- Na granicy Orlej Skały doszło do bitwy – mówiła Martyna – olbrzymy z jaskini uderzyły na pradawny las, drzewa broniły się zaciekle, ale nie wygrały z żelazem. Drako małymi krokami zbliżył się do nas i jeżeli czegoś byśmy nie zrobili czekałaby nas zguba. Jest jeszcze jedna sprawa, smok zwerbował biesy. Jeden z nich, ten na którego polowaliśmy zeszłej zimy, Siwy Gnat opuścił ciepłe legowisko i ruszył wraz z olbrzymami do ataku na stolicę. Wódz zaginął, rozkazał nam uciekać a sam zajął się księżniczką oraz pościgiem.
- Eden potrzebuje pomocy, nie ma czasu do stracenia, ruszamy od razu – rozkazała królowa – Troy, wiem że chciałbyś dorwać bestię i masz moje zezwolenie, ale musisz wybrać kogoś kto cię zastąpi.
- Moja siostra poprowadzi leśnych ludzi – młodzieniec wskazał na Martynę.
- Znakomicie, dziś rozprawimy się ostatecznie z potworem i jego niedobitkami. Pokonamy smoka i przywrócimy światu wolność, do boju!
Nieliczna
armia, która przetrwała poprzednie potyczki ruszyła w stronę
Orlej Skały. Jednak bibliotekarz i dziewczynki pojechali dopiero,
kiedy Justyna upewniła się, że są bezpieczni w obozie. Wacław
wiedział, że atak bez osłony czarodzieja, z góry jest skazany na
porażkę. Zakradli się więc z drugiej strony, a kiedy stali pod
skałą, Zosia użyła zaklęcia i uniosła całą trójkę wysoko w
chmury, gdzie w spokoju obserwowali bitwę.
Wtedy po raz
drugi miecz przemówił do Michasi. Nakazał jej zmówić modlitwę,
do poprzedniego pana, który okazał się nie tylko wielkim
wojownikiem, ale również i aniołem. Błogosławieństwo spłynęło
na dziewczynkę. Stała się potężna, czuła jak jej ciało nabiera
niespotykanej siły, jakby wstąpił w nią duch. I wtedy wyrosły
jej skrzydła, piękne białe pióra ozdobiły jej plecy. Miecz
zapalił się jaskrawym światłem, takiego blasku nie widziano w
królestwach od wielu wieków. Michalinę ogarnął spokój, była
pewna, że jest wstanie pokonać Drako.
Druga z
dziewczynek przygotowała w tym czasie rytuał ostatniego kręgu
magii. Założyła wszystkie pierścienie i zawiesiła wisior z
runami. Ją także otoczyło światło, ale zupełnie inne niż blask
otaczający jej siostrę.
- Zaczynajcie moje kochane, tak jak was uczyłem – powiedział czarodziej opadając delikatnie na ziemię i kryjąc się gąszczu, aby nie sprawić kłopotu obrońcom, gdyby został pojmany.
Podpowiadał
strategię, która już po chwili zaczęła odnosić sukcesy. Wichry
Zosi zmiatały olbrzymów i choć traciła sporo mocy, to nie
przestawała rzucać zaklęć. Jednak widać było, że co raz
większe zmęczenie daje się jej we znaki. Po każdym zaklęciu
opadała nieco w dół, a pot spływał jej po szyi strumieniami. Nie
poddawała się jednak, Wacław wmówił jej, że jest
najpotężniejszym czarodziejem i tylko ona może pokonać legiony
ciemności i Drako.
Szybko
okazało się jednak, że moc nie jest wstanie pokonać biesów,
odpornych na zaklęcia i wszelką magię. W dodatku Drako, który do
tej pory przyglądał się tylko bitwie, wniósł się w górę i
ruszył w ich stronę.
Przebiegłe
smoczysko przybrało dobrą strategię. Odczekał, aż Zosia straci
siły i wtedy ruszył. Potężny podmuch ognia uderzył w stronę
dziewczynek. Wietrzna tarcza odpychała uderzenie i rozwiewała je na
wszystkie strony. Silny smok był nieustępliwy i po każdym ataku
wzmacniał następny, aby z jeszcze większą siłą przeć na
dziewczynki.
Obie
spojrzały na siebie ze zrozumieniem, kiedy czarodziej dał znak, że
pora zaryzykować i ruszyć do ataku. Wtedy czarodziejka użyła
całej swej mocy, przywołała siłę, która zdolna była zniszczyć
królestwo, dorównywała mocą bestii.
Nagle smok
zrobił obrót, zmienił swą postać w demona przypominającego
człowieka ze skrzydłami nietoperza i po wypowiedzianym zaklęciu
przyjął atak Zosi na swą pierś. Olbrzymia eksplozja oślepiła
wszystkich walczących. Kiedy światło zniknęło, czart zawisł i
spadł na ziemię. Spadała również Zosia, ale jej siostra zdołała
ją pochwycić i postawić bezpiecznie na ziemi.
Oczy wroga
zwróciły się w stronę swego pana. Wszyscy myśleli, że został
pokonany, on jednak wstał. Jego oczy i dłonie, a potem całe ciało
zapaliły się niczym drzewa od lawy. Na głowie pojawiły się dwa
ciemne rogi, a z paszczy wyrosły kły. Ruszył w stronę dziewczynek
z całą swą mocą, a miał jej teraz więcej, gdyż zaklęcie
wypowiedziane przed chwilą pochłonęło moc Zosi i na powrót
zmieniło ją w zwykłą dziewczynkę.
- Paruj ciosy! - krzyknął czarodziej widząc zdezorientowaną Michalinę – broń siostry!
- Teraz cała moc należy do mnie! Już nic mnie nie powstrzyma! - wrzeszczał władca ciemności podnosząc miecz, z którego spływała smoła.
Michalina
sparowała pierwszy cios, a potem drugi i trzeci. Po chwili
zorientowała się, że walka nie sprawia jej większej trudności i
przeszła do kontrataku. Uderzała mieczem z taką wielką gracją i
tak wielką szybkością, że Mroczny Władca musiał przejść do
defensywy. Teraz on parował ciosy i bronił się przed sprytnymi
atakami Michasi.
- Ten miecz, skrzydła, niemożliwe – powiedział Diabeł widząc broń dziewczynki. - Michale nie mieszaj się, to nie twoja sprawa – dodał.
- Ludzie to jak najbardziej moja sprawa – odpowiedział głos z głębin duszy Michasi – a teraz zostaw ten świat lub giń zdrajco!
- Nigdy! - krzyknął demon i rzucił najpotężniejsze zaklęcie jakie znał, ale z łatwością rozbiło się ono o miecz i rozpłynęło w nicość.
Wojowniczka
niebios machnęła mieczem jeszcze raz. Uderzenie pozbawiło skrzydła
czarta i spadł on na ziemię z wielkim hukiem. Bestia wstał jednak,
nie chciał dać za wygraną. Rozkazał swoim potworom walczyć do
upadłego, a sam zasłonił się tarczą, po czym otworzył tunel,
przejście prowadzące z powrotem do jego królestwa.
- Wrzucę tam tą małą Michale! - wykrzyknął wyciągając bat, który pochwycił dziewczynkę za nogę.
Ciągnął
ją w stronę portalu, ale kiedy zbliżyła się bardzo blisko
odcięła bat, a potem głowę bestii. Miecz rozsypał się na
kawałki, a wkrótce potem portal wciągnął ciało Złego wprost do
otchłani piekielnych.
Smok został
pokonany, a wraz z nim zniknęła cała czarodziejska moc. Biesy
osłabły i łowcy z łatwością radzili sobie z ich atakami. Tylko
Siwy Gnat zachował swą siłę. Olbrzymy nie złożyły jednak
broni, ich maleńkie rozumy kazały im walczyć do końca, tak jak
brzmiał ostatni rozkaz. Wyrywały drzewa, które pozbawione
czarodziejskiej mocy przestały walczyć.
Królowa
nieraz walczyła z tak potężnym przeciwnikiem, wiedziała dobrze
jakie są ich słabe punkty. Nakazała atakować nogi, w okolicy
kolana i ścięgna, a także oczy. Oślepione i nie mogące się
poruszać stwory trafiły do niewoli.
Troy stanął
naprzeciw Gnata. Potwór przyglądał się mu przez chwilę, a potem
skoczył na wojownika próbując odgryźć mu rękę. Chłopak nabił
jego cielsko na włócznię i odskoczył w bok, wyciągając
jednocześnie łuk. Wystrzelił kilkanaście strzał w jego stronę.
Bies pokiwał groźnie głową i skoczył jeszcze raz, wtedy chłopak
wyjął sztylet i wbił go w gardło stwora. Gnat padł martwy.
Wojownik otworzył jego paszczę, zauważył między jego zębiskami
kościany naszyjnik ojca. Założył go, po czym wstał na nogi i
podniósł w górę włócznie. Wszyscy leśni ludzie padli na
kolana, również młoda księżniczka, która dała w ten sposób
znak, że władze w Leśnych Fortach oddaje wojownikowi.
Justyna
podjechała bliżej do Troya. Przytuliła go do piersi widząc
naszyjnik, domyślali się co się stało z Bełtem.
O
zbuntowanej księżniczce nie było żadnego śladu, ani wieści.
Zapomniano więc o niej i skupiono się na przygotowaniu pochówku
poległym. Setki wojowników oddało życie w obronie wolności.
Świat ocalał, ale nie był już taki sam jak kiedyś.
Tanwen
poślubiła Troya, łącząc w ten sposób wszystkie królestwa.
Justyna podarowała im ziemię dawnego królestwa Atramentowej
Tarczy, gdzie zbudowali drewnianą warownie, a potem kamienną
twierdzę, jeszcze potężniejszą od poprzedniej.
Justyna,
Wacław i dziewczynki nigdy nie wrócili do wieży. Zamieszkał w
niej Tadeusz, który pragnął odpocząć od wojennej tułaczki.
Justyna zasiadła na tronie, a wraz z nią Wacław, zwany teraz
Starym. Justyna długo gniewała się za to, że mąż nie posłuchał
jej i zabrał dziewczynki na wojnie. Po kilku tygodniach przeszło
jej jednak. Widziała, że obie są zdrowe i w dodatku szczęśliwe,
nic nie było dla niej ważniejsze. Co prawda po powrocie chciała
się zrzec tronu, ale lud uprosił ją, aby została w Popielatym
Pałacu.
Nigdy
wcześniej na tronie Królestwa Popiołu nie zasiadła równie mądra
i praworządna para. Szybko odbudowano królestwo, dodatkowo król i
królowa zawiązali długotrwałe sojusze z Gallem Fergusonem,
któremu oddano w lenno mroźną Północ i Troyem Niedźwiedzim
Pazurem, królem leśnych ludzi.
Do Michasi
jeszcze raz przemówił głos. Nakazał jej odbudować Rycerski Zakon
Paladynów. Wspólnie z mamą odbudowała jego siłę. Na tarczach
pojawił się anioł pokonujący smoka, nowy symbol zakonu. Michalina
urosła i stanęła na czele gwardii.
Co do Zosi,
straciła ona moc, tak jak i jej tata. Magia opuściła świat i
pierwszy raz zapanowali ludzie. Każdego dnia księżniczka Zofia
wpatrywała się w okno w swej wieży pałacowej. Tęskniła za
utraconą mocą, wykuła ona w jej sercu olbrzymią dziurę. Zapytała
tatę jak sobie radzi z tak wielkim brzemieniem. Wacław wyjął
stare, poniszczone i pełne notatek Pismo.
- Każdego dnia czytam tą księgę. Po jakimś czasie pustka w sercu się zapełniła. Odnalazłem sens życia, dowiedziałem się, czym jest szczęście, wiara, miłość, wszystko, czego takiemu starcowi potrzeba. Musisz odnaleźć swoją drogę kochanie, a wtedy odnajdziesz spokój i szczęście.
Zofia
odnalazła swoją drogę. Wyruszyła w daleką podróż, zabierając
ze sobą księżniczkę Martynę. Najpierw pojechały odwiedzić
Tadeusza. Samotnik ucieszył się na ich widok i zaprosił obie na
obiad, przy którym pokazał dziewczynkom mapę, którą znalazł w
jednej z książek.
- Co to takiego wuju? - zapytała zaciekawiona Zofia.
- To mapa do skarbu piratów, zakopali go nim wyruszyli na wojnę – odpowiedział wuj.
- Ale ona nie wskazuje miejsca zakopania skarbu – stwierdziła Martyna.
- Nie, to miejsce wskazuje kryształ, który odnalazłem w piwnicy, kiedy robiłem remont – sięgnął po skrzynkę pod stołem i wyciągnął kryształ.
- To magiczny klejnot, to on nas kiedyś sprowadził. Nie ma w nim mocy, jak więc działa?
- Zobacz, podnoszę klejnot w stronę słońca, a promień odbijający się od niego pada na mapę. Pokazuje miejsce, w którym znajduje się skarb.
- No to co jedziemy? - zapytała Martyna.
- Jedziemy! W końcu mamy cel podróży- odpowiedziała uśmiechnięta Zofia.
- Spójrzcie najpierw, skarb znajduje się, gdzieś na dalekim południu, w królestwie do którego zsyłamy wszystkich przestępców – mówił generał – przygotujcie się, ponieważ podróż będzie ciężka i usłana wieloma niebezpieczeństwami.
Dziewczynki
spojrzały na siebie i zachichotały. Długo czekały na podobną
przygodę. Nudziło się im w pałacu. Taka okazja nie przytrafi się
drugi raz. „Trzeba wysłać kruka do mamy” - pomyślała Zosia.
- Jest jeszcze coś, o czym musicie wiedzieć – powiedział Tadeusz.
- Co takiego?
- Królestwem tym od niedawana rządzi zła królowa. Podobno przypomina Augustynę, może to jakaś jej krewna. Po za tym chciałbym abyście zabrały ze sobą tego starego lwa, wyje po nocach i strasznie mnie denerwuje.
- Dobrze wuju, będziemy uważać, ale lew niech zostanie powinien ci ktoś towarzyszyć w tej samotni, poza tym jak nie chcesz, aby wył to musisz się z nim bawić – roześmiała się Zosia.
- Świetnie, nie pozbędę się tego darmozjada.
- Żegnaj Tadeuszu, ruszamy od razu – powiedziały księżniczki i wybiegły do swych koni.
- Uważajcie na siebie, portal jest co prawda strzeżony, ale nie został zamknięty.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz