środa, 9 kwietnia 2014

Przygody mieszkańców Karmazynowego Zoo. Hapik pogromca potwora - opowiadanie IV

Do naszego zoo zawitała wreszcie wiosna. Wszystkie rośliny zaczęły kwitnąć, zrobiło się cieplej, bardziej zielono, a w powietrzu unosiła się woń pachnących kwiatów. Gdy przychodzi wiosna, zwierzątka są szczęśliwsze, słońce wtedy mocniej praży i jedzenie lepiej wówczas smakuje. Te, które pochodzą z mroźnych, północnych krain też nie narzekają bo w swych zagrodach towarzyszy im zawsze zimny, śnieżny klimat ale i one uwielbiają ciepłe słoneczne promienie.

Joanna Wiśniewska 8 lat

Tej wiosny w zoo wydarzyło się coś niesamowitego. Ciepłe, wiosenne wiatry przyniosły dobrą nowinę. Na świat przyszły nowe zwierzątka. Urodziły się w nocy, gdy księżyc świecił jeszcze wysoko na niebie, a właściwie to się wykluły, z białych małych jajeczek. Na świat przyszło pięciu chłopców i pięć dziewczynek. Jednak nie wszystkie jajeczka popękały. Jedno, najmniejsze, które sturlało się na sam dół gniazda, jeszcze czekało na swoją kolej. Mama delikatnie zapukała w skorupkę „puk, puk, puk” nie wyjdziesz do nas? – zapytała. Jajko podniosło się do pionu i nagle usłyszeć można było cichutkie „puk, puk”. Skorupki zaczęły powoli odpadać. Najpierw u dołu, gdzie pojawiły się dwie zielone nóżki, a potem na górze i wyłoniła się mała zielona główka. Maluszek, gdy tylko ujrzał rodziców uśmiechnął się, a potem powolutku cały wyszedł z jajka.

- Damy mu na imię Hapik bo ma taką wesołą minę – powiedziała mama do taty, na co on przytaknął głową, wyrażając w ten sposób zgodę.

Zuzanna Kłosowska 9 lat

Nie wspomniałem, jakim zwierzątkiem był Hapik. Należał do rodziny afrykańskich krokodylów, które nie boją się niczego. Hapik odróżniał się jednak nieco od reszty rodzeństwa. Może to za sprawą tego, że był najmniejszy, a może dlatego że najbardziej wrażliwy. W każdym razie w przeciwieństwie do reszty odważnych braci i sióstr, miał pewne obawy przed wejściem do sadzawki. Nie wiedział co go tam czeka i gdy wszyscy bawili się, kąpiąc się, pluskając wodą na wszystkie strony, on stał schowany na lądzie i nie odważył się wychylić nawet ogona za krzaka, który stał się jego ulubioną kryjówką.

Bał się tego co jest pod wodą, gdy mama spytała czego się właściwie boi, powiedział, że jest tam ciemno, a na dnie może czaić się jakiś straszny potwór. Mama przygarnęła malca i pokazała mu pudło ze starymi zabawkami.

- Widzisz kochanie te pudełeczko? - wskazała na drewnianą skrzynkę, na drugim brzegu sadzawki.
- Tak mamo – odpowiedział zaciekawiony Hapik.
- W tej skrzynce siedzi strażnik, który jak byłam mała, bronił mnie przed straszną ośmiornicą, kryjącą się pod moim łóżkiem – mówiła mama – otwórz ją i poproś aby był twoim przyjacielem, a w zamian obroni cię przed ciemnością i kryjącymi się w niej potworami.

Hapik powędrował dookoła sadzawki, do skrzynki. Otworzył ją delikatnie, kluczem, który dostał od mamy. Spojrzał do środka, a tam na samym dnie siedział mały, pluszowy, brunatny miś. Krokodylek wyjął go na zewnątrz i z wielką ciekawością przyglądał się zabawce. Miś miał piękne czarne oczy, zrobione z dwóch guzików, pachniał jak lilie wodne, podobnie zresztą jak mama – pomyślał Hapik. 

Andrzej Frydrychowski lat 8
 
- Misiu czy zostaniesz moim strażnikiem, obronisz mnie przed potworami z sadzawki? – zapytał mały krokodylek. Miś nie odpowiedział, Hapik uznał, że strażnik zgadza się na swoją nową misję, bo inaczej powiedziałby nie.

Hapik wziął misia i wskoczył do wody. Zanurzali się powoli, co raz głębiej i głębiej aż dotarli na dno sadzawki. Wtedy otworzył oczy, trzymał swojego strażnika bardzo blisko, tak na wszelki wypadek ale pamiętał, że dobrze służył mamie, a przecież ona jest już duża i niczego się nie boi, musiał więc bardzo dobrze wypełniać swoje strażnicze obowiązki – myślał.
W wodzie nie było nic strasznego, ani potwora ani nawet ośmiornicy, o której wspominała mama. Nie było strasznie, właściwie to było bardzo przyjemnie. Hapik popłynął teraz w górę, gdzie bawiła się reszta rodzeństwa.

- Słuchajcie już się nie boje! - krzyknął rozradowany.
- Brawo Hapik! - odkrzyknęły dzieci.

Martyna Chwalisz lat 8

Po tym bohaterskim czynie, zaczął co dziennie chodzić nad wodną sadzawkę. Z czasem zapomniał nawet, brać ze sobą misia. Hapik bardzo szybko rósł, dużo jadł i wkrótce stał się dorosłym krokodylem. Postanowił, że schowa misia z powrotem do skrzynki, ponieważ kiedyś może się jeszcze przydać innemu maluchowi. On nie miał się już czego bać, był duży i silny, a do tego wyrósł na bardzo mądrego gada. Podziękował misiowi za jego wierną służbę i odłożył go na swoje dawne miejsce, do tej samej drewnianej skrzynki, o której kiedyś powiedziała mu mama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz