Do
naszego zoo zawitała wreszcie wiosna. Wszystkie rośliny zaczęły
kwitnąć, zrobiło się cieplej, bardziej zielono, a w powietrzu
unosiła się woń pachnących kwiatów. Gdy przychodzi wiosna,
zwierzątka są szczęśliwsze, słońce wtedy mocniej praży i
jedzenie lepiej wówczas smakuje. Te, które pochodzą z mroźnych,
północnych krain też nie narzekają bo w swych zagrodach
towarzyszy im zawsze zimny, śnieżny klimat ale i one uwielbiają
ciepłe słoneczne promienie.
Joanna Wiśniewska 8 lat
Tej wiosny w
zoo wydarzyło się coś niesamowitego. Ciepłe, wiosenne wiatry
przyniosły dobrą nowinę. Na świat przyszły nowe zwierzątka.
Urodziły się w nocy, gdy księżyc świecił jeszcze wysoko na
niebie, a właściwie to się wykluły, z białych małych jajeczek.
Na świat przyszło pięciu chłopców i pięć dziewczynek. Jednak
nie wszystkie jajeczka popękały. Jedno, najmniejsze, które
sturlało się na sam dół gniazda, jeszcze czekało na swoją
kolej. Mama delikatnie zapukała w skorupkę „puk, puk, puk” nie
wyjdziesz do nas? – zapytała. Jajko podniosło się do pionu i
nagle usłyszeć można było cichutkie „puk, puk”. Skorupki
zaczęły powoli odpadać. Najpierw u dołu, gdzie pojawiły się
dwie zielone nóżki, a potem na górze i wyłoniła się mała
zielona główka. Maluszek, gdy tylko ujrzał rodziców uśmiechnął
się, a potem powolutku cały wyszedł z jajka.
- Damy mu na
imię Hapik bo ma taką wesołą minę – powiedziała mama do taty,
na co on przytaknął głową, wyrażając w ten sposób zgodę.
Zuzanna Kłosowska 9 lat
Nie
wspomniałem, jakim zwierzątkiem był Hapik. Należał do rodziny
afrykańskich krokodylów, które nie boją się niczego. Hapik
odróżniał się jednak nieco od reszty rodzeństwa. Może to za
sprawą tego, że był najmniejszy, a może dlatego że najbardziej
wrażliwy. W każdym razie w przeciwieństwie do reszty odważnych
braci i sióstr, miał pewne obawy przed wejściem do sadzawki. Nie
wiedział co go tam czeka i gdy wszyscy bawili się, kąpiąc się,
pluskając wodą na wszystkie strony, on stał schowany na lądzie i
nie odważył się wychylić nawet ogona za krzaka, który stał się
jego ulubioną kryjówką.
Bał się
tego co jest pod wodą, gdy mama spytała czego się właściwie boi,
powiedział, że jest tam ciemno, a na dnie może czaić się jakiś
straszny potwór. Mama przygarnęła malca i pokazała mu pudło ze
starymi zabawkami.
- Widzisz
kochanie te pudełeczko? - wskazała na drewnianą skrzynkę, na
drugim brzegu sadzawki.
- Tak mamo –
odpowiedział zaciekawiony Hapik.
- W tej
skrzynce siedzi strażnik, który jak byłam mała, bronił mnie
przed straszną ośmiornicą, kryjącą się pod moim łóżkiem –
mówiła mama – otwórz ją i poproś aby był twoim przyjacielem,
a w zamian obroni cię przed ciemnością i kryjącymi się w niej
potworami.
Hapik
powędrował dookoła sadzawki, do skrzynki. Otworzył ją
delikatnie, kluczem, który dostał od mamy. Spojrzał do środka, a
tam na samym dnie siedział mały, pluszowy, brunatny miś.
Krokodylek wyjął go na zewnątrz i z wielką ciekawością
przyglądał się zabawce. Miś miał piękne czarne oczy, zrobione z
dwóch guzików, pachniał jak lilie wodne, podobnie zresztą jak
mama – pomyślał Hapik.
Andrzej Frydrychowski lat 8
- Misiu czy
zostaniesz moim strażnikiem, obronisz mnie przed potworami z
sadzawki? – zapytał mały krokodylek. Miś nie odpowiedział,
Hapik uznał, że strażnik zgadza się na swoją nową misję, bo
inaczej powiedziałby nie.
Hapik wziął
misia i wskoczył do wody. Zanurzali się powoli, co raz głębiej i
głębiej aż dotarli na dno sadzawki. Wtedy otworzył oczy, trzymał
swojego strażnika bardzo blisko, tak na wszelki wypadek ale
pamiętał, że dobrze służył mamie, a przecież ona jest już
duża i niczego się nie boi, musiał więc bardzo dobrze wypełniać
swoje strażnicze obowiązki – myślał.
W wodzie nie
było nic strasznego, ani potwora ani nawet ośmiornicy, o której
wspominała mama. Nie było strasznie, właściwie to było bardzo
przyjemnie. Hapik popłynął teraz w górę, gdzie bawiła się
reszta rodzeństwa.
- Słuchajcie
już się nie boje! - krzyknął rozradowany.
Po
tym bohaterskim czynie, zaczął co dziennie chodzić nad wodną
sadzawkę. Z czasem zapomniał nawet, brać ze sobą misia. Hapik
bardzo szybko rósł, dużo jadł i wkrótce stał się dorosłym
krokodylem. Postanowił, że schowa misia z powrotem do skrzynki,
ponieważ kiedyś może się jeszcze przydać innemu maluchowi. On
nie miał się już czego bać, był duży i silny, a do tego wyrósł
na bardzo mądrego gada. Podziękował misiowi za jego wierną służbę
i odłożył go na swoje dawne miejsce, do tej samej drewnianej
skrzynki, o której kiedyś powiedziała mu mama.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz