sobota, 12 lipca 2014

Czarodziej i Zosia - opowiadanie siódme

Nad murami miasta pojawiła się gęsta, mleczna mgła. Słońce skryło się za chmurami. Nie padało, chociaż wszystko wskazywało na to, że tego dnia spadnie ulewa. Pogoda sprzyjała wrogom, którzy przypuścili pierwszy szturm na mury miasta. Dzielni paladyni odparli jednak słabo przygotowany atak. Pod murami spoczęły dziesiątki czerwonych tarcz i zbroi smoczych wojów.



Księżniczka wraz z oddziałem konnicy, przemierzała górski szlak. Z oddali słyszała odgłosy walki i zastanawiała się, czy nie zawrócić. Była jednak posłuszna rozkazom brata, który nakazał jej zerwać pierścień oblężenia i przegnać wroga. Nie była jednak pewna, czy uczyniła słusznie. Zostawiła córki i męża w oblężonej twierdzy. Co prawda Konrad obiecał, że będzie ich chronił, ale nadal nie ufała królowej. Wiedziała, że nie mówi całej prawdy. Na pewno wezwała swoich sprzymierzeńców z północy, a i w sprawie Zosi, która teraz była najpotężniejszym czarodziejem na całym świecie, Augustyna nie powiedziała prawdy. Zapewne zmieni ją w maga wojennego, wbrew woli jej rodziców. Księżniczka nie mogła jednak zabrać córek ze sobą, w zamku były bezpieczniejsze. Dobrze, że czuwa nad nimi Tadeusz – myślała Justyna – to sprytny lis, który znakomicie odnajduje się w tym gnieździe żmij.

Młody paladyn, który znał bohaterskie wyczyny księżniczki, podjechał bliżej, aby się jej przyjrzeć.

  • Pani, czy mogę o coś spytać?
  • Pytaj młody paladynie, zdobywanie wiedzy należy do naszych obowiązków – uśmiechnęła się Justyna widząc siedemnastoletniego wojownika.
  • Wiem, że nazywają cię lodową panią, ale nie wiem dlaczego, czy to jakiś sekret?
  • To żaden sekret. Mój brat po śmierci ojca, przekazał mi ziemie, które były ogarnięte lodem, mrozem, a panowały na nim plemiona olbrzymów – opowiadała księżniczka. - Myślał, że w ten sposób poniży mnie, przed resztą lordów, bo założył, że nie poradzę sobie w tej nieprzyjaznej krainie. Jakże się pomylił. Rok zajęło mnie i Gotfrydowi opanowanie sytuacji na północy. Pokonaliśmy wszystkie plemiona, co nie było łatwe, gdyż plemiona nie poddawały się bez walki. Zostałam panią Lodowej Krainy, a mój lud nazwał mnie Lodową Panią, ale to było dawno temu, dziś nie ma już olbrzymów, a mroźne kraje opanowała Augustyna, gdy ja wyjechałam z królestwa.
  • Dlaczego wyjechałaś pani? - pytał dalej wojownik.
  • Za dużo tych pytań Młody Wilku, zbytnia dociekliwość to prosta droga, do więziennych krat – powiedział chorąży, Surowy Wilk.
  • Nie mamy przed sobą tajemnic, to nasza żelazna zasada, to nasz kodeks, a my paladyni spod sztandaru Szarego Wilka, mówimy sobie o wszystkim – powiedziała księżniczka. - Dlatego wiedzieć wam trzeba, że wyjechałam z obawy przed Augustyną, waszą królową. To mądra królowa, lecz w zwyczaju jej plemiona jest zemsta za krzywdy na krewnych, a śmierci ojca nigdy nie zapomniała. Wini za nią mnie i mojego męża, możliwe, że i Konrada, lecz nie mam na to dowodu.
  • Pani, jeśli trzeba to pozbawimy głowy królową, nie należy ona do żadnego z naszych klanów, nie jest jedną z nas – odrzekł Młody Wilk z wielką szczerością.
  • Nie wolno ci nawet tak myśleć, jesteś paladynem, rycerzem, który nader wszystko posłuszny jest kodeksowi i królowi – powiedziała księżniczka spoglądając na młodego wojownika, w taki sposób, że opuścił on głowę w dół, w wielkim wstydzie. - Tym razem ominie cię kara, lecz pamiętaj, że za same myśli, czeka cię chłosta i miesiąc postu.
  • Wybacz pani – rzekł młody rycerz i dołączył do reszty kolegów, w ostatnim szeregu.

Lodowa pani jechała przez chwilę w milczeniu, lecz chorąży, który słynął z wielkiego gadulstwa podjechał do niej i wpatrywał się w jej miecz.

  • Przyglądasz się mieczowi Surowy Wilku? - zapytała.
  • Tak księżniczko – odpowiedział – czy to nie miecz Gotfryda?
  • Masz dobre oko i pamięć paladynie – rzekła księżniczka – po jego śmierci odesłano do mnie jego miecz.
  • Zatem planujesz odzyskać północ księżniczko? - zapytał szeptem chorąży.
  • Ciiii... Nie chcę, aby za wcześnie moje plany się wydały.
  • Możesz na mnie liczyć pani, tak jak i na cały sztandar Szarego Wilka! - krzyknął chorąży, na co paladyni uderzyli mieczami w tarczę, dając znak, że są wierni księżniczce.

Tymczasem w Popielatym Pałacu, szykowano się do obrony przed drugą falą atakujących czerwonych smoczych wojowników. Ustawiono więcej katapult na zachodnim murze i kilka dodatkowych balist na wieżach. Zdecydowano się na taki zabieg, gdyż szpiedzy donieśli, że czerwoni budują machiny oblężnicze. Na mury dostarczono także więcej smoły i bełtów do kusz.

Król cały dzień spędził w zbroi, przechadzał się po wartowniach, dając znać, że jeśli trzeba to sam stanie do walki z wrogiem. Morale żołnierzy było ogromne, lecz spadło gdy królowa kazała uwięzić Wacława i jego córki. Powiedziała, że są zdrajcami, bo nie chcą służyć królestwu. Bibliotekarz zakazał Zosi używać czarów. Rozgniewało to bardzo Augustynę.

Cała trójka siedziała w lochach Popielatego Pałacu, w najgorszej z cel. W takiej, w której król zamykał najgroźniejszych przestępców.

  • Jutro powiesz królowej, że zmieniłem zdanie i pozwoliłem ci na dalszą naukę czarów – powiedział tata – mnie nie wypuści, ale nie martwcie się o mnie. Michasiu - tu zwrócił się do drugiej córki - na rynku, w starym browarze mieszka Bełt. To mój znajomy z czasów wojny. Przeprowadzi cię kanałami pod zamkiem i korytarzami pod ziemią, aż do miejsca poza oblężeniem, a potem doprowadzi cię do mamy. Opowiesz jej o wszystkim, mama będzie wiedziała co robić.
  • Ale ja się boje tatusiu – rzekła mała przytulając złapanego wcześniej szczurka do piersi.
  • Nie bój się, jesteś odważną dziewczynką na pewno sobie poradzisz – mówił czarodziej – lecz pamiętaj, nie ufaj ludziom, którzy mają węża w oczach.

Następnego dnia królowa uwolniła dziewczynki, lecz Wacław pozostał jej zakładnikiem. Zosia udała się do sali treningowej, a o Michalinie jak zwykle zapomniano. Dziewczynka udała się wprost do browaru, gdzie pośród drewnianych beczek siedział Bełt.

Palił fajkę i czyścił kuszę, nie była to jednak byle jak broń, a zrobiona z kości słoniowej i pradawnego jesionu. Była celna, jak żadna inna kusza w całym królestwie. Michasia znała doskonale tą broń. Tata opowiadał jej o niezwykłych broniach, które po ścięciu niezwykłego drzewa jakim był pradawny jesion, stworzyli rzemieślnicy z królewskiego cechu.

  • Podejdź bliżej wojowniczko! - powiedział Bełt odkładając kuszę na jedną z pustych beczek.
  • Nie jestem wojowniczką, tylko dziewczynką – odrzekła cichutko Michasia.
  • Nie wydaje mnie się, słyszę serce niedźwiedzia, widzę odwagę lwa, bo nie wielu tu wchodzi – oświadczył wstając na równe nogi.
  • Nie jestem niedźwiedziem! - krzyknęła mała spoglądając w oczy Bełtowi.
  • Tak, bo jesteś wojownikiem! - wrzasnął głośniej Bełt.
  • Nie jestem, żadnym wojownikiem tylko... - przerwała jednak i chwyciła pordzewiały miecz leżący nie daleko kilku innych przedmiotów koło drzwi, na zniszczonym stoliku.
  • Więc dlaczego sięgasz po miecz, a nie uciekasz – zaśmiał się Bełt. - Dlaczego nie wrzeszczysz na pomoc! Tylko chcesz walczyć?
  • Bo, bo... - dziewczynka nie wiedziała co odpowiedzieć, zmieniła więc zdanie – przysłał mnie tata, wielki czarodziej.
  • Mówisz o Wacławie? Żaden z niego czarodziej, tylko mól książkowy, bardziej nauczyciel niż czarnoksiężnik – kpił Bełt, gdy nagle dziewczynka zamachnęła się mieczem, ale jego ciężar sprawił, że się przewróciła. - Nigdy nie podnoś miecza, jeżeli nie potrafisz go używać, to lekcja numer jeden, lekcja numer dwa, nie walcz w złości, bo z góry skazujesz się na porażkę i trzecia lekcja, najważniejsza, Bełt ma zawsze rację. Więc jak mówię, że jesteś wojowniczką, to znaczy że nią jesteś.

Po tych słowach, znajomy taty pochwycił Michasię i wybiegł z browaru. Obawiał się szpiegów królowej. Był ścigany tak jak Wacław i obaj zostali niesłusznie posądzeni o zdradę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz