Następnego
dnia, na błękitnym niebie zawisło żółte, niczym odcień skórki
dojrzałego bana słońce. Jego promienie sprawiły, że poprzedni
dzień stał się już tylko odległym wspomnieniem. Słońce
osuszyło kałuże i poprawiło humor wystraszonym sztormem turystom.
Pracownicy akwaparku uprzątnęli bałagan i szybko park zyskał ten
niesamowity wygląd, jak sprzed dnia otwarcia.
Wszystkie
zwierzątka nie mogły się doczekać, aby pokazać co potrafią.
Każde znało przynajmniej z dziesięć sztuczek, które chętnie
pokazywały przyjezdnym. Tylko Tymon, żółw wodny wyglądał na
nieco ospałego. Kiedy mama zapytała, czy aby nie jest chory,
odpowiedział, że nie, tylko zmęczony i strasznie znudzony.
Postanowiła więc poradzić się starego morsa Filipa, mimo swego
sędziwego wieku nigdy nie dawał po sobie dać znać, że jest
zmęczony, poza tym był bardzo mądry.
Mors
spoglądał na malucha za szyby, po czym wskoczył do zbiornika, aby
z nim porozmawiać.
- Witaj Tymonku, dlaczego nie bawisz się z innymi żółwiami, czy coś cię dręczy? - zapytał staruszek.
- Nie, tylko strasznie chce mi się spać – odpowiedział żółwik.
- Myślę, że jakbyś wyszedł i popływał trochę z innymi, to zmęczenie na pewno by ustąpiło.
- Ale mnie się nie chcę, wole sobie posiedzieć na tym kamieniu, żółwie nie są stworzone do ruchu – stwierdził Tymon kładąc głowę na popielatym kamieniu, w miejscu gdzie całymi dniami leżał i wygrzewał się na słońcu.
- I tu się mylisz młody przyjacielu. Widzisz był kiedyś żółw, który uwielbiał ruch i chociaż nie był zbyt szybki to udowodnił całemu światu, że nawet gad ze skorupą na grzbiecie potrafi pokonać zająca – mówił mors.
- To bajka, już ją kiedyś słyszałem – powiedział malec, tak ospałym głosem, że na sam widok Filipowi zrobiło się żal.
- Wiesz zatem, że żółw zwyciężył wyścig?
- Tak, ale to dlatego, że zając był próżny i zbyt pewny zwycięstwa, a nie dlatego, że żółw był szybszy – oświadczył Tymon z niesamowitą mądrością, jak na takiego młodzieńca.
- Widzisz, nie znasz całej opowieści. Zając poprosił o rewanż, powiedział to samo co ty, na co żółw oświadczył, że dobrze ale będziesz się ścigał na moich warunkach, z moim wodnym kuzynem. To miał być wyścig pływacki, jedno okrążenie wokół wyspy. Zając zgodził się, pomyślał, że złapie kawał deski i będzie mocno machał nogami, w ten sposób wygra, no bo przecież najważniejsza jest praca nóg. Gdy jednak doszło do wyścigu okazało się, że żółwie morskie są znakomitymi pływakami, są szybkie bo muszą uciekać przed drapieżnikami. Zając ledwie wystartował kiedy żółw był już w połowie drogi i chociaż użył całej swej siły, a jego nogi robiły wszystko, aby go dogonić to ten wyścig przegrał i to z kretesem.
- To tylko świadczy o tym, że zając był bardzo próżny, nie da się dogonić żółwia morskiego we wodzie. Tata opowiadał kiedyś, że uciekł spod szczęk olbrzymiemu rekinowi – mówił Tymon.
- Widzisz twój tata pływa codziennie i dużo ćwiczy, jest chyba najszybszym żółwiem na świecie, nawet teraz, gdy siedzi zamknięty w basenie pokazuje swe umiejętności turystom, a oni z zachwytu otwierają usta, wiesz co wtedy robi?
- Tak to śmieszne, wyskakuje z wody, a potem chlapie w stronę ludzi, tak, że woda wlatuje im wprost do ich otwartych buź – powiedział malec podnosząc głowę.
- Nie chcesz być taki jak tata?
- Chcę.
- To już do wody i zrób dziesięć okrążeń, zmierzę ci czas, na pewno nie będzie gorszy od czasu twojego taty. Od dziś mów do mnie trenerze, zrobię z ciebie najszybszego żółwia na świecie.
Od tej pory
każdego ranka ostro trenowali. Ćwiczenia przyniosły wkrótce
skutek, Tymon prześcignął tatę, który zachwycony wynikami syna,
wprowadził nową sztuczkę do programu parku, wyścigi morskich
żółwi. Nad ich zbiornikiem zawsze stała gromadka gapiów, którym
żółwie udowadniały, że opowieści o ospałych i wolnych żółwiach
to tylko mit.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz