Pewnego razu
żył sobie mały pajączek, któremu znudziło się chodzenie po
pajęczynach. Postanowił więc spróbować czegoś nowego. Wsiadł
na banana i wyruszył w wielką podróż w stronę Słońca.
Nie straszne
mu było gorące słoneczko, gdyż miał czapkę z daszkiem. Im
bliżej jednak Słońca, tym bardziej było gorąco pajączkowi. Na
szczęście banan był ognioodporny, a pajączek zaopatrzył się w
cały termos pysznego, chłodnego soczku z malin.
W końcu
pajączek dotarł do celu swej podróży. Wędrując po palących
promieniach słonecznych, zauważył w oddali, maleńką czarną
plamkę. Kiedy zbliżył się dość blisko, okazało się, że
to jego znajomy Gacek, który zabłądził.
- Co tu robisz pajączku? - zapytał zdziwiony nietoperz.
- Zrobiłem sobie maleńką wycieczkę – odpowiedział pajączek popijając soczek.
- Acha, a znasz może drogę powrotną do domu? - zapytał nietoperz.
- Oczywiście, mam mapę – powiedział dumny ze swojego dobrze zaopatrzonego plecaka pajączek.
- A masz może zapasowego banana, bo strasznie skrzydła mi się zmęczyły – powiedział gacek pokazując na swe zmarnowane od długiej podróży skrzydełka.
- Pewnie, że mam! - rzekł pajączek wyciągając z plecaka zapasowego banana.
Dosiedli
owoce i ruszyli z powrotem do domu. Zatrzymali się jednak na
Księżycu, w sławnym Zajeździe Dziadka Kartofelka. Zawsze w
podróży tam się zatrzymywali, uwielbiali tamtejsze kiszone ogórki
i zapiekanki, które robił księżycowy dziadzio. Zjedli cały
słoik ogórków i po trzy zapiekanki z sałatką szefa. Pożegnali
się z kucharzem i wrócili do domu.
Wylądowali
w Zielonej Dolinie. Pajączek wrócił do plecenia pajęczyn, ale
wcześniej nakarmił i napoił banany, po czym odprowadził je do
stajni. Gacek nie miał siły na pracę, od razu powiesił się
do góry nogami na gałęzi i poszedł spać. Przyjaciele
postanowili, że raz w miesiącu będą robić podobne wypady, aby
uciec od codziennej monotonni życia. Mieli jeszcze tysiące przygód,
ale o tym moja córeczka opowie jeszcze innym razem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz