niedziela, 11 maja 2014

Przygody mieszkańców Karmazynowego Zoo. Gdzie jest dziadziuś? - opowiadanie X

Jesienią ogród wygląda inaczej niż latem, to za sprawą pięknych różowych astrów, którym zoo zawdzięcza szczególny, piękny wygląd. Niedaleko tych ślicznych kwiatów, rosły dwa olbrzymie drzewa. Ich gałęzie uginały się pod ciężarem kasztanów. Małe zwierzątka uwielbiały kasztany, potrafiły się nimi bawić, nawet przez cały dzień. Jedne kulały je jak piłeczki, inne robiły z nich wisiorki, a młode liski układały je na stosik, budując piramidy i domki.

Tego dnia Maciuś i Michasia, chciały nazbierać trochę kasztanów do zabawy. Na spacer zabierał ich zawsze dziadziuś. Michasia pobiegła więc do norki aby obudzić dziadziusia ale ku jej wielkiemu zdziwieniu nie zastała go w domku.
Mama mówiła, że dziadka już nie ma ale mała lisiczka myślała, że żartuje, no bo dzidziuś był zawsze, odkąd tylko Michasia sięga pamięcią. Pomyślała, że może dziadziuś wstał szybciej i siedzi już u nich w norce czekając na śniadanie, które zawsze zjadał razem z całą rodzinką.

Tymczasem reszta lisiej rodzinki umyła już rączki i czekała na posiłek, który zaraz miała podać mama. Maciuś braciszek Michasi zauważył, że oboje rodzice są dziś bardzo cicho, zwykle mamie nie zamykały się usta, miała zawsze coś do powiedzenia, a tata rankiem czytywał na głos najciekawsze fragmenty z porannej gazety. Tym razem jednak było inaczej, tata siedział przy stole i nawet nie sięgnął po gazetę, a mama była bardzo smutna. Maciuś rozglądał się za dziadkiem i za Michasią pomyślał jednak, że skoro nie ma tej dwójki, to jego bliźniaczka pewnie poszła po kasztany z dziadziusiem bez niego. Bardzo go to zezłościło:
- Michasia i dziadek poszli po kasztany, beze mnie mamo? - zapytał Maciuś.
- Nie serduszko, musimy z tobą porozmawiać o dziadku – powiedziała lisia mama, a słowa jej były bardzo smutne, co zauważył natychmiast Maciuś i zaczął się czuć troszkę nieswojo. Pomyślał, że coś się stało.
- Dziadziusia już nie ma, był bardzo stary i wieczorem, kiedy jeszcze spałeś poszedł do nieba – powiedziała mama ze łzami w oczach.
- Jak to go nie ma, nie wierze ci, dziadziuś pewnie jak zwykle robi jakiś żart i gdzieś się tylko schował – powiedział Maciuś – pewnie źle go szukaliście.
- Dziadziuś poszedł do nieba – powtórzył po mamie, tata.

Malec rozpłakał się, był zły bo nie zdążył nawet powiedzieć dziadkowi wczoraj dobranoc. Przytulił się do taty i długo płakał. Płakała również mama, która przez pomyłkę podała więcej o jeden talerz do śniadania. Ten talerz podawała codziennie od wielu lat, był on przeznaczony dla jej taty, dla dziadziusia.

Tymczasem do domu wróciła Michasia. Mocno zasapana, zdjęła czapkę ze swej rudej głowy i odłożyła na wieszak. Kiedy tylko złapała oddech, skierowała się do kuchni, gdzie siedział tata, mama i jej brat. Wszyscy byli bardzo smutni i bardzo przejęci. Czyżby mama nie żartowała, dziadziusia już naprawdę nie ma? - pomyślała i czym prędzej pobiegła wtulić się w ramiona mamy.


Dzieci zrozumiały, że od dziś już nigdy nie będzie tak samo. Dziadziuś, który opowiadał tak spaniałe opowieści, o rycerzach i królewnach, nigdy więcej im już nic nie opowie. Nigdy też nie pójdzie z nimi nazbierać kasztanów, ani nie powie jak piękna jest Michasia, czy jak odważny jest Maciuś.
Liski siedziały w swoim pokoju, a łzy kapały strumieniami na podłogę. Do pokoju wszedł tata, trzymając w ręku jakąś starą książkę. Okazało się, że był to stary album z fotografiami. Usiadł na łóżku i wziął oboje na kolana, otworzył album i zaczął opowiadać o przygodach jakie dawno temu oboje z dziadkiem przeszli. Opowiadał długo i pięknie, o tym jak odważnym był lisem dziadek i o tym jak wyglądało ich życie zanim trafili do zoo. Opowiadał jak poznał mamę i babcie, której dzieci nie poznały bo odeszła długo przed ich narodzinami. Kiedy w albumie skończyły się fotografie, tata spojrzał na swoje dzieci:
- Nie martwcie się, dziadek będzie mieszkał w waszych małych serduszkach, tak długo jak długo będziecie go pamiętać.
- Ja nigdy nie zapomnę dziadka – powiedziała Michasia.
- Ja też – przytaknął Maciuś.
- Więc dziadziuś będzie z wami już zawsze – powiedział dumny ze swych dzieci tata.

Następnego dnia, tata obudził małe liski. Ubrali się ciepło ponieważ na zewnątrz strasznie wiało i wszyscy razem: mama i tata, Michasia i Maciuś wyszli aby pozbierać kasztany. Kiedy wrócili do domu każde z lisków położyło po jednym kasztanie do dziadkowego koszyczka.
- Te są dla ciebie dziadziusiu – powiedziała Michasia patrząc w niebo.
Oba liski pobiegły do swojego pokoju aby się pobawić nazbieranymi, jesiennymi skarbami.

Mijały lata, a liski nigdy nie zapomniały o kochanym dziadku. W koszyku nazbierało się już bardzo dużo kasztanów. Tata postanowił, że posadzą jeden z nich przed norką. Liski wybrały z koszyczka największy i najpiękniejszy z nich. Tata zakopał nasionko i podlał wodą. Wszyscy doglądali miejsca, gdzie posadzony został kasztanek i wkrótce z ziemi wykiełkowała mała, zielona roślinka. Z tej też roślinki, wyrosło olbrzymie drzewo, które do dziś zdobi lisią zagrodę. Drzewo zwierzątka zwały dziadkowym kasztanem, na cześć lisiego dziadziusia.

2 komentarze:

  1. Przepiękne opowiadanie o liskach. Ja byłam zbyt mała, by pamiętać dziadka, ale moja śp. babcia była mi niezwykle bliska, więc z łezką wzruszenia śledziłam tęsknotę lisków za swoim dziadkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajka opowiada trochę o moim śp. pradziadku, a kasztan symbolizował gruszę, którą pielęgnował dziadek praktycznie do późnej starości. Miło, że się podoba, chociaż wiem, że porusza bardzo smutny temat.

      Usuń