Pewnego razu
w czasach średniowiecznych, gdy chrześcijaństwo dopiero zaczęło
docierać do Polski, żyła wraz ze swoją mamą przepiękna
dziewczynka o imieniu Świętosława. Urodę odziedziczyła po
matce, która była księżniczką Polski. Mama na imię miała
Dobrawa, ale lud wołał na nią Dąbrówka. Nie była stara, chociaż
jej srebrne włosy wskazywały, że ma za sobą już nie jedną zimę.
Mieszkały razem w grodzie największego księcia wśród Słowian,
Mieszka, z którego mała księżniczka była bardzo dumna, w końcu
był jej ukochanym tatą. Świętosława miała też starszego o rok
brata, Bolesława, który zawsze wpędzał ją w tarapaty.
Kiedy
znaleźli się pośrodku leśnej dróżki, chłopiec wyskoczył z sań
i pognał, gdzieś za niewielki pagórek, zostawiając dziewczynkę
samą. „Idę złapać zająca, troszkę zgłodniałem, upieczemy go
na ogniu. Zaczekaj, za chwilkę wrócę” - powiedział. Mimo, że
Świętosława nie chciała zostać sama, młodzieniec, nie zważając
na jej protesty ukrył się i czekał na rozwój wydarzeń.
Wtem, z
jaskini wyskoczyło trzech zbirów. „I co my tu mamy, czyż to nie
księżniczka, we własnej osobie?” - powiedział herszt bandy.
„Powinniśmy obedrzeć ją ze skóry, za to że jej ojciec wygnał
nas z miasta!”. Dziewczynka ze strachu, aż zaniemówiła.
Siedziała cichutko w saniach i zaczęła płakać.
Jej łzy
skruszyły lodowate serce księcia. „Co ja najlepszego zrobiłem?
Przecież to moja młodsza siostrzyczka, muszę ją ratować!” -
pomyślał i pobiegł w stronę bandytów.
Herszt
widząc młodzieńca bardzo się ucieszył. Liczył, na sporą
nagrodę od Mieszka, za życie jego ukochanych dzieci. Jednak za
szybko zaczął kalkulację, gdyż młodzieniec nie chciał tanio
sprzedać skóry. Naciągnął łuk i wystrzelił strzałę w stronę
sań. Zbiry o mało nie popłakały się ze śmiechu, widząc
nieudolny strzał chłopaka. Lecz strzał był celny. Bolesław
celował w linkę przywiązaną do sań. Uwolnił w ten sposób
wilki. „Kieł, Kudłacz bierzcie wroga!” - krzyknął. Po jego
słowach wilki pogoniły zbirów w głąb lasu.
Księżniczka
uspokoiła się, gdy brat wziął ją w objęcia. „Przepraszam, już
nigdy cię nie zostawię. Obiecuję, że będę cię chronił przed
złem. Nauczę cię także jak posługiwać się mieczem, żebyś
sama także mogła bronić się przed porywaczami.” - rzekł
młodzieniec wycierając chustką zapłakane oczy dziewczynki.
Bolesława
nie minęła surowa kara, kiedy wrócili oboje do domu, ale tym razem
siostra wstawiła się za nim i opowiedziała, jak dzielny był jej
brat. Zmniejszyło to złość ojca, lecz nie skróciło kary.
Tak jak
obiecał, uczył siostrę walki, oczywiście robili to, gdy nie
patrzyła mama, która była przeciwna treningom szermierki.
„Księżniczce nie wypada walczyć” - mawiała. Za to Mieszkowi,
pomysł bardzo się spodobał. Twierdził, że to jego krew i nie
zaszkodzi jej jak będzie potrafiła władać bronią.
Mijały
lata, dzieci dorosły, książę stał się prawdziwym wojownikiem,
dzielnym jak jego ojciec. Wkrótce został koronowany na króla.
Świętosława, nie była gorsza od brata. Zahartowana w bojach, na
które zabierał ją brat, wpadła w oko pewnemu wikingowi, który
nosił przydomek „Zwycięski”. Wojownik całe swoje życie
szukał kobiety, która mogła skrzyżować z nim miecz, w równej
walce. Kiedy Erik Zwycięski przybył na dwór króla Bolesława, ten
zaproponował mu walkę z najlepszym szermierzem w Polsce. Erik
ujrzał rycerza w hełmie, wątłej postury. Wyciągnął więc
miecz, pewny łatwego zwycięstwa.
Walka nie
była jednak łatwa, rycerz bronił się i zadawał ciosy, z
niezwykłą precyzją. Wikingowi zdawało się, że woj urodził się
z bronią w ręku. Nagle, król przerwał zabawę. „Pozwól, że
przedstawię ci przyjacielu, moją ukochaną siostrzyczkę Świętosławę”
- powiedział. Skandynawski rycerz, rozglądał się wokoło, ale
żadna kobieta z dworu nie nosiła złotego diademu, symbolu władzy.
Wówczas,
wojownik, z którym mierzył swe siły Erik, zdjął z głowy
nakrycie. Jakże wielkie było zdziwienie wikinga, gdy przeciwnik
okazał się kobietą. W tej samej chwili, gdy ich oczy się
spotkały, zakochali się w sobie.
Erik
poprosił o błogosławieństwo Bolesława, a potem zabrał wybrankę
serca do mroźnej krainy wikingów. Świętosława przybrała imię
Sygryda i była nie tylko dobrą żoną, ale również silną, dumną
i wspaniałą królową. Rządziła mądrze i sprawiedliwie, a
wrogowie bali się jej miecza i gniewu, równie mocno, co samego
króla.
Rodzeństwo
pisało do siebie długie listy. W jednym z nich, Bolesław napisał:
Zawsze
wiedziałem, że ukrywasz w swojej duszy wojownika. Niech Bóg doda
ci sił, kochana siostrzyczko, chociaż wiem, że świetnie sobie
radzisz. Pamiętaj jednak, że jeśli mnie będziesz potrzebować, ja
na pewno się zjawię.
Między obojgiem królestw zawiązał się sojusz na
długie lata. Król Polski Bolesław oraz jego siostra Świętosława,
zwana Sygrydą, żyli długo i szczęśliwie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz