W pewnym
bloku, na ostatnim piętrze, mieszkała sobie pewna rodzina. Tata
pracował całymi dniami w warsztacie samochodowym, a mama była
kasjerką w małym osiedlowym sklepiku. Mieli dziecko, dziewczynkę o
imieniu Aleksandra ale wołali na nią Oleńka. Mała chodziła do
przedszkola, uważała że to jej praca i zawsze, gdy mama odbierała
ją z owej pracy, to czekał na nią śliczny kolorowy obrazek, który
wcześniej Oleńka zrobiła na zajęciach. Nie byli może bogaci ale
za to bardzo się kochali i to uczucie sprawiało, że byli bardzo
szczęśliwi.
Pewnej nocy
mamę mocno rozbolał brzuch. Obudziła tatę, który ubrał się
szybko i zawiózł ją do szpitala. Z dziewczynką została babcia,
dla której nie było problemem przyjść w razie potrzeby i
zaopiekować się Aleksandrą, ponieważ mieszkała w tym samym
bloku, tylko w innej klatce, na parterze. Babcia, gdy tylko weszła
do domu od razu wiedziała co robić. Wyjęła z szafy stary,
wełniany kocyk w misie i otuliła wystraszone dziecko. Głaskała ją
dłonią, po jej małej główce próbując ją uspokoić.
- Nie bój się kochanie to nic strasznego – tłumaczyła babcia – mama pojechała do szpitala ale nie długo wróci i przywiezie wielką niespodziankę.
- Niespodziankę? - zapytała ciekawska Oleńka wycierając załzawione oczy, niebieską haftowaną chusteczką.
- Tak, na świat przyjdzie twój braciszek – mówiła babcia – będziesz teraz starszą siostrą.
- Wiem, mama mówiła, że siedzi u niej w brzuszku i kiedy będzie już troszkę większy to wyjdzie i będzie się ze mną bawił – powiedziała jednym tchem dziewczynka.
- To prawda – powiedziała babcia tuląc do piersi swoją wnuczkę – a teraz zmów paciorek do Anioła Stróża.
- Dobrze babciu, pomodlę się też za mamusię żeby była zdrowa i szybko do nas wróciła – powiedziała Oleńka klękając przed swym łóżkiem i składając rączki do paciorka.
Następnego
dnia babcia i Oleńka pojechały tramwajem do szpitala. W jednej ze
sal znalazły mamę i śpiącą obok niej maleńką istotkę,
braciszka dziewczynki. Mama ucałowała córeczkę i babcię, która
nawet nie zdjęła płaszcza, tylko podeszła do malca aby mu się
lepiej przyjrzeć.
- No czysty tata – powiedziała babcia.
- Nosek i oczka ma raczej za mną – powiedziała uśmiechnięta mama – choć bliżej Oleńko, złap jego rączkę, zobacz jaka malutka – zachęcała mama.
Dziewczynka
podeszła ostrożnie do braciszka, nie chciała go obudzić.
Wyciągnęła swoją rękę i dotknęła dłoń malca.
- Mamo ale on śliczny i jaki śmieszny, taki malutki – powiedziała Oleńka cichutkim głosikiem, nadal uważając aby nie obudzić malca.
- Cieszę się, że ci się podoba kochanie – powiedziała mama, głaszcząc delikatnie jej policzek.
- A jak ma na imię? - zapytała babcia.
- Alfons – odpowiedziała mama.
- Jak, no chyba żartujesz? – powiedziała oburzona babcia, zdejmując płaszcz.
- Tak, żartuje, daliśmy mu na imię Krzysztof – rzekła mama, ledwie powstrzymując się ze śmiechu.
- W sumie dobrze, że żarty ci w głowie, to znak, że jesteś silna i szybko wrócisz do zdrowia – powiedziała już łagodniej babcia, po czym zrobiła kilka zdjęć nowemu wnukowi.
Wracając do
domu długo rozmawiali o tym, co będzie kiedy mama i Krzyś wrócą
do domu i że teraz Oleńka, jako starsza siostra będzie pomagała
mamie w opiece nad młodszym braciszkiem. Dziewczynkę bardzo
uradowało to, co mówiła babcia, miała już pewne doświadczenie,
opiekowała się misiem, kiedy odpadło mu oko i żółwiem, którego
kupił jej tata na czwarte urodziny. Wiedziała, że podoła nowym
obowiązkom.
Po
niedzielnej mszy, tata pojechał po mamę do szpitala. Niestety Krzyś
musiał zostać jeszcze przez parę dni na obserwacji, lekarz
stwierdził, że ma problemy z serduszkiem i muszą sprawdzić, co
jest tego przyczyną. Początkowo mama nie chciała zostawiać
Krzysia ale położna nalegała i namówiła mamę na powrót do
domu. Wszyscy bardzo się martwili, tata chodził z kąta w kąt nie
mogąc się uspokoić, a gdy on był niespokojny to i mama zaczynała
się denerwować, na szczęście przyszła babcia. - Spokojnie
wszystko będzie dobrze – mówiła. Zabrała Oleńkę do siebie i
grały w warcaby, a tata z mamą czekali na telefon od lekarza.
W końcu
odezwał się głośny dzwonek. Dzwoniła pielęgniarka, prosiła aby
przyjechali. Wsiedli więc do auta i pojechali do szpitala. Lekarz
oznajmił, że jest mu bardzo przykro ale chłopiec nie przeżyje do
jutra, jego serduszko nie rozwinęło się do końca, a oni nic nie
mogą zrobić. Rodzice zostali w szpitalu przy synku, a Oleńka
została z babcią.
- Muszę ci powiedzieć coś bardzo smutnego Oleńko – powiedziała babcia, tuż po tym jak odebrała telefon od taty – twój braciszek jest bardzo chory i dzisiejszej nocy pójdzie do nieba.
Usłyszawszy
te słowa dziewczynka mocno się rozpłakała. Łzy płynęły
niemalże strumieniami, powtarzała – dlaczego, przecież on jest
taki malutki. Wreszcie zmęczona położyła się na kanapie, nie
spała jednak, a przysłuchiwała się modlitwie babci. Postanowiła,
że też się pomodli. Uklękła, a potem z szuflady babci wyciągnęła
obrazek, który dostała na kolędzie. Na obrazku był anioł i dwoje
dzieci, dziewczynka i chłopiec, nachylali się aby nazbierać
kwiatów, a Anioł Stróż czuwał nad nimi aby nic złego im się
nie przytrafiło.
- Aniołku wysłuchaj mojej prośby, daj siłę mojemu małemu braciszkowi, nie zabieraj go do nieba, jeśli to uczynisz to już zawsze będę grzeczna.
Nagle
zobaczyła dziwny cień, który powoli sunął po podłodze i na
chwilę zatrzymał się na ścianie. Potem usłyszała dziwny dźwięk,
jakby trzepot skrzydeł i w końcu słowa: - Przecież ty zawsze
jesteś grzeczna Oleńko!
Nie bała
się jednak, klęczała i wpatrywała się w ścianę, na której
poruszały się dwa, odwrócone półksiężyce. Teraz już wszystko
zrozumiała, a cień wyleciał prosto do pokoju babci i zniknął w
świetle nocnej lampy. Dziewczynka poszła za nim do sypialni, gdzie
babcia nadal się modliła.
- Babciu idź już spać, anioł powiedział mi że Krzyś będzie zdrowy – powiedziała Oleńka wkładając do rąk babci obrazek przedstawiający anioła i bawiące się dzieci.
Następnego
dnia stało się coś cudownego, lekarz oznajmił, że Krzyś jest
zdrowy jak ryba. Nie potrafił powiedzieć jak się to stało,
przekraczało to jego wiedzę ale nikogo to właściwie nie
interesowało, cała rodzina cieszyła się, że chłopiec jest
zdrowy i będzie żył. Tylko babcia patrzyła na Oleńkę jakoś
dziwnie, pamiętała słowa wnuczki, jednak uznała, że to wola
Boga. Od tej pory, na świętego Krzysztofa szli wszyscy do kościoła,
wyciągali obrazek z aniołem i dziękowali mu w modlitwie za opiekę
nad ich rodziną. Krzyś rósł szybko i zdrowo, a kiedy zaczął już
mówić, Oleńka nauczyła go modlitwy do Anioła Stróża.
Jestem pół heretykiem, ale bardzo często się modlę do Anioła Stróża.
OdpowiedzUsuńWzruszająca bajka, chętnie posłucham następnych :)