środa, 7 maja 2014

Przygody mieszkańców Karmazynowego Zoo. Wojtuś i Patrycja pokonują burzę - opowiadanie IX

Pewnego razu w zoo, zrobiło się pochmurno i ciemno. Niebo zajaśniało jasnym, błękitnym światłem. Krople wody zaczęły ściekać po szybie, coraz szybciej w dół. Potem dał się słyszeć wielki huk, niczym wystrzał z armaty. Wojtuś wystraszył się, wyskoczył z łóżeczka i prędko pobiegł do mamy. Dla małego słonika z wielkimi uszami, taki hałas był straszny. Mama uspokajała malca, głaszcząc go trąbą po głowie i tłumacząc, że w domu im nic nie grozi. Wojtuś nie chciał jednak tego słuchać. Pragnął się schować, ale ani stara szafa, ani kącik pod piecem, nie były odpowiednim schronieniem przed przerażającym hałasem.

Nagle do drzwi zapukała znajoma mamy, myszka Kinga. Mama otworzyła i zaprosiła przyjaciółkę do środka. Kinga nie była sama, wraz z nią przyszła jej maleńka córeczka Patrycja. Obie myszki były bardzo mokre, usiadły więc przy piecu aby się ogrzać i wysuszyć. Wojtuś spojrzał na Patrycję wielce zdziwiony. Czy ona nie boi się błyskawic i grzmotów? - pomyślał.

- Cześć Wojtusiu, pójdziemy się pobawić? - zapytała Patrycja.
- Żartujesz, przecież na zewnątrz jest strasznie, ciągle jakieś huki i światła, a w dodatku pada - powiedział słonik.
- Ja lubię jak pada, a niebo jest piękne kiedy jaśnieje od błyskawic – tłumaczyła Patrycja.
- A co w tym pięknego? - pytał Wojtuś.
Myszka opowiedziała słonikowi, jak piękne jest niebo, gdy błyska. Przypominało jej zimne ognie, które czasem przynosił i pokazywał jej tata. Mówiła, że deszcz i burza to wspaniała muzyka, sama gra na bębenku i taka pogoda to przepiękna melodia, trzeba się tylko mocno wsłuchać.

Wojtuś ostrożnie podszedł do okna, nachylił głowę i słuchał jak pada. „Bam, bam, bam, trach” to rzeczywiście przypomina melodię – pomyślał. Patrycja złapała słonika za trąbę i wyprowadziła na ganek.
- A teraz spójrz w niebo i nic się nie bój! - krzyknęła, bo akurat pojawiła się piękna błyskawica. Całe niebo zajaśniało. Błyskawica wyglądała niesamowicie. Przypominała trochę odwrócone drzewo, jaśniała raz błękitnym, a raz różowym światłem. Słonik na chwilę zapomniał o strachu. Usłyszał jednak huk, hałaśliwe dudnienie i dał parę kroków w tył. Myszka jednak nie ustąpiła, zapukała tylko kilka razy w drzwi, a potem mocno tupnęła nóżką o podłogę – o, to brzmi miej więcej tak, to właśnie taka melodia. Wojtuś oniemiał, taka mała a nie boi się grzmotów i błyskawic, może naprawdę nie ma się czego bać. Podszedł do Patrycji, złapał ją trąbą za rękę i teraz razem czekali na błyskawicę. Zagrzmiało tak, że aż myszka podskoczyła w górę. Rozbawiło to Patrycję, wybiegła na deszcz i zaczęła tańczyć, dopiero mama przywołała ją z powrotem do domu.

Słonik już się nie bał. Teraz wiedział, że burza jest ciekawa. Pobiegł do swojego pokoju po aparat fotograficzny aby zrobić fotografię przyjaciółce tańczącej z deszczem i błyskawicami. Od tej pory, gdy zbliżała się burza Patrycja i Wojtuś przychodzili na ganek i razem obserwowali niebo i przepiękne błyskawice.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz