wtorek, 27 maja 2014

Szczęśliwa chorągiew

Na wysokiej, niemal zawsze ośnieżonej górze, stał drewniany zamek przypominający trochę glinianą misę. Otoczony był kolczastymi krzakami, które nigdy nie wypuszczały pączków i zielonych listków. Nikt nie odważył się spacerować po okolicy, gdyż mieszkała tam okrutna czarownica.


Wiedźmie służyła, banda najemnych wojów i trzy uczennice, które całymi dniami szyły niepokój, kłamstwa i złe słowa. Stworzone przedmioty przynosiły zło, temu kto je nosił. Wstrętni sługusi tworzyli rzeczy równie piękne, co zdradzieckie. Aż w końcu, ludzie którzy je nosili, stali się równie podli i nieczuli, jak sama wiedźma.

Zło dotknęło mieszkańców, szczególnie kobiety, które uwielbiały się stroić. Wtedy czarownica, kazała stworzyć chorągiew, która przynosić będzie zły los. W ten sposób, miała by w swej mocy i mężczyzn.

Pewnego razu wystrzelona strzała trafiła powiewającą na wietrze chorągiew szlachetnego rycerza, która w ten sposób uratowała mu życie. Odtąd każdego dnia powtarzał on, że nie musi zakładać metalowego pancerza, ponieważ ma niezwykłe szczęście. Odrzucił zbroję i ruszył do bitwy uzbrojony tylko w swoją szczęśliwą chorągiew, dzięki czemu zasłynął w całym królestwie. Pomimo, że celna strzała dosyć szybko zakończyła jego szczęśliwą passę, chorągiew wciąż stanowi symbol cienkiej granicy pomiędzy odwagą i głupotą. Od tego momentu, zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Okazało się, że sztandar wcale nie przynosi szczęścia, a jedynie zgubę.

Rycerze dzierżący chorągiew, powoli zaczęli stawać się chciwi. Opętała ich chęć zdobycia fortuny, a z ich rycerskiego honoru, nie pozostała już nawet iskierka dawnego kodeksu rycerskiego. Jedynie młody paź, nie poddał się obłąkaniu. Mali mieszkańcy okolicznych wsi i miasta, również nie ulegli złemu czarowi. Wiedźma zapomniała o dzieciach. Myślała, że nie stanowią one żadnego zagrożenia dla jej niecnego planu stworzenia świata pozbawionego wiary i miłości.

Chłopak miał na imię Mieszko, po dziadku i był synem króla z dalekiego północnego kraju. Uczył się na rycerza, nim jego pan i opiekun, padł na polu bitwy. Młodzieniec zabrał chorągiew i zaniósł do kamiennego, niewielkiego kościółka nad rzeką. Mnich obejrzał dokładnie materiał, z którego została uszyta. „Dziwny jakiś, gdzie zamówiliście sztandar?” - zapytał. Młodzieniec wskazał na góry. Tam znajdowała się opuszczona twierdza. „Twierdze zajęła drużyna wojów zza morza, dowodzi nimi pani w czarnych szatach i trzy jej siostry” - opowiadał chłopiec.

Bez zwłoki zakonnik udał się do księcia Bolesława, ojca Mieszka, ale ten zajęty był walką z czeskim rycerstwem. Udał się więc do najbliższego miasteczka. To co ujrzał przeraziło go, tak że aż poczuł zimne dreszcze na skurzę. Wspaniałe niegdyś miasto, które otaczały ze wszystkich stron mury oraz góry, stanęło w obliczu wojny. Mury kruszyły się pod naporem kamieni wyrzucanych z katapult, a domy płonęły. „Co robicie okrutnicy!” - wrzasnął mnich.
Chorąży popchnął zakonnika, który upadł w kałużę błota. „Kiedy książę wróci, wszystkich was spotka kara!” - krzyknął do rycerzy, po czym wziął chłopca za ramię i pognał w stronę miasteczka, aby ratować dzieci ukryte w kościele. Ucieszył się widząc dziatwę całą i zdrową. Wyprowadził ich za granicę miasta, w bezpieczne miejsce.

Ukryli się w domu jego siostry, która wraz z mężem drwalem mieszkała w lesie. Tam wysłuchał opowieści dzieci. Mówiły o obłędzie, który sprawił, że ich ojcowie zapragnęli walczyć i zdobywać. Ruszyli więc na wieżę i wygnali rycerstwo. Ci z kolei zapragnęli zdławić bunt i tak zaczęła się walka. Ich mamy także opuściły miasto, powędrowały w góry.

Zakonnik wiedział już wszystko. W górach panuje zło i trzeba je wygnać. Zostawił więc dzieci pod opieką siostry i pojechał do księcia Bolesława.

Dwa dni i dwie noce jechał bez jedzenia, byle tylko zdążyć na spotkanie z władcą Udało się, książę rezydował w jednym z podbitych zamków. Mnich został wpuszczony przed oblicze monarchy i wtedy opowiedział całą straszną historie.

Nieposłuszni rycerze, splamili honor rycerski napadając bez rozkazu miasto i mieszkańców. Oni i wiedźma zostaną ukarani!” - rzekł książę i zawołał syna. „Mieszko, na ciebie klątwa wiedźmy nie działa. Będziesz dowodził, dostaniesz pod komendę najmłodszych rycerzy, dzięki temu będziecie odporni na uroki starej czarownicy. Pokonaj jej armię, a czar pryśnie” - nakazał Bolesław.

Młody książę wraz z setką, równie młodych adeptów szkoły rycerskiej, byłych giermków ruszył w stronę gór i siedziby przeklętej wiedźmy. Kiedy stanęli u bram twierdzy, książę kazał ukryć się większości drużyny, pozostawiając u swego boku jedynie garstkę ludzi. „Wychodź pani, mam dla ciebie prezent!” - krzyknął. Wtedy na murach pojawiła się czarownica, której serce choć zimne było jak lód, to jednak tkwiła w niej jeszcze cząstka kobiecości, która uwielbiała prezenty, a w dodatku była bardzo ciekawska. Wpatrywała się chwilę w młodzieńca i jego druhów, po czym uznając, że nie jest on groźnym przeciwnikiem, odwołała straże i wpuściła ich do środka warowni.

Podbiegła szybko do księcia. Ten podał jej włócznie i powiedział, że zabił ojca odbierając mu relikwię, która była dla niego najważniejszą rzeczą na świecie. Czarownica dobrze pamiętała Bolesława, który niegdyś wygnał ją z Polski. Pamiętała również włócznie, prezent który otrzymał książę od niemieckiego władcy. „Nie oddałby jej, chyba że nie żyje” - myślała i przyszło jej nawet do głowy, że chłopiec stojący przed jej szkaradnym obliczem, jest synem władcy, który ją kiedyś ukarał.

Wyszarpała włócznie z rąk chłopaka, a potem pobiegła w stronę niewielkiej drewnianej budki, gdzie trzymała podobne artefakty. Mieszko widząc nieuwagę kobiety, kazał obezwładnić strażników i dał sygnał do ataku reszcie.
Zamek został zdobyty bez rozlania nawet jednej kropelki krwi. Sprytny książę, pojmał wiedźmę i jej siostry, a potem zaprowadził do ojca. Ten kazał spalić wszystkie szaty i sztandary zamówione u wiedźmy. Czarownice wtrącone zostały do lochu, gdzie czekały na wyrok. Chłopcy zaś w nagrodę za swój bohaterski czyn, zostali pasowani na rycerzy. Klątwa przestała działać, wojna ustała i nastał pokój na granicy. Po latach książę, będący pod opieką zakonnika, został królem. Rządził jako Mieszko II Lambert, kontynuując politykę ojca. Zapomniał jednak zniszczyć chorągiew, która należała niegdyś do szlachetnego rycerza i wkrótce kraj stanął w obliczy nowej wojny, ale to już zupełnie inna historia...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz