Jesienią
ogród wygląda inaczej niż latem, to za sprawą pięknych różowych
astrów, którym zoo zawdzięcza szczególny, piękny wygląd.
Niedaleko tych ślicznych kwiatów, rosły dwa olbrzymie drzewa. Ich
gałęzie uginały się pod ciężarem kasztanów. Małe zwierzątka
uwielbiały kasztany, potrafiły się nimi bawić, nawet przez cały
dzień. Jedne kulały je jak piłeczki, inne robiły z nich
wisiorki, a młode liski układały je na stosik, budując piramidy i
domki.
Tego dnia
Maciuś i Michasia, chciały nazbierać trochę kasztanów do zabawy.
Na spacer zabierał ich zawsze dziadziuś. Michasia pobiegła więc
do norki aby obudzić dziadziusia ale ku jej wielkiemu zdziwieniu nie
zastała go w domku.
Mama mówiła,
że dziadka już nie ma ale mała lisiczka myślała, że żartuje,
no bo dzidziuś był zawsze, odkąd tylko Michasia sięga pamięcią.
Pomyślała, że może dziadziuś wstał szybciej i siedzi już u
nich w norce czekając na śniadanie, które zawsze zjadał razem z
całą rodzinką.
Tymczasem
reszta lisiej rodzinki umyła już rączki i czekała na posiłek,
który zaraz miała podać mama. Maciuś braciszek Michasi zauważył,
że oboje rodzice są dziś bardzo cicho, zwykle mamie nie zamykały
się usta, miała zawsze coś do powiedzenia, a tata rankiem czytywał
na głos najciekawsze fragmenty z porannej gazety. Tym razem jednak
było inaczej, tata siedział przy stole i nawet nie sięgnął po
gazetę, a mama była bardzo smutna. Maciuś rozglądał się za
dziadkiem i za Michasią pomyślał jednak, że skoro nie ma tej
dwójki, to jego bliźniaczka pewnie poszła po kasztany z
dziadziusiem bez niego. Bardzo go to zezłościło:
- Michasia i
dziadek poszli po kasztany, beze mnie mamo? - zapytał Maciuś.
- Nie
serduszko, musimy z tobą porozmawiać o dziadku – powiedziała
lisia mama, a słowa jej były bardzo smutne, co zauważył
natychmiast Maciuś i zaczął się czuć troszkę nieswojo.
Pomyślał, że coś się stało.
-
Dziadziusia już nie ma, był bardzo stary i wieczorem, kiedy jeszcze
spałeś poszedł do nieba – powiedziała mama ze łzami w oczach.
- Jak to go
nie ma, nie wierze ci, dziadziuś pewnie jak zwykle robi jakiś żart
i gdzieś się tylko schował – powiedział Maciuś – pewnie źle
go szukaliście.
- Dziadziuś
poszedł do nieba – powtórzył po mamie, tata.
Malec
rozpłakał się, był zły bo nie zdążył nawet powiedzieć
dziadkowi wczoraj dobranoc. Przytulił się do taty i długo płakał.
Płakała również mama, która przez pomyłkę podała więcej o
jeden talerz do śniadania. Ten talerz podawała codziennie od wielu
lat, był on przeznaczony dla jej taty, dla dziadziusia.
Tymczasem do
domu wróciła Michasia. Mocno zasapana, zdjęła czapkę ze swej
rudej głowy i odłożyła na wieszak. Kiedy tylko złapała oddech,
skierowała się do kuchni, gdzie siedział tata, mama i jej brat.
Wszyscy byli bardzo smutni i bardzo przejęci. Czyżby mama nie
żartowała, dziadziusia już naprawdę nie ma? - pomyślała i czym
prędzej pobiegła wtulić się w ramiona mamy.
Dzieci
zrozumiały, że od dziś już nigdy nie będzie tak samo. Dziadziuś,
który opowiadał tak spaniałe opowieści, o rycerzach i królewnach,
nigdy więcej im już nic nie opowie. Nigdy też nie pójdzie z nimi
nazbierać kasztanów, ani nie powie jak piękna jest Michasia, czy
jak odważny jest Maciuś.
Liski
siedziały w swoim pokoju, a łzy kapały strumieniami na podłogę.
Do pokoju wszedł tata, trzymając w ręku jakąś starą książkę.
Okazało się, że był to stary album z fotografiami. Usiadł na
łóżku i wziął oboje na kolana, otworzył album i zaczął
opowiadać o przygodach jakie dawno temu oboje z dziadkiem przeszli.
Opowiadał długo i pięknie, o tym jak odważnym był lisem dziadek
i o tym jak wyglądało ich życie zanim trafili do zoo. Opowiadał
jak poznał mamę i babcie, której dzieci nie poznały bo odeszła
długo przed ich narodzinami. Kiedy w albumie skończyły się
fotografie, tata spojrzał na swoje dzieci:
- Nie
martwcie się, dziadek będzie mieszkał w waszych małych
serduszkach, tak długo jak długo będziecie go pamiętać.
- Ja nigdy
nie zapomnę dziadka – powiedziała Michasia.
- Ja też –
przytaknął Maciuś.
- Więc
dziadziuś będzie z wami już zawsze – powiedział dumny ze swych
dzieci tata.
Następnego
dnia, tata obudził małe liski. Ubrali się ciepło ponieważ na
zewnątrz strasznie wiało i wszyscy razem: mama i tata, Michasia i
Maciuś wyszli aby pozbierać kasztany. Kiedy wrócili do domu każde
z lisków położyło po jednym kasztanie do dziadkowego koszyczka.
- Te są dla
ciebie dziadziusiu – powiedziała Michasia patrząc w niebo.
Oba liski
pobiegły do swojego pokoju aby się pobawić nazbieranymi,
jesiennymi skarbami.
Mijały
lata, a liski nigdy nie zapomniały o kochanym dziadku. W koszyku
nazbierało się już bardzo dużo kasztanów. Tata postanowił, że
posadzą jeden z nich przed norką. Liski wybrały z koszyczka
największy i najpiękniejszy z nich. Tata zakopał nasionko i podlał
wodą. Wszyscy doglądali miejsca, gdzie posadzony został kasztanek
i wkrótce z ziemi wykiełkowała mała, zielona roślinka. Z tej też
roślinki, wyrosło olbrzymie drzewo, które do dziś zdobi lisią
zagrodę. Drzewo zwierzątka zwały dziadkowym kasztanem, na
cześć lisiego dziadziusia.

Przepiękne opowiadanie o liskach. Ja byłam zbyt mała, by pamiętać dziadka, ale moja śp. babcia była mi niezwykle bliska, więc z łezką wzruszenia śledziłam tęsknotę lisków za swoim dziadkiem.
OdpowiedzUsuńBajka opowiada trochę o moim śp. pradziadku, a kasztan symbolizował gruszę, którą pielęgnował dziadek praktycznie do późnej starości. Miło, że się podoba, chociaż wiem, że porusza bardzo smutny temat.
Usuń