sobota, 19 lipca 2014

Czorodziej i Zosia - opowiadanie jedenaste


Dziewczynki czuwały nad rannym Tadeuszem. Zmieniały mu bandaże i przykładały nowe okłady z ziół. Kapitan był silnym mężczyzną, ale widać było na pierwszy rzut oka, że bardzo cierpi. Połamane żebra i przecięty toporem bark sprawiły, że paladyn majaczył w ciężkiej gorączce. Bełt dziwił się, że ten człowiek potrafił rozbroić kilku napastników, będąc w tak strasznym stanie.

Bestia się wzbudziła” - brzmiały jego pierwsze słowa kiedy medyk zdołał zapanować nad bólem, podając mu wzmacniający ciało eliksir, zrobiony podobno z anielskich łez.

Następnego dnia, tuż przed zaplanowanym atakiem na Popielaty Pałac, Tadeusz odzyskał przytomność. Poprosił Bełta, aby przyprowadził księżniczkę, miał jej coś ważnego do powiedzenia. Justyna, jak tylko usłyszała, że Tadeusz czuje się lepiej, od razu pobiegła do jego namiotu.

  • Lodowa pani, Drako powrócił! - powiedział kapitan, a w jego oczach księżniczka nigdy nie widziała tak wielkiego strachu.
  • Powoli, napij się herbaty i opowiadaj, co się z tobą działo, co widziałeś? - dopytywała się Justyna podając rannemu napój ziołowy.
  • Smok się wzbudził, a z nim całe zło, które myśleliśmy, że pokonaliśmy dawno temu. Dryfowałem na kłodzie, aż w końcu dotarłem do ziemi Jelenich Ludzi. Tam podleczyłem trochę siły, zażywając grzyby szuj i pijąc napar z pokrzyw. Kiedy się wzmocniłem, to od razu postanowiłem wyruszyć do was. Chciałem wam opowiedzieć o śmierci Konrada, o zdradzieckiej królowej, o Ogarach i wojsku północnym, lecz teraz to wszystko zdaje się być tylko kropelką w morzu naszych kłopotów. Widziałem Diabła. Uniósł się w górę osuszając jezioro. Zatoczył krąg i wezwał burzę tak okropną, że czarne chmury przesłoniły całe błękitne niebo, a pioruny ciskały w pobliskie osady, nie oszczędzając nikogo i niczego. Drako, jego imię zna każdy paladyn, lecz jego moc znają tylko martwi, ział ogniem. Ujrzałem koniec naszego świata księżniczko. Bestia paliła lasy, wsie, łąki, był zły i rządny zemsty za uwięzienie w tym cielsku. Poleciał w stronę Atramentowej Tarczy, największej i najpotężniejszej twierdzy w naszym sąsiednim królestwie. Padłem na kolona ujrzawszy walące się mury potężnej warowni. Płomienie wychodzące z ust potwora silniejsze zdawały się niż dziesięć wulkanów. Delektował się tym widokiem, ogniem i krzykiem próbujących się ukryć ludzi. W jednej chwili jego ciało stało się potężniejsze, zmieniło się w zrogowaciałą skorupę pokrytą ostrymi rogami, bolcami i pazurami. Jakby karmił się strachem tych nieszczęśników.
  • Co z miastem, czy ktoś przetrwał, czy można im jeszcze pomóc? - zapytał Bełt, który pochodził z tamtych stron i czuł szczególną więź z Atramentową Tarczą i jej mieszkańcami.
  • Nie przyjacielu, po mieście, po całym królestwie pozostał już tylko pył – odpowiedział z żalem paladyn. - Lecz to nie wszystko. Drako wezwał armię jakiej jeszcze nigdy nie widziałem. Duchy, demony, stwory jaskiniowe i wszystkie najgorsze plugastwo podąża teraz za nim. Jego pokutnicy śmierci stoją na drogach we wszystkich królestwach, szpiegując dla swojego pana. Widziałem, jak handlarz zmierzający do Leśnych Fortów napotkał na swej drodze jednego z nich. Demon zawładną jego głową, a potem ciałem. Kupiec zamienił się w obłąkaną bestię, jak nasz król, gdy zażył wino doprawione przez naszą zdradziecką królową – przypomniał sobie Tadeusz.
  • Leśne Forty są chronione zaklęciem, które uniemożliwia podpalenie tego świętego miejsca – odpowiedział Bełt.
  • Tak, lecz armii Drako nie powstrzymają leśne plemiona, z tak wielką siłą nie poradzi sobie żaden śmiertelnik. Noże plugawej armii i ogień smoka wkrótce zniszczą nasz świat – powiedział Tadeusz spoglądając na tarcze z wizerunkiem jeźdźca pokonującego płomienie.
  • Wiem o czym myślisz Tadeuszu – powiedział milczący do tej pory Wacław – woda anielska ma moc pokonywania zła. Jeżeli natrzemy nią naszą broń będziemy wstanie walczyć z plugastwem, lecz źródło znajduje się wewnątrz pałacu, w bazylice.
  • Zdobędziemy pałac i odzyskamy źródło, jesteśmy gotowi – powiedziała Justyna.
  • Nie, stracimy zbyt wielu ludzi w tym ataku, a każdy rycerz jest teraz na wagę złota. Musimy znaleźć inną drogę, trzeba się układać – powiedział bardzo stanowczo czarodziej.
  • Chcesz układać się z tą kłamliwą, zdradziecką żmiją, która chciała wyciąć nasz ród w pień? - wrzasnęła Justyna – Nie ma mowy.
  • Kochana odzyskaj to co do ciebie należy – powiedział Wacław – ale nie marnuj żołnierzy.
  • Jak to? - zapytała zdziwiona księżniczka.
  • Odzyskaj przychylność ludzi północy, prawo Groma, syna Diany mówi, że mieczem, w pojedynku możesz odzyskać należące ci ziemie oraz przychylność Fergusona i jego ludzi – powiedział bibliotekarz – wiem, że pokonasz Augustynę, a ona zgodzi się na pojedynek, gdy złożysz jej hołd krwi.
  • A jeśli zginę dokona się jej zemsta. Królestwo według prawa przypadnie Augustynie – rozmyślała głośno Justyna – a ty zgadzasz się abym walczyła? A jak jej nie pokonam? Ale też z ciebie kochający mąż!
  • Miłości pokonasz królową, jesteś najpotężniejszą tarczowniczką na świecie – mówił Wacław troszkę zmieszany po słowach żony. - Myślę, że i tak ruszyłabyś na pałac nie licząc się z moim zdaniem, więc oszczędź mi proszę tego oskarżycielskiego tonu, bo moje uczucia nie zmieniły się odkąt się poznaliśmy i nie zmienią się nigdy, ale teraz los świata i ludzkości zależy od tego, czy zjednoczysz królestwa w walce ze wspólnym wrogiem?
  • Dobrze, już dobrze wiem, że mnie kochasz, chciałam to tylko usłyszeć – droczyła się księżniczka, widząc jednak zmieszanie Bełta i Tadeusza, przysłuchujących się tej rozmowie, natychmiast zmieniła ton na bardziej dostojniejszy – niech tak więc będzie, prawem kodeksu paladynów, Pisma i prawem Groma, syna Diany wyzwę Augustynę na pojedynek.
Próżna królowa, kiedy otrzymała wiadomość ucieszyła się. Sporo trenowała, a nic nie sprawiło by jej większej przyjemności niż śmierć księżniczki. Ta walka przekaże jej pełnię władzy, a także chwałę, gdyż pokonanie tak znamienitej wojowniczki otworzy przed nią drogę do pałacu Diany w zaświatach. Na wszelki wypadek kazała sporządzić szamanowi „ostatnie tchnienie”, truciznę, którą wysmarowała topory. Mikstura spowolni reakcje księżniczki, kiedy dostanie się do jej krwi. Prawo zezwalało na użycie tego specyfiku i nie było niezgodne z normami pojedynku, lecz pozwalało przeciwnikowi na wybranie eliksiru wzmacniającego lub leczniczego.

Lodowa pani wybrała miecz jednoręczny i tarczę. Czarodziej podpowiedział żonie, aby zażyła anielskie łzy, gdyż znał działanie ostatniego tchnienia. Łzy wzmocnią jej ciało i przez kilka minut nie pozwolą na działanie trucizny. Wacław modlił się, aby pojedynek nie trwał, aż tak długo.

Obie stawiły się w pełnym uzbrojeniu przed murami miasta. Augustyna w czarnej zbroi, a Justyna w srebrnej, generalskiej zbroi paladyna. Czekały, aż słońce przybierze czerwoną szatę. Umówiły się na pojedynek o zachodzie słońca, kiedy promienie nie grzeją tak intensywnie.

  • Los pincesa wardega! - wrzasnął Ferguson w swym języku, dając znać, że już czas zacząć pojedynek.

Królowa i księżniczka skrzyżowały broń. Srebrne topory i miecz błyskały odbijając promienie słoneczne na rozgrzanym murze. Paladyn parowała uderzenia Augustyny pozwalając jej na chwilową przewagę. Broń królowej strzaskała w końcu drewnianą tarczę, pozostawiając księżniczkę tylko z mieczem. Wtedy cisnęła połamaną częścią w królową, która się osłoniła i zachwiała. Justyna wykorzystała ten moment i zraniła królową w rękę, tak że upuściła ona jeden z toporów. Zirytowana własną nieuwagą królowa rozpoczęła ponownie atak, siekając niczym rzeźnik mięso. Uderzenia zraniły księżniczkę, która mocno zachwiała się na nogach, aż upadła na jedno kolano. Wtedy Augustyna zamachnęła się z prawej na lewą stronę, próbując odrąbać jej głowę, lecz sprytna Justyna wykorzystała i tym razem sytuację raniąc kobietę w brzuch, kiedy ta niefortunnie odsłoniła się próbując kończyć pojedynek. Królowa śmiertelnie raniona padła na rozgrzany od słońca piach.

Ferguson podszedł do swej pani. Sprawdził, czy oddycha, ale ta wyzionęła już ducha i szykowała się na przejście do królestwa bogów w zaświatach. Generał padł przed Justyną, podobnie uczyniła cała jego armia.

  • Bóg wojny Grom przemówił, prawo krwi i racja jest po twojej stronie pani, Kamienne Ramie i Topory Fergusona składają ci wierność Lodowa pani! - krzyknął generał Ferguson.
  • Na Pana w Królestwie Niebieskim i jego Syna, niech żyje królowa Królestwa Popiołu, niech żyje Lodowa pani! - zakrzyknęli zgodnie paladyni i wojownicy z Bełtem i Wacławem na czele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz