Na wysokiej,
niemal zawsze ośnieżonej górze, stał drewniany zamek
przypominający trochę glinianą misę. Otoczony był kolczastymi
krzakami, które nigdy nie wypuszczały pączków i zielonych
listków. Nikt nie odważył się spacerować po okolicy, gdyż
mieszkała tam okrutna czarownica.
Wiedźmie
służyła, banda najemnych wojów i trzy uczennice, które całymi
dniami szyły niepokój, kłamstwa i złe słowa. Stworzone
przedmioty przynosiły zło, temu kto je nosił. Wstrętni sługusi
tworzyli rzeczy równie piękne, co zdradzieckie. Aż w końcu,
ludzie którzy je nosili, stali się równie podli i nieczuli, jak
sama wiedźma.
Zło
dotknęło mieszkańców, szczególnie kobiety, które uwielbiały
się stroić. Wtedy czarownica, kazała stworzyć chorągiew, która
przynosić będzie zły los. W ten sposób, miała by w swej mocy i
mężczyzn.
Pewnego razu
wystrzelona strzała trafiła powiewającą na wietrze chorągiew
szlachetnego rycerza, która w ten sposób uratowała mu życie.
Odtąd każdego dnia powtarzał on, że nie musi zakładać
metalowego pancerza, ponieważ ma niezwykłe szczęście. Odrzucił
zbroję i ruszył do bitwy uzbrojony tylko w swoją szczęśliwą
chorągiew, dzięki czemu zasłynął w całym królestwie. Pomimo,
że celna strzała dosyć szybko zakończyła jego szczęśliwą
passę, chorągiew wciąż stanowi symbol cienkiej granicy pomiędzy
odwagą i głupotą. Od tego momentu, zaczęły dziać się dziwne
rzeczy. Okazało się, że sztandar wcale nie przynosi szczęścia, a
jedynie zgubę.
Rycerze
dzierżący chorągiew, powoli zaczęli stawać się chciwi. Opętała
ich chęć zdobycia fortuny, a z ich rycerskiego honoru, nie
pozostała już nawet iskierka dawnego kodeksu rycerskiego. Jedynie
młody paź, nie poddał się obłąkaniu. Mali mieszkańcy
okolicznych wsi i miasta, również nie ulegli złemu czarowi.
Wiedźma zapomniała o dzieciach. Myślała, że nie stanowią one
żadnego zagrożenia dla jej niecnego planu stworzenia świata
pozbawionego wiary i miłości.
Chłopak
miał na imię Mieszko, po dziadku i był synem króla z dalekiego
północnego kraju. Uczył się na rycerza, nim jego pan i opiekun,
padł na polu bitwy. Młodzieniec zabrał chorągiew i zaniósł do
kamiennego, niewielkiego kościółka nad rzeką. Mnich obejrzał
dokładnie materiał, z którego została uszyta. „Dziwny jakiś,
gdzie zamówiliście sztandar?” - zapytał. Młodzieniec wskazał
na góry. Tam znajdowała się opuszczona twierdza. „Twierdze
zajęła drużyna wojów zza morza, dowodzi nimi pani w czarnych
szatach i trzy jej siostry” - opowiadał chłopiec.
Bez zwłoki
zakonnik udał się do księcia Bolesława, ojca Mieszka, ale ten
zajęty był walką z czeskim rycerstwem. Udał się więc do
najbliższego miasteczka. To co ujrzał przeraziło go, tak że aż
poczuł zimne dreszcze na skurzę. Wspaniałe niegdyś miasto, które
otaczały ze wszystkich stron mury oraz góry, stanęło w obliczu
wojny. Mury kruszyły się pod naporem kamieni wyrzucanych z
katapult, a domy płonęły. „Co robicie okrutnicy!” - wrzasnął
mnich.
Chorąży
popchnął zakonnika, który upadł w kałużę błota. „Kiedy
książę wróci, wszystkich was spotka kara!” - krzyknął do
rycerzy, po czym wziął chłopca za ramię i pognał w stronę
miasteczka, aby ratować dzieci ukryte w kościele. Ucieszył się
widząc dziatwę całą i zdrową. Wyprowadził ich za granicę
miasta, w bezpieczne miejsce.
Ukryli się
w domu jego siostry, która wraz z mężem drwalem mieszkała w
lesie. Tam wysłuchał opowieści dzieci. Mówiły o obłędzie,
który sprawił, że ich ojcowie zapragnęli walczyć i zdobywać.
Ruszyli więc na wieżę i wygnali rycerstwo. Ci z kolei zapragnęli
zdławić bunt i tak zaczęła się walka. Ich mamy także opuściły
miasto, powędrowały w góry.
Zakonnik
wiedział już wszystko. W górach panuje zło i trzeba je wygnać.
Zostawił więc dzieci pod opieką siostry i pojechał do księcia
Bolesława.
Dwa dni i
dwie noce jechał bez jedzenia, byle tylko zdążyć na spotkanie z
władcą Udało się, książę rezydował w jednym z podbitych
zamków. Mnich został wpuszczony przed oblicze monarchy i wtedy
opowiedział całą straszną historie.
„Nieposłuszni
rycerze, splamili honor rycerski napadając bez rozkazu miasto i
mieszkańców. Oni i wiedźma zostaną ukarani!” - rzekł książę
i zawołał syna. „Mieszko, na ciebie klątwa wiedźmy nie działa.
Będziesz dowodził, dostaniesz pod komendę najmłodszych rycerzy,
dzięki temu będziecie odporni na uroki starej czarownicy. Pokonaj
jej armię, a czar pryśnie” - nakazał Bolesław.
Młody
książę wraz z setką, równie młodych adeptów szkoły
rycerskiej, byłych giermków ruszył w stronę gór i siedziby
przeklętej wiedźmy. Kiedy stanęli u bram twierdzy, książę kazał
ukryć się większości drużyny, pozostawiając u swego boku
jedynie garstkę ludzi. „Wychodź pani, mam dla ciebie prezent!”
- krzyknął. Wtedy na murach pojawiła się czarownica, której
serce choć zimne było jak lód, to jednak tkwiła w niej jeszcze
cząstka kobiecości, która uwielbiała prezenty, a w dodatku była
bardzo ciekawska. Wpatrywała się chwilę w młodzieńca i jego
druhów, po czym uznając, że nie jest on groźnym przeciwnikiem,
odwołała straże i wpuściła ich do środka warowni.
Podbiegła
szybko do księcia. Ten podał jej włócznie i powiedział, że
zabił ojca odbierając mu relikwię, która była dla niego
najważniejszą rzeczą na świecie. Czarownica dobrze pamiętała
Bolesława, który niegdyś wygnał ją z Polski. Pamiętała również
włócznie, prezent który otrzymał książę od niemieckiego
władcy. „Nie oddałby jej, chyba że nie żyje” - myślała i
przyszło jej nawet do głowy, że chłopiec stojący przed jej
szkaradnym obliczem, jest synem władcy, który ją kiedyś ukarał.
Wyszarpała
włócznie z rąk chłopaka, a potem pobiegła w stronę niewielkiej
drewnianej budki, gdzie trzymała podobne artefakty. Mieszko widząc
nieuwagę kobiety, kazał obezwładnić strażników i dał sygnał
do ataku reszcie.
Zamek został
zdobyty bez rozlania nawet jednej kropelki krwi. Sprytny książę,
pojmał wiedźmę i jej siostry, a potem zaprowadził do ojca. Ten
kazał spalić wszystkie szaty i sztandary zamówione u wiedźmy.
Czarownice wtrącone zostały do lochu, gdzie czekały na wyrok.
Chłopcy zaś w nagrodę za swój bohaterski czyn, zostali pasowani
na rycerzy. Klątwa przestała działać, wojna ustała i nastał
pokój na granicy. Po latach książę, będący pod opieką
zakonnika, został królem. Rządził jako Mieszko II Lambert,
kontynuując politykę ojca. Zapomniał jednak zniszczyć chorągiew,
która należała niegdyś do szlachetnego rycerza i wkrótce kraj
stanął w obliczy nowej wojny, ale to już zupełnie inna
historia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz