czwartek, 22 maja 2014

Księżniczka i książę

Pewnego razu w czasach średniowiecznych, gdy chrześcijaństwo dopiero zaczęło docierać do Polski, żyła wraz ze swoją mamą przepiękna dziewczynka o imieniu Świętosława. Urodę odziedziczyła po matce, która była księżniczką Polski. Mama na imię miała Dobrawa, ale lud wołał na nią Dąbrówka. Nie była stara, chociaż jej srebrne włosy wskazywały, że ma za sobą już nie jedną zimę. Mieszkały razem w grodzie największego księcia wśród Słowian, Mieszka, z którego mała księżniczka była bardzo dumna, w końcu był jej ukochanym tatą. Świętosława miała też starszego o rok brata, Bolesława, który zawsze wpędzał ją w tarapaty.

Pewnego pięknego, zimowego dnia, braciszek zaprosił ją na przejażdżkę zaprzężonymi w dwa białe wilki saniami. Mieli obejrzeć las, do którego księżniczce nie wolno było wędrować, gdyż czaiło się w nim nie jedno niebezpieczeństwo. „Co złego może się nam przytrafić?” - zwykł mawiać młody książę, za każdym razem, kiedy złamał zakaz rodziców. Dziewczynka uwielbiała podróżować, choć rzadko opuszczała dom. Księżniczki w tych czasach, często były porywane, dla okupu. Mała była bardzo grzeczna i uczynna, co bardzo podobało się matce, która ją zachwalała, przy każdej wizycie książąt, z innych królestw, przemilczając pochlebne słowa o synu – urwisie. Bolesławowi przeszkadzało to tak, że w końcu postanowił się pozbyć młodszej siostry.

Kiedy znaleźli się pośrodku leśnej dróżki, chłopiec wyskoczył z sań i pognał, gdzieś za niewielki pagórek, zostawiając dziewczynkę samą. „Idę złapać zająca, troszkę zgłodniałem, upieczemy go na ogniu. Zaczekaj, za chwilkę wrócę” - powiedział. Mimo, że Świętosława nie chciała zostać sama, młodzieniec, nie zważając na jej protesty ukrył się i czekał na rozwój wydarzeń.

Wtem, z jaskini wyskoczyło trzech zbirów. „I co my tu mamy, czyż to nie księżniczka, we własnej osobie?” - powiedział herszt bandy. „Powinniśmy obedrzeć ją ze skóry, za to że jej ojciec wygnał nas z miasta!”. Dziewczynka ze strachu, aż zaniemówiła. Siedziała cichutko w saniach i zaczęła płakać.

Jej łzy skruszyły lodowate serce księcia. „Co ja najlepszego zrobiłem? Przecież to moja młodsza siostrzyczka, muszę ją ratować!” - pomyślał i pobiegł w stronę bandytów.

Herszt widząc młodzieńca bardzo się ucieszył. Liczył, na sporą nagrodę od Mieszka, za życie jego ukochanych dzieci. Jednak za szybko zaczął kalkulację, gdyż młodzieniec nie chciał tanio sprzedać skóry. Naciągnął łuk i wystrzelił strzałę w stronę sań. Zbiry o mało nie popłakały się ze śmiechu, widząc nieudolny strzał chłopaka. Lecz strzał był celny. Bolesław celował w linkę przywiązaną do sań. Uwolnił w ten sposób wilki. „Kieł, Kudłacz bierzcie wroga!” - krzyknął. Po jego słowach wilki pogoniły zbirów w głąb lasu.

Księżniczka uspokoiła się, gdy brat wziął ją w objęcia. „Przepraszam, już nigdy cię nie zostawię. Obiecuję, że będę cię chronił przed złem. Nauczę cię także jak posługiwać się mieczem, żebyś sama także mogła bronić się przed porywaczami.” - rzekł młodzieniec wycierając chustką zapłakane oczy dziewczynki.

Bolesława nie minęła surowa kara, kiedy wrócili oboje do domu, ale tym razem siostra wstawiła się za nim i opowiedziała, jak dzielny był jej brat. Zmniejszyło to złość ojca, lecz nie skróciło kary.

Tak jak obiecał, uczył siostrę walki, oczywiście robili to, gdy nie patrzyła mama, która była przeciwna treningom szermierki. „Księżniczce nie wypada walczyć” - mawiała. Za to Mieszkowi, pomysł bardzo się spodobał. Twierdził, że to jego krew i nie zaszkodzi jej jak będzie potrafiła władać bronią.

Mijały lata, dzieci dorosły, książę stał się prawdziwym wojownikiem, dzielnym jak jego ojciec. Wkrótce został koronowany na króla. Świętosława, nie była gorsza od brata. Zahartowana w bojach, na które zabierał ją brat, wpadła w oko pewnemu wikingowi, który nosił przydomek „Zwycięski”. Wojownik całe swoje życie szukał kobiety, która mogła skrzyżować z nim miecz, w równej walce. Kiedy Erik Zwycięski przybył na dwór króla Bolesława, ten zaproponował mu walkę z najlepszym szermierzem w Polsce. Erik ujrzał rycerza w hełmie, wątłej postury. Wyciągnął więc miecz, pewny łatwego zwycięstwa.

Walka nie była jednak łatwa, rycerz bronił się i zadawał ciosy, z niezwykłą precyzją. Wikingowi zdawało się, że woj urodził się z bronią w ręku. Nagle, król przerwał zabawę. „Pozwól, że przedstawię ci przyjacielu, moją ukochaną siostrzyczkę Świętosławę” - powiedział. Skandynawski rycerz, rozglądał się wokoło, ale żadna kobieta z dworu nie nosiła złotego diademu, symbolu władzy.

Wówczas, wojownik, z którym mierzył swe siły Erik, zdjął z głowy nakrycie. Jakże wielkie było zdziwienie wikinga, gdy przeciwnik okazał się kobietą. W tej samej chwili, gdy ich oczy się spotkały, zakochali się w sobie.

Erik poprosił o błogosławieństwo Bolesława, a potem zabrał wybrankę serca do mroźnej krainy wikingów. Świętosława przybrała imię Sygryda i była nie tylko dobrą żoną, ale również silną, dumną i wspaniałą królową. Rządziła mądrze i sprawiedliwie, a wrogowie bali się jej miecza i gniewu, równie mocno, co samego króla.

Rodzeństwo pisało do siebie długie listy. W jednym z nich, Bolesław napisał:

Zawsze wiedziałem, że ukrywasz w swojej duszy wojownika. Niech Bóg doda ci sił, kochana siostrzyczko, chociaż wiem, że świetnie sobie radzisz. Pamiętaj jednak, że jeśli mnie będziesz potrzebować, ja na pewno się zjawię.

Między obojgiem królestw zawiązał się sojusz na długie lata. Król Polski Bolesław oraz jego siostra Świętosława, zwana Sygrydą, żyli długo i szczęśliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz