niedziela, 18 maja 2014

Mruczek i niedobry gospodarz

Była ciemna, wiosenna noc. Mimo, że kończył się kwiecień, na dworze panował ziąb. Zwierzęta schroniły się w swych domach. Psy w budach, kury w kurnikach, świnie w chlewie, konie w stajni, tylko kot błąkał się po zimnie i drapał od czasu do czasu drzwi do chałupy gospodarza. Ten jednak, ani myślał o otwarciu drzwi, nie chciał wpuszczać do środka chłodu i przykryty grubym kocem, popijał herbatę, siedząc przy wielkim piecu kaflowym.



Na próżno kot miauczał i prosił o otwarcie, gospodarz nawet przez chwilę nie pomyślał, aby wpuścić Mruczka do środka.
  • Cicho tam! - krzyczał na biedne zwierzę – nie widzisz, że odpoczywam.

Zabrzmiał pusty, szyderczy śmiech. Potem gospodarz zrobił kilka kroków po drewnianej podłodze. Kot usłyszawszy tupanie buciorów swego pana bardzo się ucieszył. „Pewnie mnie wpuści i będę mógł się ogrzać, przy tym cieplutkim piecu. Mój pan mnie kocha” - myślał.

Otworzyło się okno, a potem wielki czarny but wyleciał ze środka i uderzył kotka w głowę. Zwierzątko spłoszyło się i uciekło do ogrodu. „O nie, nie będę więcej znosił tego gbura. Służę mu wiernie od wielu lat, a on jak mnie traktuje! Znajdę sobie nowy dom” - myślał Mruczek i opuścił gospodarstwo, w poszukiwaniu lepszego miejsca.

Chłodny wicher ustał. Zachmurzone niebo zajaśniało promieniami słońca. Z oddali zabrzmiał dzwon w remizie. Był to znak, że kryzys pogodowy został zażegnany. Gospodarz wyszedł z domu i wypuścił wszystkie zwierzęta. Nawet nie zauważył nieobecności kota.

Pewnego dnia, gospodarz spacerował po wsi. Zauważył Mruczka, który siedział na kolanach starej Róży, którą w wiosce wszyscy nazywali babuleńką.
  • Co ten kot robi u ciebie? - zapytał gospodarz.
  • Przyszedł kilka dni temu i został, w życiu nie miałam lepszego myszołowa – mówiła staruszka – do tego jest bardzo milutki.
  • Ale to mój kot!
  • Skąd mam wiedzieć, że należy do ciebie, nie ma obróżki. Udowodnij, że jest twój – oznajmiła babuleńka.
  • Mruczek chodź do pana! - wołał chłop. Kot nie reagował. - Mruczek chodź dostaniesz pyszne mleczko! Mruczek, wyleniały, leniwy kocurze wracaj zaraz do domu, albo przerobie cię na wycieraczkę! - krzyczał zezłoszczony gospodarz, kiedy kot nie chciał słuchać jego niegrzecznej prośby.
  • Widzisz, jakby to był twój kot, to dawno by do ciebie wrócił. Pewnie jest do niego tylko podobny.

Chłop odszedł w końcu od płotu i powędrował w stronę swojego domostwa. „Uparty sierściuch, po co mi on, niech sobie stara go zatrzyma” - myślał wracając. Kiedy przekroczył granicę swej działki, zauważył, że przy szopie, gdzie trzymał worki z pszenicą, biegały myszy. Próbował je przepędzić, ale złapać szybkę myszki nie było wcale tak łatwo. Kupił innego kota, lecz ten wolał ganiać za motylami, niż za myszami. W końcu cała szopa opustoszała. W jeden tydzień gospodarz stracił całe zbiory z poprzedniego roku.

Podłe kocisko, dorwę tego Mruczka i utopię w rzece” - myślał gospodarz. Szukał winnego za straty i obarczał winą za poniesione szkody biednego kotka. Czekał skryty w krzakach, aż babuleńka zaśnie i wtedy zakradł się do jej domu. Cicho i bardzo ostrożnie przekradł się do głównej izby. W jednej ręce trzymał worek, w drugiej kawał badyla. Plan był prosty. Chciał ogłuszyć kota, wrzucić go do worka, a potem do rzeki. Nie przewidział tylko jednego, Mruczek, doskonały łowca od dawna wiedział o obecności chłopa. Wyczuł jego zapach, a potem obserwował każdy ruch, gdy gospodarz znalazł się odpowiednio blisko, kot zaczął swój okropny, krzykliwy koci śpiew. Staruszka się obudziła, chwyciła za miotłę i pogoniła chłopa w siną dal. Wezwała stróżów prawa i opowiedziała im o wtargnięciu, a także o tym, jak chłop traktuje swoje zwierzęta. Jeszcze tego samego dnia, w gospodarstwie zaroiło się od policji.
  • I co gospodarzu, zwierząt nie szanujesz, do ludzi się zakradasz, jak złodziej – mówił sierżant – trafisz przed sąd, zapłacisz za winę, chyba, że przeprosisz.
  • Przeproszę babuleńkę, nie chciałem jej nic zrobić.
  • Staruszka mówiła, że nie wniesie skargi, ale masz przeprosić kota i to na jej oczach – mówił rozbawiony oficer.
  • Nigdy, szalona, w życiu nie będę przepraszał jakiegoś futrzaka.
  • Jak chcesz, oto nakaz rewizji, sprawdzimy wszystko.

W gospodarstwie było wiele nieszczęśliwych i wygłodzonych zwierząt. Za sprawą sądu wszystkie trafiły do babuleńki, która utuczyła je i dbała o nie, jak o własne dzieci. Gospodarz trafił do więzienia, a kiedy wyszedł, zajął się już tylko uprawą ziemi. Nauczył się dbać o nowego kota, którego doglądała babuleńka. Dzięki temu już nigdy nie miał problemów z myszami.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz