Była
ciemna, wiosenna noc. Mimo, że kończył się kwiecień, na dworze
panował ziąb. Zwierzęta schroniły się w swych domach. Psy w
budach, kury w kurnikach, świnie w chlewie, konie w stajni, tylko
kot błąkał się po zimnie i drapał od czasu do czasu drzwi do
chałupy gospodarza. Ten jednak, ani myślał o otwarciu drzwi, nie
chciał wpuszczać do środka chłodu i przykryty grubym kocem,
popijał herbatę, siedząc przy wielkim piecu kaflowym.
Na próżno
kot miauczał i prosił o otwarcie, gospodarz nawet przez chwilę nie
pomyślał, aby wpuścić Mruczka do środka.
- Cicho tam! - krzyczał na biedne zwierzę – nie widzisz, że odpoczywam.
Zabrzmiał
pusty, szyderczy śmiech. Potem gospodarz zrobił kilka kroków po
drewnianej podłodze. Kot usłyszawszy tupanie buciorów swego pana
bardzo się ucieszył. „Pewnie mnie wpuści i będę mógł się
ogrzać, przy tym cieplutkim piecu. Mój pan mnie kocha” - myślał.
Otworzyło
się okno, a potem wielki czarny but wyleciał ze środka i uderzył
kotka w głowę. Zwierzątko spłoszyło się i uciekło do ogrodu.
„O nie, nie będę więcej znosił tego gbura. Służę mu wiernie
od wielu lat, a on jak mnie traktuje! Znajdę sobie nowy dom” -
myślał Mruczek i opuścił gospodarstwo, w poszukiwaniu lepszego
miejsca.
Chłodny
wicher ustał. Zachmurzone niebo zajaśniało promieniami słońca. Z
oddali zabrzmiał dzwon w remizie. Był to znak, że kryzys pogodowy
został zażegnany. Gospodarz wyszedł z domu i wypuścił wszystkie
zwierzęta. Nawet nie zauważył nieobecności kota.
Pewnego
dnia, gospodarz spacerował po wsi. Zauważył Mruczka, który
siedział na kolanach starej Róży, którą w wiosce wszyscy
nazywali babuleńką.
- Co ten kot robi u ciebie? - zapytał gospodarz.
- Przyszedł kilka dni temu i został, w życiu nie miałam lepszego myszołowa – mówiła staruszka – do tego jest bardzo milutki.
- Ale to mój kot!
- Skąd mam wiedzieć, że należy do ciebie, nie ma obróżki. Udowodnij, że jest twój – oznajmiła babuleńka.
- Mruczek chodź do pana! - wołał chłop. Kot nie reagował. - Mruczek chodź dostaniesz pyszne mleczko! Mruczek, wyleniały, leniwy kocurze wracaj zaraz do domu, albo przerobie cię na wycieraczkę! - krzyczał zezłoszczony gospodarz, kiedy kot nie chciał słuchać jego niegrzecznej prośby.
- Widzisz, jakby to był twój kot, to dawno by do ciebie wrócił. Pewnie jest do niego tylko podobny.
Chłop
odszedł w końcu od płotu i powędrował w stronę swojego
domostwa. „Uparty sierściuch, po co mi on, niech sobie stara go
zatrzyma” - myślał wracając. Kiedy przekroczył granicę swej
działki, zauważył, że przy szopie, gdzie trzymał worki z
pszenicą, biegały myszy. Próbował je przepędzić, ale złapać
szybkę myszki nie było wcale tak łatwo. Kupił innego kota, lecz
ten wolał ganiać za motylami, niż za myszami. W końcu cała szopa
opustoszała. W jeden tydzień gospodarz stracił całe zbiory z
poprzedniego roku.
„Podłe
kocisko, dorwę tego Mruczka i utopię w rzece” - myślał
gospodarz. Szukał winnego za straty i obarczał winą za poniesione
szkody biednego kotka. Czekał skryty w krzakach, aż babuleńka
zaśnie i wtedy zakradł się do jej domu. Cicho i bardzo ostrożnie
przekradł się do głównej izby. W jednej ręce trzymał worek, w
drugiej kawał badyla. Plan był prosty. Chciał ogłuszyć kota,
wrzucić go do worka, a potem do rzeki. Nie przewidział tylko
jednego, Mruczek, doskonały łowca od dawna wiedział o obecności
chłopa. Wyczuł jego zapach, a potem obserwował każdy ruch, gdy
gospodarz znalazł się odpowiednio blisko, kot zaczął swój
okropny, krzykliwy koci śpiew. Staruszka się obudziła, chwyciła
za miotłę i pogoniła chłopa w siną dal. Wezwała stróżów
prawa i opowiedziała im o wtargnięciu, a także o tym, jak chłop
traktuje swoje zwierzęta. Jeszcze tego samego dnia, w gospodarstwie
zaroiło się od policji.
- I co gospodarzu, zwierząt nie szanujesz, do ludzi się zakradasz, jak złodziej – mówił sierżant – trafisz przed sąd, zapłacisz za winę, chyba, że przeprosisz.
- Przeproszę babuleńkę, nie chciałem jej nic zrobić.
- Staruszka mówiła, że nie wniesie skargi, ale masz przeprosić kota i to na jej oczach – mówił rozbawiony oficer.
- Nigdy, szalona, w życiu nie będę przepraszał jakiegoś futrzaka.
- Jak chcesz, oto nakaz rewizji, sprawdzimy wszystko.
W
gospodarstwie było wiele nieszczęśliwych i wygłodzonych zwierząt.
Za sprawą sądu wszystkie trafiły do babuleńki, która utuczyła
je i dbała o nie, jak o własne dzieci. Gospodarz trafił do
więzienia, a kiedy wyszedł, zajął się już tylko uprawą ziemi.
Nauczył się dbać o nowego kota, którego doglądała babuleńka.
Dzięki temu już nigdy nie miał problemów z myszami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz