poniedziałek, 19 maja 2014

Wierszyk o słoniku Gapciu

Raz słonik Gapcio wziął trąbę za pas,
I ruszył w podróż, w nieznany las.
Szedł sobie między sosnami wiracha,
Aż nagle zatrzymał go zdziwiony tata.

Gdzież to wybierasz się kochany z rana?
Wędruje do dziadka, potrzebna mi rada.
Co ty maluszku, nie boisz się wcale,
Że zjedzą cię wilki na drugie śniadanie?

W tym mrocznym lesie strachów niemiara,
Zaraz cię czapnię stara Baba Jaga.
W jaskini czai się rozbójnik podły,
W ucieczce pomogą na pewno modły.

Zza krzaków wyskoczy zaraz czarna zjawa,
Czeka na ciebie historia łzawa.
Słonik ze strachem spogląda na tatę -
Teraz na pewno muszę prosić o radę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz