sobota, 5 lipca 2014

Czarodziej i Zosia - opowiadanie szóste

  •  Lordowie nie przybędą – powiedział rozgniewany władca drepcząc po komnacie sypialnianej i przeglądając listy, które przynieśli gońcy– tchórzliwe pasożyty! Dobrze jest gdy bronię ich przed najazdem piratów, ale gdy sam potrzebuje pomocy to żaden się nie ruszy ze swego ciepłego grajdołka!
  • Wszyscy odmówili, nawet Gotfryd z Lodowej Krainy? - zapytała strapiona królowa.
  • Gotfryd tępi bunty na dalekim południu, nie opuści posterunku z obawy przed napaścią Gardów i Waletów, oba plemiona zacierają ręce, bo wiedzą, że wkrótce wybuchnie wojna – rzekł monarcha podarłszy listy na strzępy.
  • Mój lud pomoże, pozwól mi ich wezwać. Nie odmówią walki, honor im nie pozwoli.
  • Nie obraź się żono, ale ludzie północy to rzeźnicy i raczej daleko im do ludzi honoru. Wezwanie ich, to jak grzebanie kijem w mrowisku.
  • Panie, sami damy radę Zakonowi Smoka, ale gada nie pokonamy bez magii, chyba że przybierze ludzką postać, wtedy moglibyśmy spróbować go uśpić – rzekł Tadeusz, który do tej pory przysłuchiwał się całej rozmowie małżonków.
  • Drako nie jest głupcem, drugi raz nie zapadnie w sen. Rozwścieczyliśmy bestię, a jedynym magiem, który może stawić mu czoło jest moja siostrzenica – powiedział król wpatrując się w marmurowy posąg przedstawiający jego dziada.
  • Ta mała ma olbrzymią moc, wczoraj spłynął na nią żywioł ognia – mówiła Augustyna – jeżeli użyje run ze zwoju, który znaleźliśmy na Czarnych Wyspach, mamy szanse nie tylko pokonać smoka, ale nawet sprawić, aby stał się naszym niewolnikiem, a wtedy każde z dziewięciu królestw będzie musiało złożyć hołd tobie i naszemu królestwu panie.




Pomysł bardzo spodobał się władcy, lecz kapitan nie był nim zachwycony. Jako paladyn służył prawdzie, postanowił więc wyznać Wacławowi i Justynie co usłyszał przed chwilą.

Zmartwieni rodzice ostatnie kilka godzin spędzili w bibliotece, ale nie znaleźli żadnej informacji o tym, co mają czynić, aby pozbyć się czarodziejskiej mocy. Zosia tymczasem ćwiczyła zaklęcia, które jej nowy mistrz przygotował specjalnie dla niej.

  • Wiatr i ogień, są teraz twoimi żywiołami. Jeden nie może żyć bez drugiego, dlatego wypuszczając ognika, poproś wicher zachodu, a stworzysz kule ognia – mówił mistrz – wicher wschodu i płomyk dadzą światło, które oświetli największe nawet ciemności, zaś wicher północy i płomień Zahara to lodowa strzała, potężne zaklęcie, które może położyć największą nawet bestię, jeżeli trafi w serce przeciwnika.
  • A wicher południa? Co on uczyni, jeśli zmieszam go z mocą ognia? - pytała, jak zwykle ciekawska Zosia.
  • Nie wiem, taką mocą władali tylko dwaj magowie, jeden nadal żyje i on powinien cię tego zaklęcia nauczyć.
  • A kto to taki?
  • To twój tata, lecz nie wiem, czy zgodzi się abyś poznała tak potężny krąg magii. Pamiętam, że sam omal nie stracił życia, ucząc się tej sztuki.
  • Mistrzu, czy we mnie nie ma już nawet iskierki magii? - zapytała Michalina przyglądająca się wyczynom siostry.
  • Nie ma magi żywiołów, ale po części jesteś druidem, powinnaś wrócić do sztuki przemiany, obecność twojej siostry powinna dodać ci mocy.
  • Boję się mistrzu, nie chcę używać run. Mogę stać się ponownie zwierzęciem i boję się, że nie uda mnie się odmienić.
  • Widzisz maleńka, twoją prawdziwą postacią jest niedźwiedź, a nie człowiek, zaklęcie Wacława sprawiło, że przybrałaś ciało dziewczynki, ale tak naprawdę jesteś niedźwiedziem i to tylko od ciebie zależy, kim naprawdę chcesz być – mówił Krotes układając rączki Zosi do następnej sztuczki.
  • Wolę być dziewczynką, mam siostrę i rodziców, nawet czary nie są mi potrzebne, kiedy mam to wszystko – powiedziała Michalina spoglądając łapczywie na talerz wypełniony truskawkami oblanymi czekoladą.
  • W takim razie już wybrałaś i duch tkwiący w tobie uszanuję twój wybór – powiedział Krotes częstując dziewczynki smakołykami.
  • To nie duch, a dusza drogi Krotesie – rzekła Justyna wchodząc do sali ćwiczebnej.
  • Jak zawsze masz rację Lodowa pani – przytaknął mistrz.
  • Zawsze się zgadzasz Krotesie, nie jestem pewna jednak, czy podzielasz moje zdanie, czy też po prostu boisz się mojego miecza.
  • To drugie pani.
  • Przynajmniej jesteś szczery, to dobrze. Nie lubię tych dworskich gierek i knucia, którego wokół jest więcej niż piachu na Samotnej Pustyni.

Nagle wszystkie dzwony w Popielatym Pałacu zabrzmiały rytmem, który mógł zwiastować tylko nieszczęście. Zbliżały się hordy rycerzy smoka. Wraz z nimi przybyła gromada piratów i łupieżców z dalekich krain. Każdy zbój, złodziej, kłamca, przybył na wezwanie władcy ciemności. Plemiona pokonały znamienitego rycerza Gotfryda i również przyłączyły się do smoczych wojowników.

Wielkość czerwonej armii, przeraziło młodych paladynów, lecz starsi wiedzieli, że to nie ilością, a wiarą zwycięża się przeciwnika. Dzielni obrońcy byli gotowi do odparcia ataku. Król podjął jednak decyzję, która zdziwiła jego ludzi. Nakazał konnicy objechać jedną z gór i zaatakować od tyłu wroga. Przejście przez ścieżkę górską zajmie dwa tygodnie. Na wodza wyprawy wybrał własną siostrę.

  • Wierzę w ciebie Justyno. Tak jak podczas ostatniego oblężenia Popielatego Pałacu przerwiesz atak i dasz nam zwycięstwo – mówił król, żegnając się z siostrą.
  • Niech żyje Lodowa pani! - krzyknęli jeźdźcy – siła i honor!


1 komentarz:

  1. Ta historia rozwija się coraz lepiej...tylko tak dalej. :) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń