wtorek, 25 marca 2014

Oleńka i modlitwa do Anioła Stróża

W pewnym bloku, na ostatnim piętrze, mieszkała sobie pewna rodzina. Tata pracował całymi dniami w warsztacie samochodowym, a mama była kasjerką w małym osiedlowym sklepiku. Mieli dziecko, dziewczynkę o imieniu Aleksandra ale wołali na nią Oleńka. Mała chodziła do przedszkola, uważała że to jej praca i zawsze, gdy mama odbierała ją z owej pracy, to czekał na nią śliczny kolorowy obrazek, który wcześniej Oleńka zrobiła na zajęciach. Nie byli może bogaci ale za to bardzo się kochali i to uczucie sprawiało, że byli bardzo szczęśliwi.

Pewnej nocy mamę mocno rozbolał brzuch. Obudziła tatę, który ubrał się szybko i zawiózł ją do szpitala. Z dziewczynką została babcia, dla której nie było problemem przyjść w razie potrzeby i zaopiekować się Aleksandrą, ponieważ mieszkała w tym samym bloku, tylko w innej klatce, na parterze. Babcia, gdy tylko weszła do domu od razu wiedziała co robić. Wyjęła z szafy stary, wełniany kocyk w misie i otuliła wystraszone dziecko. Głaskała ją dłonią, po jej małej główce próbując ją uspokoić.
  • Nie bój się kochanie to nic strasznego – tłumaczyła babcia – mama pojechała do szpitala ale nie długo wróci i przywiezie wielką niespodziankę.
  • Niespodziankę? - zapytała ciekawska Oleńka wycierając załzawione oczy, niebieską haftowaną chusteczką.
  • Tak, na świat przyjdzie twój braciszek – mówiła babcia – będziesz teraz starszą siostrą.
  • Wiem, mama mówiła, że siedzi u niej w brzuszku i kiedy będzie już troszkę większy to wyjdzie i będzie się ze mną bawił – powiedziała jednym tchem dziewczynka.
  • To prawda – powiedziała babcia tuląc do piersi swoją wnuczkę – a teraz zmów paciorek do Anioła Stróża.
  • Dobrze babciu, pomodlę się też za mamusię żeby była zdrowa i szybko do nas wróciła – powiedziała Oleńka klękając przed swym łóżkiem i składając rączki do paciorka.

Następnego dnia babcia i Oleńka pojechały tramwajem do szpitala. W jednej ze sal znalazły mamę i śpiącą obok niej maleńką istotkę, braciszka dziewczynki. Mama ucałowała córeczkę i babcię, która nawet nie zdjęła płaszcza, tylko podeszła do malca aby mu się lepiej przyjrzeć.
  • No czysty tata – powiedziała babcia.
  • Nosek i oczka ma raczej za mną – powiedziała uśmiechnięta mama – choć bliżej Oleńko, złap jego rączkę, zobacz jaka malutka – zachęcała mama.
Dziewczynka podeszła ostrożnie do braciszka, nie chciała go obudzić. Wyciągnęła swoją rękę i dotknęła dłoń malca.
  • Mamo ale on śliczny i jaki śmieszny, taki malutki – powiedziała Oleńka cichutkim głosikiem, nadal uważając aby nie obudzić malca.
  • Cieszę się, że ci się podoba kochanie – powiedziała mama, głaszcząc delikatnie jej policzek.
  • A jak ma na imię? - zapytała babcia.
  • Alfons – odpowiedziała mama.
  • Jak, no chyba żartujesz? – powiedziała oburzona babcia, zdejmując płaszcz.
  • Tak, żartuje, daliśmy mu na imię Krzysztof – rzekła mama, ledwie powstrzymując się ze śmiechu.
  • W sumie dobrze, że żarty ci w głowie, to znak, że jesteś silna i szybko wrócisz do zdrowia – powiedziała już łagodniej babcia, po czym zrobiła kilka zdjęć nowemu wnukowi.

Wracając do domu długo rozmawiali o tym, co będzie kiedy mama i Krzyś wrócą do domu i że teraz Oleńka, jako starsza siostra będzie pomagała mamie w opiece nad młodszym braciszkiem. Dziewczynkę bardzo uradowało to, co mówiła babcia, miała już pewne doświadczenie, opiekowała się misiem, kiedy odpadło mu oko i żółwiem, którego kupił jej tata na czwarte urodziny. Wiedziała, że podoła nowym obowiązkom.

Po niedzielnej mszy, tata pojechał po mamę do szpitala. Niestety Krzyś musiał zostać jeszcze przez parę dni na obserwacji, lekarz stwierdził, że ma problemy z serduszkiem i muszą sprawdzić, co jest tego przyczyną. Początkowo mama nie chciała zostawiać Krzysia ale położna nalegała i namówiła mamę na powrót do domu. Wszyscy bardzo się martwili, tata chodził z kąta w kąt nie mogąc się uspokoić, a gdy on był niespokojny to i mama zaczynała się denerwować, na szczęście przyszła babcia. - Spokojnie wszystko będzie dobrze – mówiła. Zabrała Oleńkę do siebie i grały w warcaby, a tata z mamą czekali na telefon od lekarza.

W końcu odezwał się głośny dzwonek. Dzwoniła pielęgniarka, prosiła aby przyjechali. Wsiedli więc do auta i pojechali do szpitala. Lekarz oznajmił, że jest mu bardzo przykro ale chłopiec nie przeżyje do jutra, jego serduszko nie rozwinęło się do końca, a oni nic nie mogą zrobić. Rodzice zostali w szpitalu przy synku, a Oleńka została z babcią.
  • Muszę ci powiedzieć coś bardzo smutnego Oleńko – powiedziała babcia, tuż po tym jak odebrała telefon od taty – twój braciszek jest bardzo chory i dzisiejszej nocy pójdzie do nieba.
Usłyszawszy te słowa dziewczynka mocno się rozpłakała. Łzy płynęły niemalże strumieniami, powtarzała – dlaczego, przecież on jest taki malutki. Wreszcie zmęczona położyła się na kanapie, nie spała jednak, a przysłuchiwała się modlitwie babci. Postanowiła, że też się pomodli. Uklękła, a potem z szuflady babci wyciągnęła obrazek, który dostała na kolędzie. Na obrazku był anioł i dwoje dzieci, dziewczynka i chłopiec, nachylali się aby nazbierać kwiatów, a Anioł Stróż czuwał nad nimi aby nic złego im się nie przytrafiło.
  • Aniołku wysłuchaj mojej prośby, daj siłę mojemu małemu braciszkowi, nie zabieraj go do nieba, jeśli to uczynisz to już zawsze będę grzeczna.
Nagle zobaczyła dziwny cień, który powoli sunął po podłodze i na chwilę zatrzymał się na ścianie. Potem usłyszała dziwny dźwięk, jakby trzepot skrzydeł i w końcu słowa: - Przecież ty zawsze jesteś grzeczna Oleńko!
Nie bała się jednak, klęczała i wpatrywała się w ścianę, na której poruszały się dwa, odwrócone półksiężyce. Teraz już wszystko zrozumiała, a cień wyleciał prosto do pokoju babci i zniknął w świetle nocnej lampy. Dziewczynka poszła za nim do sypialni, gdzie babcia nadal się modliła.
  • Babciu idź już spać, anioł powiedział mi że Krzyś będzie zdrowy – powiedziała Oleńka wkładając do rąk babci obrazek przedstawiający anioła i bawiące się dzieci.

Następnego dnia stało się coś cudownego, lekarz oznajmił, że Krzyś jest zdrowy jak ryba. Nie potrafił powiedzieć jak się to stało, przekraczało to jego wiedzę ale nikogo to właściwie nie interesowało, cała rodzina cieszyła się, że chłopiec jest zdrowy i będzie żył. Tylko babcia patrzyła na Oleńkę jakoś dziwnie, pamiętała słowa wnuczki, jednak uznała, że to wola Boga. Od tej pory, na świętego Krzysztofa szli wszyscy do kościoła, wyciągali obrazek z aniołem i dziękowali mu w modlitwie za opiekę nad ich rodziną. Krzyś rósł szybko i zdrowo, a kiedy zaczął już mówić, Oleńka nauczyła go modlitwy do Anioła Stróża.

1 komentarz:

  1. Jestem pół heretykiem, ale bardzo często się modlę do Anioła Stróża.
    Wzruszająca bajka, chętnie posłucham następnych :)

    OdpowiedzUsuń