małymi nie da się sterować, są więc zbędne – mówiła upajając się swym złem Augustyna.
Wacław
zerwał się na równe nogi, przykuśtykał do drzwi. Przyłożył
głowę do drzwi, a potem wepchnął jakieś małe pakunki w zawiasy
drzwi.
- Jeśli moim córkom spadnie chociaż jeden włos z głowy, to cie dopadnę wiedźmo! - krzyknął.
- Ty? A co ty możesz zrobić starcze? - roześmiała się królowa wchodząc po schodach na górę.
Wtedy
czarodziej okrzesał ogień, podpalił pakunki i wysadził zawiasy,
tak że drzwi od celi uderzyły o ścianę. Bibliotekarz zebrał w
sobie całą siłę, podbiegł do królowej, chwycił ją za szyję i
wrzasnął jeszcze raz prosto w twarz:
- Jeden włos i wezwę największe demony, najstraszliwsze robactwo, najokropniejsze plugastwo, aby się tobą zajęły!
Opuścił
dłoń i odszedł do celi. Królowa uciekła na górę. Skryła się
w swej komnacie. „Jak to możliwe, przecież on nie ma mocy” -
myślała. Niczego nie rozumiała, nie potrafiła zrozumieć sztuczki
Wacława. Postawiła tylko dodatkowe straże, przy czarodzieju.
Tym czasem w
obozie, paladyni przygotowywali się do walki. Justyna zasiadła do
stołu z lordami, aby radzić jak można bez większych strat wedrzeć
się do twierdzy.
- Brama jest wzmocniona, kowal mówił, że wykuł specjalne pręty, które powstrzymają każdy taran – powiedział jeden z kapitanów. - Dodatkowo wieże strzelnicze utrudniają atak frontalny, w zamku nie brakuje smoły i wrzącego oleju.
- A katapulty, balisty na jaką odległość mogą razić pociskami? - zapytała Lodowa pani.
- Do lasu nie sięgną, lecz wejście na zbocze kosztować będzie nas sporo mieczy – powiedział jeden z lordów.
- Pod zamkiem jest przejście pani – powiedział Bełt – jeżeli wyślemy tam kilku dobrych rycerzy, będziemy mogli sabotować machiny, a może i uwolnić Wacława. Co do bramy, proponuje użyć mocy tej małej, widziałem jej trening, zniszczy każdą bramę, nawet tą w Popielatym Pałacu.
- Nie chciałabym angażować mojej córki do walki – powiedziała księżniczka.
- Pani, mała uratuje wiele istnień, gdy zniszczy bramę – powiedział chorąży Surowy Wilk przyglądając się mapie rozłożonej na stole.
- Dobrze, ale zostanie tutaj, nie wykorzystamy jej siły do walki wewnątrz pałacu – rozkazała Justyna.
Zosia i
Michasia siedziały przy ogniu, czekając na pieczoną kaczkę, którą
Bełt ustrzelił dla nich wczesnym rankiem. Były strasznie głodne. Powietrze i wysiłek sprawiały, że jadły więcej niż zazwyczaj.
Zosia wstała i pobiegła do namiotu po sól. Wtedy Michasia
usłyszała cichutki pisk. Ktoś prócz jej siostry był w namiocie.
Usłyszała również uderzenia miecza.
- Ratunku, pomocy! - krzyknęła, a na jej wezwanie zjawiło się kilku rycerzy.
- Wychodź z namiotu! - powiedział jeden z rycerzy.
Ich oczom
ukazała się znajoma twarz, to był kapitan Tadeusz. Wyniósł z
namiotu Zosię, którą dopadły Ogary, zabójcy wynajęci przez
królową, nie miał dla nich litości.
- Mała jest cała – powiedział, odstawił dziewczynkę, a potem padł na zimie nieprzytomny.
- Wujku! - krzyknęły dziewczynki.
- Jest ranny, dajcie mu oddychać, medyk! - krzyknął jeden z rycerzy.
Justyna
ucieszyła się na wieść o tym, że Tadeusz żyje, a jeszcze
bardziej, gdy dowiedziała się, że uratował życie Zosi. „Okrutna
królowa, nie wiem kto jest gorszy, Drako, czy ona” - myślała.
Wiedziała, że musi szybko rozprawić się z uzurpatorką. Życie
całej jej rodziny zależało teraz od Bełta, Surowego Wilka i ośmiu
innych śmiałków, którzy zgodzili się przekraść do Pałacu i
uszkodzić machiny. Plan zakładał również uwolnienie Wacława,
lecz dopiero po uszkodzeniu katapult i balist, gdyż bez sabotażu
nie uda się zdobyć twierdzy.
Tej nocy
nawet wilki były spokojne. Takiej ciszy nie znali ani paladyni, ani
wojownicy z północy. W obozie pogaszono ogniska i przeniesiono
katapulty na lewą flankę, aby odwrócić uwagę strażników w
mieście od zakradającej się w kanałach drużyny.
Kiedy Bełt
i ludzie Surowego dostali się do środka, podzielili się na dwie
grupy. Surowy i Jan ruszyli w stronę lochów, a Bełt i reszta w
stronę katapult, przy których nie było zbyt wiele straży. Inaczej
się miała sprawa z balistami, które były rozłożone na murach
twierdzy. Przy każdej stało czterech żołnierzy. Na szczęście
królowa nie pomyślała, że strażnicy to w większości weterani
wojny z Północą i kiedy zobaczyli Bełta, większość przysięgła
mu wierność. Strażnicy pomogli uszkodzić machiny, szybko wycofali
się z powrotem do kanału. Sabotaż się powiódł, Bełt i
żołnierze zniknęli z powrotem w kanałach.
Tymczasem
Surowy i Jan poruszali się niczym cienie, zbliżając się do
lochów. Przed wejściem tylko dwóch strażników, na większe
szczęście nie mogli liczyć. Szybko ich obezwładnili i wtargnęli
do środka. Schodząc w dół, w całkowitych ciemnościach usłyszeli
głosy kilku żołnierzy. Siedzieli przy stole i grali w karty.
Surowy podniósł rękę, wskazując, że na dole siedzi pięciu
wojów. Obaj wyciągnęli małe kusze i w mgnieniu oka pozbawili
tchnienia dwóch z nich, trzech pozostałych padło od miecza.
Kiedy
dostali się do lochów, wypuścili wszystkich więźniów, znaleźli
również Wacława. Wybiegli wszyscy na plac, lecz tym razem nie
mieli już tyle szczęścia. Chmara wojów Fergusona czekała już na
nich. Więźniowie ruszyli do ataku, ale nie mogli się równać z
uzbrojonymi w topory żołnierzami z mroźnych krain. Surowy złapał
bibliotekarza i wrzucił go do kanału, gdzie czekał Bełt, potem
zamknął kraty i stanął do walki obok swego przyjaciela Jana.
Czarodziej i Bełt zdążyli usłyszeć „Siła i honor”, a potem
dźwięk oręża i krzyk bólu.
Nie czekali. Znali rozkazy. Biegli ile sił w nogach, chociaż stęchłe i ciasne
korytarze utrudniały ich ruchy. Wacława ciągnęli na kawałku
drewnianej deski, dało im to trochę przewagi nad pościgiem. Krata
się podniosła, a do ścieku wskoczyły psy, które szkolone były do polowań
na niedźwiedzie. Miały dopaść uciekinierów i rozszarpać ich na
strzępy. Bełt był jednak sprytny. Rozlał po drodze oleistą
substancję, a kiedy ostatni z żołnierzy opuścił kanał wrzucił
do wody pochodnie. Ogień zatorował biesom drogę, które nie mogły
dokończyć pościgu. Czarodziej był wolny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz