- Lordowie nie przybędą – powiedział rozgniewany władca drepcząc po komnacie sypialnianej i przeglądając listy, które przynieśli gońcy– tchórzliwe pasożyty! Dobrze jest gdy bronię ich przed najazdem piratów, ale gdy sam potrzebuje pomocy to żaden się nie ruszy ze swego ciepłego grajdołka!
- Wszyscy odmówili, nawet Gotfryd z Lodowej Krainy? - zapytała strapiona królowa.
- Gotfryd tępi bunty na dalekim południu, nie opuści posterunku z obawy przed napaścią Gardów i Waletów, oba plemiona zacierają ręce, bo wiedzą, że wkrótce wybuchnie wojna – rzekł monarcha podarłszy listy na strzępy.
- Mój lud pomoże, pozwól mi ich wezwać. Nie odmówią walki, honor im nie pozwoli.
- Nie obraź się żono, ale ludzie północy to rzeźnicy i raczej daleko im do ludzi honoru. Wezwanie ich, to jak grzebanie kijem w mrowisku.
- Panie, sami damy radę Zakonowi Smoka, ale gada nie pokonamy bez magii, chyba że przybierze ludzką postać, wtedy moglibyśmy spróbować go uśpić – rzekł Tadeusz, który do tej pory przysłuchiwał się całej rozmowie małżonków.
- Drako nie jest głupcem, drugi raz nie zapadnie w sen. Rozwścieczyliśmy bestię, a jedynym magiem, który może stawić mu czoło jest moja siostrzenica – powiedział król wpatrując się w marmurowy posąg przedstawiający jego dziada.
- Ta mała ma olbrzymią moc, wczoraj spłynął na nią żywioł ognia – mówiła Augustyna – jeżeli użyje run ze zwoju, który znaleźliśmy na Czarnych Wyspach, mamy szanse nie tylko pokonać smoka, ale nawet sprawić, aby stał się naszym niewolnikiem, a wtedy każde z dziewięciu królestw będzie musiało złożyć hołd tobie i naszemu królestwu panie.
Pomysł
bardzo spodobał się władcy, lecz kapitan nie był nim zachwycony.
Jako paladyn służył prawdzie, postanowił więc wyznać Wacławowi
i Justynie co usłyszał przed chwilą.
Zmartwieni
rodzice ostatnie kilka godzin spędzili w bibliotece, ale nie
znaleźli żadnej informacji o tym, co mają czynić, aby pozbyć się
czarodziejskiej mocy. Zosia tymczasem ćwiczyła zaklęcia, które
jej nowy mistrz przygotował specjalnie dla niej.
- Wiatr i ogień, są teraz twoimi żywiołami. Jeden nie może żyć bez drugiego, dlatego wypuszczając ognika, poproś wicher zachodu, a stworzysz kule ognia – mówił mistrz – wicher wschodu i płomyk dadzą światło, które oświetli największe nawet ciemności, zaś wicher północy i płomień Zahara to lodowa strzała, potężne zaklęcie, które może położyć największą nawet bestię, jeżeli trafi w serce przeciwnika.
- A wicher południa? Co on uczyni, jeśli zmieszam go z mocą ognia? - pytała, jak zwykle ciekawska Zosia.
- Nie wiem, taką mocą władali tylko dwaj magowie, jeden nadal żyje i on powinien cię tego zaklęcia nauczyć.
- A kto to taki?
- To twój tata, lecz nie wiem, czy zgodzi się abyś poznała tak potężny krąg magii. Pamiętam, że sam omal nie stracił życia, ucząc się tej sztuki.
- Mistrzu, czy we mnie nie ma już nawet iskierki magii? - zapytała Michalina przyglądająca się wyczynom siostry.
- Nie ma magi żywiołów, ale po części jesteś druidem, powinnaś wrócić do sztuki przemiany, obecność twojej siostry powinna dodać ci mocy.
- Boję się mistrzu, nie chcę używać run. Mogę stać się ponownie zwierzęciem i boję się, że nie uda mnie się odmienić.
- Widzisz maleńka, twoją prawdziwą postacią jest niedźwiedź, a nie człowiek, zaklęcie Wacława sprawiło, że przybrałaś ciało dziewczynki, ale tak naprawdę jesteś niedźwiedziem i to tylko od ciebie zależy, kim naprawdę chcesz być – mówił Krotes układając rączki Zosi do następnej sztuczki.
- Wolę być dziewczynką, mam siostrę i rodziców, nawet czary nie są mi potrzebne, kiedy mam to wszystko – powiedziała Michalina spoglądając łapczywie na talerz wypełniony truskawkami oblanymi czekoladą.
- W takim razie już wybrałaś i duch tkwiący w tobie uszanuję twój wybór – powiedział Krotes częstując dziewczynki smakołykami.
- To nie duch, a dusza drogi Krotesie – rzekła Justyna wchodząc do sali ćwiczebnej.
- Jak zawsze masz rację Lodowa pani – przytaknął mistrz.
- Zawsze się zgadzasz Krotesie, nie jestem pewna jednak, czy podzielasz moje zdanie, czy też po prostu boisz się mojego miecza.
- To drugie pani.
- Przynajmniej jesteś szczery, to dobrze. Nie lubię tych dworskich gierek i knucia, którego wokół jest więcej niż piachu na Samotnej Pustyni.
Nagle
wszystkie dzwony w Popielatym Pałacu zabrzmiały rytmem, który mógł
zwiastować tylko nieszczęście. Zbliżały się hordy rycerzy
smoka. Wraz z nimi przybyła gromada piratów i łupieżców z
dalekich krain. Każdy zbój, złodziej, kłamca, przybył na
wezwanie władcy ciemności. Plemiona pokonały znamienitego rycerza
Gotfryda i również przyłączyły się do smoczych wojowników.
Wielkość
czerwonej armii, przeraziło młodych paladynów, lecz starsi
wiedzieli, że to nie ilością, a wiarą zwycięża się
przeciwnika. Dzielni obrońcy byli gotowi do odparcia ataku. Król
podjął jednak decyzję, która zdziwiła jego ludzi. Nakazał
konnicy objechać jedną z gór i zaatakować od tyłu wroga.
Przejście przez ścieżkę górską zajmie dwa tygodnie. Na wodza
wyprawy wybrał własną siostrę.
- Wierzę w ciebie Justyno. Tak jak podczas ostatniego oblężenia Popielatego Pałacu przerwiesz atak i dasz nam zwycięstwo – mówił król, żegnając się z siostrą.
- Niech żyje Lodowa pani! - krzyknęli jeźdźcy – siła i honor!

Ta historia rozwija się coraz lepiej...tylko tak dalej. :) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. :)
OdpowiedzUsuń