środa, 30 kwietnia 2014

Przygody mieszkańców Karmazynowego Zoo. Dzielna Wiktoria - opowiadanie VII

Cieplejsze wiatry zawitały do ogrodu zoologicznego. Zaczął się sezon urlopowy dla dorosłych, a dla dzieci rozpoczęły się wakacje. Natomiast dla pracowników zoo był to okres zmożonej pracy, gdyż zwiedzających było w tym czasie zawsze najwięcej. Zwierzątka uwielbiały lato bo wtedy dostawały najsmaczniejsze kąski ani jesienią, ani wiosną, czy nawet mroźną zimą nie smakowały tak owoce, warzywa i ryby, jak latem. Pożywienia było też znacznie więcej, gdyż pracownicy chcąc zachęcić zwierzęta do wyjścia z cienia, dawali swoim pupilom podwójną ilość smakołyków.


autor: Mikołaj Til

Tego dnia do ogrodu miał przybyć pewien gość. Nie był to jednak zwyczajny gość, a weterynarz, który przybył na wizytacje. Jak każdego lata doglądał zwierzęta, sprawdzał, czy nie brakuje im witamin i czy zdrowo rosną. Czasem zajmował się także poważniejszymi problemami i tak było i tym razem. Młode lwiątko w czasie zabawy złamało łapkę i nie mogło chodzić. Doktor Henryk opatrzył nóżkę Wiktorii i podał jej zastrzyk aby nie wdało się zakażenie i aby noga szybciej się zagoiła.

Wiktoria strasznie bała się doktora, a właściwie igły. Robiła wszystko, co tylko było w jej mocy aby nie poczuć ukucia na swoim lwim ciele. Gryzła weterynarza, drapała pazurami, jej lwi ryk można było usłyszeć w najdalszej części zoo. Doktor Henryk nie przejmował się jednak tym wszystkim, wiedział że aby mała była zdrowa trzeba jej zrobić zastrzyk.

Następnego dnia Wiktoria obmyśliła sprytny plan, który miał uratować ją od kolejnego zastrzyku. Schowała się w szafie jednego z pracowników zoo, który akurat poszedł na śniadanie i jak zawsze zostawił swoją szafkę otwartą. Kiedy wrócił ze śniadania, schował chlebaczek na górną półkę i zamknął szafę, z Wiktorią w środku, na kłódkę.
Lwica ucieszyła się, pomyślała, że tu nigdy jej nie znajdą. Plan zapewne by się powiódł, gdyby nie jeden mały drobiazg. W zamkniętej szafie było ciemno i nie było jedzenia, mała bardziej od strzykawki bała się tylko ciemności. Zaczęła głośno wołać i płakać ale nikt jej nie słyszał. Siedziała więc samotnie i płakała.

Doktor zaniepokojony brakiem pacjenta w gabinecie, powiedział o zaginionej dyrektorowi, który zarządził wielkie poszukiwania. Zguba znalazła się dopiero wieczorem, na szczęście nie stało się jej nic złego, była tylko troszkę głodna i przestraszona. Doktor dał jej kawał soczystego mięsa i podał jej ostatni zastrzyk. Wiktoria nawet nie zwróciła uwagi, że jest kuta tak bardzo była szczęśliwa, że już nie musi siedzieć w tej ciasnej i ciemnej szafce.

Nóżka szybko się zagoiła, doktor odwinął bandaże i wypuścił lwiątko do wybiegu, gdzie czekali już jej rodzice.
- Tęskniliśmy za tobą kochanie i jak twoja nóżka? - zapytała mama, po czym mocno przytuliła córeczkę.
- Już dobrze, ale co mi się przytrafiło! – powiedziała Wiktoria, po czym opowiedziała rodzicom całą przygodę.
Tata stwierdził, że mimo wszystko była bardzo dzielna i w nagrodę dał jej miskę pysznego mleka. Był dumny ze swej małej Wiktorii i cieszył się, że jest już zdrowa.
I wszystko było by po staremu, gdyby nie to, że Wiktoria nie mogła spać. Kiedy tylko nadchodziła noc i robiło się ciemno, mała lwica zaczynała robić się niespokojna. Prosiła mamę aby zostawiała włączone światło, a tatę aby spał z nią w łóżeczku. Nie chciała w nocy zostawać sama, bo bała się ciemności. Za każdym razem, gdy tylko zamykała oczy, śniła jej się ta straszna ciemna szafka, w której schowała się przed doktorem.

Rodzice nie wiedzieli z początku, jak można jej pomóc, aż przypadkiem dowiedzieli się, że w ich sąsiedztwie mieszka pewna stara mądra sowa, która pomogła już nie jednemu zwierzątku pokonać strachy. Puchacz przyleciał do lwiej groty.
- Pozwólcie, że z nią porozmawiam, znałem już podobny przypadek lęku przed ciemnością, wtedy pomogła bajka, myślę, że i tym razem może pomóc.

Puchacz zasiadł wygodnie w lwim domu i zaczął swą opowieść.
- Dawno, dawno temu, żyła sobie mała żabka, która strasznie bała się nocy. Myślała, że nocą nie znajdzie jej mama, a nie chciała zostać sama. Postanowiła, że nigdy nie pójdzie już spać, gdy będzie ciemno. Poprosiła znajome świetliki aby jej towarzyszyły, kiedy będzie robiło się ciemno. Nie musiała się już bać ale świetliki miały swoje sprawy i życie, nie mogły każdej nocy świecić tylko żabce. Pewnej nocy zwyczajnie nie przyleciały. Przerażona żabka, schowała się pod liściem ale tam wcale nie było jej lepiej. Mimo to była zmęczona i oczy zaczęły się jej zamykać, przytuliła więc swoją najlepszą pluszową zabawkę, ucałowała mamę na dobranoc i zasnęła. Nie wydarzyło się tej nocy nic strasznego, wręcz przeciwnie było cicho i spokojnie, piękna ciepła noc, była przerywana tylko, dźwiękiem piszczących w trawie świerszczy.
Żabka od tej pory przesypiała każdą noc, a kiedy spała nawet bociany nie mogły jej wypatrzyć, bo skryta była w ciemnościach.
- A więc noc uratowała żabkę przed bocianem? - pytała Wiktoria.
- Właśnie, czasem to czego najbardziej się boimy, może okazać się dla nas zbawieniem – mówił puchacz – trzeba pokonywać swoje strachy. Pamiętaj też, że jesteś lwem, kiedyś będziesz królową, musisz dawać przykład innym, małym zwierzątkom i chronić je przed ciemnością.
- Tak też zrobię – oznajmiła mała lwica.

Od tej pory, Wiktoria nie tylko nie bała się nocy ale pomagała także, innym małym stworzeniom przezwyciężać lęk przed ciemnością. Lwica, gdy dorosła stała się najodważniejszym stworzeniem w zoo, a jej odwaga dawała przykład innym. Zwierzęta ogłosiły ją królową, a ona rządziła sprawiedliwie przez długie lata, służąc swą siła oraz radą każdemu, kto jej potrzebował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz