poniedziałek, 28 lipca 2014

Czarodziej i Zosia - opowiadanie czternaste

Królowa podeszła do stolika, aby zapalić świece. Płomyk tańczył z wiatrem, jakby chciał jej coś powiedzieć. Założyła futro i mocno się nim opatuliła, a potem podeszła do okna, wiatr stawał się co raz bardziej uciążliwy. Przymknęła więc drzwi i okna, a potem uklękła na kolanach. Wyciągnęła Pismo i glinianą tabliczkę, na której widniało wielkie oko, symbol Władcy Niebios.

Wtem do drzwi zapukał Tadeusz. Ubrany w płaszcz i futrzaną, czarną czapkę stał w progu przez chwilę, a gdy jego kuzynka kiwnęła głową przyzwalając na wejście wkroczył do środka rzucając odzienie na sosnowy fotel. Widząc, że kobieta pragnęła się pomodlić, klęknął wraz z nią. Paladyni byli bardzo bogobojni, siłę do walki czerpali z wiary, a w życiu kierowali się słowami Pana, które nauczały, że do prawdziwego szczęścia prowadzi tylko jedna droga i jest nią miłość.

Leśne Forty przywitały ich armię niezbyt entuzjastycznie. Księżniczka Adara, Leśna Pani nie ufała wojownikom z północy. Ferguson i jego klan byli wrogami leśnych plemion. Musiała jednak być posłuszna swej królowej i ostatecznie zgodziła się udzielić wszystkim schronienia, ale dopiero po złożeniu broni przez lodowe plemiona.

Derwen, stolica Leśnych Fortów była inna od Popielatego Pałacu, czy Atramentowej Tarczy. Domy i zamek znajdowały się na olbrzymich, prastarych drzewach. W ich konarach ukrywały się całe rodziny. Łowcy i łowczynie żyli polując na zwierzęta i zbierając to co oferowała im las, o tej porze roku głównie grzybów i orzechów. Byli także świetnymi rybakami, ale rozsławili się w walce. Ich strategia odbiegała od taktyki plemion ze wschodu i północy, uważali że najważniejszy podczas bitwy jest spryt. Dlatego żadna armia nie podbiła nigdy Leśnych Fortów, które naszpikowane były pułapkami, zasadzkami, a także świetnie ufortyfikowanymi posterunkami. W każdym z nich mieściło się dwunastu włóczników, uzbrojonych także w łuki i drewniane pałki podstawową broń tutejszych plemion. Tak przygotowany posterunek potrafił bronić się dziesięciokrotnie większą armią, poza tym był wstanie szybko powiadomić sąsiednie posterunki o ataku, z pomocą wytresowanych gołębi i nietoperzy. Dodatkowym atutem tego miejsca była oczywiście odporność na ogień. Magowie twierdzili, że to magiczne zaklęcie nie pozwala spalić tego miejsca, ale prawda była zupełnie inna, leśni ludzie zasiewali specjalny gatunek wysokich traw, odporny na płomienie.

Po skończonej modlitwie, za szczęśliwy powrót rodziny oraz powodzenie wyprawy wojennej, oboje wstali. Do domku na drzewie weszła Adara, wraz z córką Tanwen i synem Bełta Troyem, który zastępował ojca, jako ambasador i przywódca niedźwiedziego plemiona. Na końcu wszedł Ferguson, zadowolony, że w końcu się coś dzieje.

  • Pani są już wszyscy – oznajmił Tadeusz, awansowany na generała i lorda przywódce przez królową.
  • Zaczynajmy więc – powiedziała Justyna. - Jakie wieści od zwiadowców?
  • Szare Wilki donoszą, że pokonały oddział Krolga, zbiry szpiegowały w Zielonym Jaworze – powiedział generał Tadeusz.
  • Więc już o nas wiedzą, co z Drako Gallu, gdzie się obecnie znajduje? - zapytała królowa spoglądając na Fergusona.
  • Moi ludzie go pilnowali, ale dwa dni temu straciłem z nimi kontakt. Ostatni kruk wskazuje na Królestwo Trzech Róż – odpowiedział generał północy.
  • Księżniczko, twoi ludzie mieli za zadanie obronić Lwi Most, lecz i od nich nie ma wiadomości – stwierdziła Justyna.
  • Tak Pani, kazałam wycofać się moim ludziom, kiedy przewaga wroga stała się zbyt wielka – odrzekła Adara – Troy spalił most, aby spowolnić ruch legionu.
  • Rozumiem, wszystko wskazuje na to, że chcą nas otoczyć i przygotować grunt swemu panu. Nie damy im tej sposobności, Gallu, ruszysz na południe i odetniesz drogę piratom. Twoim zadaniem jest powstrzymać ich przed zajściem nas od tyłu. - Mówiła królowa spoglądając ukrytkiem na mapy obok świecy. - Paladyni, wy ruszycie w nocy i rozbijecie obóz na Orlej Górze, odetniecie posiłki, duchy nie sprostają świętym kopią paladynów. Jednak, gdy pojawi się smok, macie wycofać się do Derwen.

Monarcha nie powiedziała nic więcej, nie chciała zdradzić całego planu. Fergusonowi to wystarczyło, lubił dobrą walkę, a im więcej głów do ścięcia tym lepiej – uważał.

Zbliżał się dzień bitwy i choć smok nadal pustoszył trzecie królestwo, leśni ludzie zdawali się być dobrej myśli. Ich przodkowie nigdy nie przegrali walki o żadne miasto. Morale było wysokie, do czasu kiedy nadeszła wieść z Królestwa Trzech Róż. Stopiony został od ognia miecz króla Henryka, taką wiadomość przyniósł goniec.

Zniszczenie kolejnego królestwa odebrało odwagę armii, lecz królowa zeszła na dół do obozu i kazała przebić broń kowalowi. Podniosła nową broń, włócznię z wygrawerowanymi trzema różami oraz tarczę w górę, a potem cisnęła nią wprost w tarczę ćwiczebną, położoną dwadzieścia metrów dalej. Zrobiła to z precyzją godną leśnych ludzi.

  • Następnym razem ta włócznia trafi prosto w gały bestii! - krzyknęła.
  • Śmierć mrocznemu władcy, śmierć Drako i jego legionom! - wrzeszczeli pobudzeni wojownicy.

Następne dni upływały wojom na przygotowaniach obrony, a królowa i księżniczka próbowały znaleźć jakiś słaby punkt smoka. Nie było to łatwe, bez Skrzydła nie da się zapewne zranić potwora. Wszystko zależało więc od powodzenia misji czarodzieja i jego drużyny, lecz Justyna wolałaby, aby jej rodzina była zdaleka od tego miejsca. Znała jednak męża i wiedziała, że wkrótce przybędzie i przyniesie artefakt.

Adara przechadzała się po wiszących mostach, kiedy ujrzała Tanwen i Troya. Dzieci siedziały obok siebie i żywo o czymś rozprawiały. Zaciekawiona księżniczka podeszła bliżej i z ukrycia nasłuchiwała rozmowę młodych łowców.

  • Złapałem kiedyś ścierwaka, wytropiłem go w nocy i spętałem, a potem wrzuciłem do worka i zaniosłem do domu – chwalił się młodzieniec.
  • I co było dalej, nastraszyłeś siostry? - pytała młoda księżniczka.
  • Tak, wypuściłem go w izbie kiedy spały, strasznie narozrabiał, ojciec się zezłościł i nie wolno mnie było polować przez cały tydzień – powiedział Troy.
  • Ty to masz pomysły – rzekła Tanwen, a potem nagle spoważniała. - Myślisz, że nasi rodzice się pogodzą i pozwolą nam... no wiesz...
  • Mam nadzieje, kiedy przybędzie tata to poproszę go o pozwolenie, martwię się jednak, czy twoja mama pozwoli tobie...
  • Rozmawiałam już z nią, zgodziła się, że mój czas nadszedł, zgodziła się, że skoro władam włócznią, to i mogę wybrać sobie męża – powiedziała łowczyni i delikatnie pocałowała chłopca w usta, a potem uciekła w ciemności, skrywając czerwoną od rumieńców buzię.

Leśna pani podeszła wtedy do młodzieńca. Usiadła dokładnie w tym samym miejscu co jej córka. Troy zmieszał się, lecz nie odszedł. Domyślił się, że księżniczka widziała pocałunek zakochanych. Postanowił zostać i rozmówić się z nią, tak jak nakazywał mu honor.

  • A więc to ciebie wybrała moja córeczka – powiedziała spokojnym głosem Adara.
  • Tak pani, mam nadzieje, że dotrzymasz swego słowa i pozwolisz jej wyjść za mąż – rzekł pewnym głosem Troy.
  • Oczywiście, że tak, lecz nie może ona wyjść za ciebie – powiedziała najdelikatniej jak tylko potrafi kobieta – twój ojciec obiecał, że będziesz mój, to za mną się ożenisz niedźwiedziu.
  • Jak to, nie wierzę!
  • Znasz nasze prawo, my nie kłamiemy, Mahon zgodził się na połączenie plemion, ale tylko w taki sposób. Wie, że nie mam męża i wie, że leśni ludzie potrzebują króla. Wybrał ciebie, nie ma innej opcji, ma tylko córki, a sam jest już żonaty.
  • Ale ja... jak on mógł i to nie mówiąc mnie o tym – zasmucił się młodzieniec, a potem wpadł w złość, wstał i pobiegł do swej kwatery.

Drzewa nie śpiewały tej nocy, zwierzęta opuszczały Leśne Forty. Wszystkie znaki wskazywały, że smok jest blisko. Nawet pogoda stawała się coraz cieplejsza. Wraz ze zbliżającym się Drako zaczęły się upały. Woda w źródłach parowała, studnie wysychały, nawet rzeka płynąca nieopodal zmniejszyła swój poziom głębokości.

Niebo zrobiło się czerwone, nie była to jednak zwykła czerwień od wschodzącego słońca, ale bordowa jasność niosąca ze sobą gorąco dorównujące temu na Zapomnianej Pustyni. Mroczny Władca próbował spalić las, cierpliwie zionąc ogniem w stronę Leśnych Fortów. Chociaż płomienie zżarły całą okolicę to lasów nie tknęły. Smok zły uderzał więc ogonem łamiąc i wyrywając drzewa. Widząc jednak, że na ich miejscu pojawiły się nowe, zezłościł się jeszcze bardziej.


- Nie ogniem, nie siłą więc mieczem zdobędę to królestwo! - wrzasnął smok rozkazując legionom atak na Leśne Forty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz