Pewnego
razu w zoo, zrobiło się pochmurno i ciemno. Niebo zajaśniało
jasnym, błękitnym światłem. Krople wody zaczęły ściekać po
szybie, coraz szybciej w dół. Potem dał się słyszeć wielki huk,
niczym wystrzał z armaty. Wojtuś wystraszył się, wyskoczył z
łóżeczka i prędko pobiegł do mamy. Dla małego słonika z
wielkimi uszami, taki hałas był straszny. Mama uspokajała malca,
głaszcząc go trąbą po głowie i tłumacząc, że w domu im nic
nie grozi. Wojtuś nie chciał jednak tego słuchać. Pragnął się
schować, ale ani stara szafa, ani kącik pod piecem, nie były
odpowiednim schronieniem przed przerażającym hałasem.
Nagle do
drzwi zapukała znajoma mamy, myszka Kinga. Mama otworzyła i
zaprosiła przyjaciółkę do środka. Kinga nie była sama, wraz z
nią przyszła jej maleńka córeczka Patrycja. Obie myszki były
bardzo mokre, usiadły więc przy piecu aby się ogrzać i wysuszyć.
Wojtuś spojrzał na Patrycję wielce zdziwiony. Czy ona nie boi się
błyskawic i grzmotów? - pomyślał.
- Cześć
Wojtusiu, pójdziemy się pobawić? - zapytała Patrycja.
- Żartujesz,
przecież na zewnątrz jest strasznie, ciągle jakieś huki i
światła, a w dodatku pada - powiedział słonik.
- Ja lubię
jak pada, a niebo jest piękne kiedy jaśnieje od błyskawic –
tłumaczyła Patrycja.
- A co w tym
pięknego? - pytał Wojtuś.
Myszka
opowiedziała słonikowi, jak piękne jest niebo, gdy błyska.
Przypominało jej zimne ognie, które czasem przynosił i pokazywał
jej tata. Mówiła, że deszcz i burza to wspaniała muzyka, sama gra
na bębenku i taka pogoda to przepiękna melodia, trzeba się tylko
mocno wsłuchać.
Wojtuś
ostrożnie podszedł do okna, nachylił głowę i słuchał jak pada.
„Bam, bam, bam, trach” to rzeczywiście przypomina melodię –
pomyślał. Patrycja złapała słonika za trąbę i wyprowadziła na
ganek.
- A teraz
spójrz w niebo i nic się nie bój! - krzyknęła, bo akurat
pojawiła się piękna błyskawica. Całe niebo zajaśniało.
Błyskawica wyglądała niesamowicie. Przypominała trochę odwrócone
drzewo, jaśniała raz błękitnym, a raz różowym światłem.
Słonik na chwilę zapomniał o strachu. Usłyszał jednak huk,
hałaśliwe dudnienie i dał parę kroków w tył. Myszka jednak nie
ustąpiła, zapukała tylko kilka razy w drzwi, a potem mocno tupnęła
nóżką o podłogę – o, to brzmi miej więcej tak, to właśnie
taka melodia. Wojtuś oniemiał, taka mała a nie boi się grzmotów
i błyskawic, może naprawdę nie ma się czego bać. Podszedł do
Patrycji, złapał ją trąbą za rękę i teraz razem czekali na
błyskawicę. Zagrzmiało tak, że aż myszka podskoczyła w górę.
Rozbawiło to Patrycję, wybiegła na deszcz i zaczęła tańczyć,
dopiero mama przywołała ją z powrotem do domu.
Słonik
już się nie bał. Teraz wiedział, że burza jest ciekawa. Pobiegł
do swojego pokoju po aparat fotograficzny aby zrobić fotografię
przyjaciółce tańczącej z deszczem i błyskawicami. Od tej pory,
gdy zbliżała się burza Patrycja i Wojtuś przychodzili na ganek i
razem obserwowali niebo i przepiękne błyskawice.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz