poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Czarodziej i Zosia - opowiadanie siedemnaste (ostatnie)


  • Na granicy Orlej Skały doszło do bitwy – mówiła Martyna – olbrzymy z jaskini uderzyły na pradawny las, drzewa broniły się zaciekle, ale nie wygrały z żelazem. Drako małymi krokami zbliżył się do nas i jeżeli czegoś byśmy nie zrobili czekałaby nas zguba. Jest jeszcze jedna sprawa, smok zwerbował biesy. Jeden z nich, ten na którego polowaliśmy zeszłej zimy, Siwy Gnat opuścił ciepłe legowisko i ruszył wraz z olbrzymami do ataku na stolicę. Wódz zaginął, rozkazał nam uciekać a sam zajął się księżniczką oraz pościgiem.
  • Eden potrzebuje pomocy, nie ma czasu do stracenia, ruszamy od razu – rozkazała królowa – Troy, wiem że chciałbyś dorwać bestię i masz moje zezwolenie, ale musisz wybrać kogoś kto cię zastąpi.
  • Moja siostra poprowadzi leśnych ludzi – młodzieniec wskazał na Martynę.
  • Znakomicie, dziś rozprawimy się ostatecznie z potworem i jego niedobitkami. Pokonamy smoka i przywrócimy światu wolność, do boju!

Nieliczna armia, która przetrwała poprzednie potyczki ruszyła w stronę Orlej Skały. Jednak bibliotekarz i dziewczynki pojechali dopiero, kiedy Justyna upewniła się, że są bezpieczni w obozie. Wacław wiedział, że atak bez osłony czarodzieja, z góry jest skazany na porażkę. Zakradli się więc z drugiej strony, a kiedy stali pod skałą, Zosia użyła zaklęcia i uniosła całą trójkę wysoko w chmury, gdzie w spokoju obserwowali bitwę.

Wtedy po raz drugi miecz przemówił do Michasi. Nakazał jej zmówić modlitwę, do poprzedniego pana, który okazał się nie tylko wielkim wojownikiem, ale również i aniołem. Błogosławieństwo spłynęło na dziewczynkę. Stała się potężna, czuła jak jej ciało nabiera niespotykanej siły, jakby wstąpił w nią duch. I wtedy wyrosły jej skrzydła, piękne białe pióra ozdobiły jej plecy. Miecz zapalił się jaskrawym światłem, takiego blasku nie widziano w królestwach od wielu wieków. Michalinę ogarnął spokój, była pewna, że jest wstanie pokonać Drako.

Druga z dziewczynek przygotowała w tym czasie rytuał ostatniego kręgu magii. Założyła wszystkie pierścienie i zawiesiła wisior z runami. Ją także otoczyło światło, ale zupełnie inne niż blask otaczający jej siostrę.

  • Zaczynajcie moje kochane, tak jak was uczyłem – powiedział czarodziej opadając delikatnie na ziemię i kryjąc się gąszczu, aby nie sprawić kłopotu obrońcom, gdyby został pojmany.

Podpowiadał strategię, która już po chwili zaczęła odnosić sukcesy. Wichry Zosi zmiatały olbrzymów i choć traciła sporo mocy, to nie przestawała rzucać zaklęć. Jednak widać było, że co raz większe zmęczenie daje się jej we znaki. Po każdym zaklęciu opadała nieco w dół, a pot spływał jej po szyi strumieniami. Nie poddawała się jednak, Wacław wmówił jej, że jest najpotężniejszym czarodziejem i tylko ona może pokonać legiony ciemności i Drako.

Szybko okazało się jednak, że moc nie jest wstanie pokonać biesów, odpornych na zaklęcia i wszelką magię. W dodatku Drako, który do tej pory przyglądał się tylko bitwie, wniósł się w górę i ruszył w ich stronę.

Przebiegłe smoczysko przybrało dobrą strategię. Odczekał, aż Zosia straci siły i wtedy ruszył. Potężny podmuch ognia uderzył w stronę dziewczynek. Wietrzna tarcza odpychała uderzenie i rozwiewała je na wszystkie strony. Silny smok był nieustępliwy i po każdym ataku wzmacniał następny, aby z jeszcze większą siłą przeć na dziewczynki.

Obie spojrzały na siebie ze zrozumieniem, kiedy czarodziej dał znak, że pora zaryzykować i ruszyć do ataku. Wtedy czarodziejka użyła całej swej mocy, przywołała siłę, która zdolna była zniszczyć królestwo, dorównywała mocą bestii.

Nagle smok zrobił obrót, zmienił swą postać w demona przypominającego człowieka ze skrzydłami nietoperza i po wypowiedzianym zaklęciu przyjął atak Zosi na swą pierś. Olbrzymia eksplozja oślepiła wszystkich walczących. Kiedy światło zniknęło, czart zawisł i spadł na ziemię. Spadała również Zosia, ale jej siostra zdołała ją pochwycić i postawić bezpiecznie na ziemi.

Oczy wroga zwróciły się w stronę swego pana. Wszyscy myśleli, że został pokonany, on jednak wstał. Jego oczy i dłonie, a potem całe ciało zapaliły się niczym drzewa od lawy. Na głowie pojawiły się dwa ciemne rogi, a z paszczy wyrosły kły. Ruszył w stronę dziewczynek z całą swą mocą, a miał jej teraz więcej, gdyż zaklęcie wypowiedziane przed chwilą pochłonęło moc Zosi i na powrót zmieniło ją w zwykłą dziewczynkę.

  • Paruj ciosy! - krzyknął czarodziej widząc zdezorientowaną Michalinę – broń siostry!
  • Teraz cała moc należy do mnie! Już nic mnie nie powstrzyma! - wrzeszczał władca ciemności podnosząc miecz, z którego spływała smoła.

Michalina sparowała pierwszy cios, a potem drugi i trzeci. Po chwili zorientowała się, że walka nie sprawia jej większej trudności i przeszła do kontrataku. Uderzała mieczem z taką wielką gracją i tak wielką szybkością, że Mroczny Władca musiał przejść do defensywy. Teraz on parował ciosy i bronił się przed sprytnymi atakami Michasi.

  • Ten miecz, skrzydła, niemożliwe – powiedział Diabeł widząc broń dziewczynki. - Michale nie mieszaj się, to nie twoja sprawa – dodał.
  • Ludzie to jak najbardziej moja sprawa – odpowiedział głos z głębin duszy Michasi – a teraz zostaw ten świat lub giń zdrajco!
  • Nigdy! - krzyknął demon i rzucił najpotężniejsze zaklęcie jakie znał, ale z łatwością rozbiło się ono o miecz i rozpłynęło w nicość.
Wojowniczka niebios machnęła mieczem jeszcze raz. Uderzenie pozbawiło skrzydła czarta i spadł on na ziemię z wielkim hukiem. Bestia wstał jednak, nie chciał dać za wygraną. Rozkazał swoim potworom walczyć do upadłego, a sam zasłonił się tarczą, po czym otworzył tunel, przejście prowadzące z powrotem do jego królestwa.

  • Wrzucę tam tą małą Michale! - wykrzyknął wyciągając bat, który pochwycił dziewczynkę za nogę.

Ciągnął ją w stronę portalu, ale kiedy zbliżyła się bardzo blisko odcięła bat, a potem głowę bestii. Miecz rozsypał się na kawałki, a wkrótce potem portal wciągnął ciało Złego wprost do otchłani piekielnych.

Smok został pokonany, a wraz z nim zniknęła cała czarodziejska moc. Biesy osłabły i łowcy z łatwością radzili sobie z ich atakami. Tylko Siwy Gnat zachował swą siłę. Olbrzymy nie złożyły jednak broni, ich maleńkie rozumy kazały im walczyć do końca, tak jak brzmiał ostatni rozkaz. Wyrywały drzewa, które pozbawione czarodziejskiej mocy przestały walczyć.

Królowa nieraz walczyła z tak potężnym przeciwnikiem, wiedziała dobrze jakie są ich słabe punkty. Nakazała atakować nogi, w okolicy kolana i ścięgna, a także oczy. Oślepione i nie mogące się poruszać stwory trafiły do niewoli.

Troy stanął naprzeciw Gnata. Potwór przyglądał się mu przez chwilę, a potem skoczył na wojownika próbując odgryźć mu rękę. Chłopak nabił jego cielsko na włócznię i odskoczył w bok, wyciągając jednocześnie łuk. Wystrzelił kilkanaście strzał w jego stronę. Bies pokiwał groźnie głową i skoczył jeszcze raz, wtedy chłopak wyjął sztylet i wbił go w gardło stwora. Gnat padł martwy. Wojownik otworzył jego paszczę, zauważył między jego zębiskami kościany naszyjnik ojca. Założył go, po czym wstał na nogi i podniósł w górę włócznie. Wszyscy leśni ludzie padli na kolana, również młoda księżniczka, która dała w ten sposób znak, że władze w Leśnych Fortach oddaje wojownikowi.

Justyna podjechała bliżej do Troya. Przytuliła go do piersi widząc naszyjnik, domyślali się co się stało z Bełtem.

O zbuntowanej księżniczce nie było żadnego śladu, ani wieści. Zapomniano więc o niej i skupiono się na przygotowaniu pochówku poległym. Setki wojowników oddało życie w obronie wolności. Świat ocalał, ale nie był już taki sam jak kiedyś.

Tanwen poślubiła Troya, łącząc w ten sposób wszystkie królestwa. Justyna podarowała im ziemię dawnego królestwa Atramentowej Tarczy, gdzie zbudowali drewnianą warownie, a potem kamienną twierdzę, jeszcze potężniejszą od poprzedniej.

Justyna, Wacław i dziewczynki nigdy nie wrócili do wieży. Zamieszkał w niej Tadeusz, który pragnął odpocząć od wojennej tułaczki. Justyna zasiadła na tronie, a wraz z nią Wacław, zwany teraz Starym. Justyna długo gniewała się za to, że mąż nie posłuchał jej i zabrał dziewczynki na wojnie. Po kilku tygodniach przeszło jej jednak. Widziała, że obie są zdrowe i w dodatku szczęśliwe, nic nie było dla niej ważniejsze. Co prawda po powrocie chciała się zrzec tronu, ale lud uprosił ją, aby została w Popielatym Pałacu.

Nigdy wcześniej na tronie Królestwa Popiołu nie zasiadła równie mądra i praworządna para. Szybko odbudowano królestwo, dodatkowo król i królowa zawiązali długotrwałe sojusze z Gallem Fergusonem, któremu oddano w lenno mroźną Północ i Troyem Niedźwiedzim Pazurem, królem leśnych ludzi.

Do Michasi jeszcze raz przemówił głos. Nakazał jej odbudować Rycerski Zakon Paladynów. Wspólnie z mamą odbudowała jego siłę. Na tarczach pojawił się anioł pokonujący smoka, nowy symbol zakonu. Michalina urosła i stanęła na czele gwardii.

Co do Zosi, straciła ona moc, tak jak i jej tata. Magia opuściła świat i pierwszy raz zapanowali ludzie. Każdego dnia księżniczka Zofia wpatrywała się w okno w swej wieży pałacowej. Tęskniła za utraconą mocą, wykuła ona w jej sercu olbrzymią dziurę. Zapytała tatę jak sobie radzi z tak wielkim brzemieniem. Wacław wyjął stare, poniszczone i pełne notatek Pismo.

  • Każdego dnia czytam tą księgę. Po jakimś czasie pustka w sercu się zapełniła. Odnalazłem sens życia, dowiedziałem się, czym jest szczęście, wiara, miłość, wszystko, czego takiemu starcowi potrzeba. Musisz odnaleźć swoją drogę kochanie, a wtedy odnajdziesz spokój i szczęście.

Zofia odnalazła swoją drogę. Wyruszyła w daleką podróż, zabierając ze sobą księżniczkę Martynę. Najpierw pojechały odwiedzić Tadeusza. Samotnik ucieszył się na ich widok i zaprosił obie na obiad, przy którym pokazał dziewczynkom mapę, którą znalazł w jednej z książek.

  • Co to takiego wuju? - zapytała zaciekawiona Zofia.
  • To mapa do skarbu piratów, zakopali go nim wyruszyli na wojnę – odpowiedział wuj.
  • Ale ona nie wskazuje miejsca zakopania skarbu – stwierdziła Martyna.
  • Nie, to miejsce wskazuje kryształ, który odnalazłem w piwnicy, kiedy robiłem remont – sięgnął po skrzynkę pod stołem i wyciągnął kryształ.
  • To magiczny klejnot, to on nas kiedyś sprowadził. Nie ma w nim mocy, jak więc działa?
  • Zobacz, podnoszę klejnot w stronę słońca, a promień odbijający się od niego pada na mapę. Pokazuje miejsce, w którym znajduje się skarb.
  • No to co jedziemy? - zapytała Martyna.
  • Jedziemy! W końcu mamy cel podróży- odpowiedziała uśmiechnięta Zofia.
  • Spójrzcie najpierw, skarb znajduje się, gdzieś na dalekim południu, w królestwie do którego zsyłamy wszystkich przestępców – mówił generał – przygotujcie się, ponieważ podróż będzie ciężka i usłana wieloma niebezpieczeństwami.

Dziewczynki spojrzały na siebie i zachichotały. Długo czekały na podobną przygodę. Nudziło się im w pałacu. Taka okazja nie przytrafi się drugi raz. „Trzeba wysłać kruka do mamy” - pomyślała Zosia.


  • Jest jeszcze coś, o czym musicie wiedzieć – powiedział Tadeusz.
  • Co takiego?
  • Królestwem tym od niedawana rządzi zła królowa. Podobno przypomina Augustynę, może to jakaś jej krewna. Po za tym chciałbym abyście zabrały ze sobą tego starego lwa, wyje po nocach i strasznie mnie denerwuje.
  • Dobrze wuju, będziemy uważać, ale lew niech zostanie powinien ci ktoś towarzyszyć w tej samotni, poza tym jak nie chcesz, aby wył to musisz się z nim bawić – roześmiała się Zosia.
  • Świetnie, nie pozbędę się tego darmozjada.
  • Żegnaj Tadeuszu, ruszamy od razu – powiedziały księżniczki i wybiegły do swych koni.
  • Uważajcie na siebie, portal jest co prawda strzeżony, ale nie został zamknięty.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz