Opuszczając
wioskę Zosia zastanawiała się, jak to możliwe, że stary smok,
którym nie raz straszył je ojciec przetrwał tak długi czas i to na dnie jeziora? Nie pojęte dla niej było to, że Drako nie
potrzebuje zaczerpnąć oddechu, ani że nie próbowano go schwytać,
bo przecież śpiący smok to łatwa zdobycz.
Tata
wyjaśnił jej jednak, że smoki potrafią oddychać pod wodą, tak
samo jak ryby, a nie próbowano go schwytać z obawy przed jego
obudzeniem. Mówił, że zbudzonej ze snu bestii nie sposób będzie
powstrzymać. Wacław szukał zaklęcia, które wypędzi Drako nie
robiąc nikomu krzywdy, lecz pochłonęło mu to wiele lat i wiele
czasu. Wczytując się w stare księgi w bibliotece, w Popielatym
Pałacu natknął się na pewien sposób, ale oznaczał on
poświęcenie tego, co było mu wówczas tak drogie, musiałby pozbyć
się mocy i sprawić, że cała magia na świecie przestanie istnieć.
Długo
zastanawiał się, czy cena nie będzie zbyt wielka, ile dobrego
przecież zrobił posługując się czarami. Ostatecznie jednak
stwierdził, że czarownice, czarnoksiężnicy i demony robią tyle
szkód i zła, że jeden dobry czarodziej nie będzie wstanie tego
wszystkiego naprawić. Opowiadał, że stworzył grupę łowców
potworów, która wyłapała bestie i pozbawiła ich mocy. To samo
uczynili ze wszystkimi wiedźmami i każdym kto władał magią. W
końcu na całym świecie został tylko jeden czarodziej i tylko
jedna bestia. Oboje byli potężnymi magami, a walka pomiędzy tak
silnymi przeciwnikami była nie do pomyślenia dla Wacława, gdyż
zniszczyć mogła nawet całe królestwa. Bibliotekarz uciekł się
więc do podstępu, który dał mu czas na poszukiwania sposobu na
wygnanie smoka.
Tymczasem
wóz powoli oddalał się od lasów i wioski. Podróżnicy wkroczyli
na bagniste tereny, którym ubita, błotnista droga prowadziła
wprost do pałacu. Na niebie pojawiły się gwiazdy i wielki księżyc
w kształcie rogala. Rodzina rozbiła obóz nad jednym z jezior,
gdzie nie brakowało smacznych ryb na kolację.
- Mamo, a jak poznałaś tatę? – zapytała ciekawska Zosia.
- To długa historia kochanie – rzekła Justyna uśmiechając się pod nosem i czerwieniąc się na całej twarzy.
- Opowiedz, prosimy! - krzyknęły dziewczynki zasiadając do kolacji przy palenisku.
- Dobrze opowiem, ale macie zjeść całą rybę. Urodziłam się i wychowałam w Popielatym Pałacu. Nie byłam jednak zwyczajną księżniczką, zamiast uczyć się dworskiej etykiety wolałam wspinać się po drzewach, walczyć z bratem własnoręcznie zrobionymi przez nas, drewnianymi mieczami i strzelać z łuku. Ojcu i bratu imponowała moja waleczna natura, lecz mama uważała ją za brak szacunku dla tradycji dworskiej i często karała mnie za takie zachowanie. Potajemnie jednak dalej uczyłam się walczyć. Pewnego dnia, w królestwie odbyć się miał turniej, który na kolejne dziesięć lat oddalić miał wojnę z naszymi wrogami. Zwycięzcy otrzymywali złoto i ziemie, honorowali także przegraną, dlatego udawało się ojcu utrzymywać pokój. Jednak tym razem miało być inaczej. Król z północy wymyślił sposób, aby oszukać ojca i doprowadzić do upragnionej wojny. Na turniej wystawił swoją córkę, wiedząc że żaden z rycerzy w królestwie, nie podejmie się walki z kobietą, gdyż jest to wbrew zasadą kodeksu rycerskiego. Wtedy książę, mój brat poprosił mnie o pomoc. Wiedział, że jedynie ja mogę pokonać Augustynę, córkę króla z północy. Pokonałam ją w pierwszej rundzie turnieju, co niezwykle zdenerwowało króla Edgara, który oskarżył ojca o oszustwo i wypowiedział wojnę.
- I co było dalej? - zapytała Misia popijając herbatę i szykując się do zjedzenia kawałka babeczki na deser.
- Wiedząc, że Edgar posiada armię wspieraną przez złego czarodzieja Argusa Szalonego, król postanowił wezwać na pomoc największego maga w królestwie – kontynuowała opowieść mama. Był nim wówczas Baltazar Sigur, który pojawił się na wezwanie władcy, ale nie sam, lecz ze swym synem Wacławem. Wojna skończyła się szybko, bo pewny łatwego zwycięstwa Edgar wystawił niemalże całą armię na Chabrowych Polach.
- Tata opowiadał nam o tej bitwie, to była największa potyczka w historii królestwa – przerwała Michalina.
- Tak, a czy opowiadał jak doszło do owego zwycięstwa?
- Nie.
- Widzicie, ojciec Baltazara poległ gdy Argus rzucił na niego potężne ogniste zaklęcie. Deszcz ognia mógł zniszczyć całą naszą piechotę. Wielki czarodziej oddał życie ratując tysiące naszych wojowników. Widząc śmierć ojca, wasz tata użył całej swojej wiedzy magicznej i ostatecznie powstrzymał osłabionego Argusa, używając swego niezwykłego daru pozbawiania mocy innych magicznych stworzeń. Wtedy ruszyłam do ataku prowadząc rycerzy wprost na oddziały północnych wojów, które otoczyły kawalerię mego brata. Róg wroga zawył do odwrotu, a my zwyciężyliśmy.
- I to wtedy zakochałaś się w tacie? - zapytała niecierpliwa Zosia.
- Właściwie to nie, Wacław wpadł w oko Augustynie, której zwyczaje ludu kazały wyjść za tego, kto w walce okaże się najbardziej skuteczny. Jednogłośnie wojsko ogłosiło, że najlepiej walczył Wacław, lecz było inaczej. To mój starszy brat odebrał najwięcej mieczy pokonanym rycerzom. Wasz tata jednak ani myślał się żenić, był przecież w żałobie, a do księżniczki nic nie czuł, może jedynie złość. Augustyna nigdy nie wybaczyła odmowy i zniewagi Wacława i tuż po śmierci swego ojca najechała ponownie nasz kraj. Tym razem wojna potrwała kilka lat i zabrała wiele istnień, chcąc więc doprowadzić do pokoju, wasz tata zgodził się na małżeństwo, lecz było już za późno, księżniczka wolała łupić nasze bogate królestwo. Wkrótce mój brat został królem, a nasz tata odszedł do nieba, na wskutek poniesionych ran w jednej z bitw.
- Ale w końcu zakochałaś się w tacie? - spytała jeszcze raz Zosia ziewając okropnie, bo zbliżała się pora snu.
- Tak, w czasie odwrotu resztki Drakanów, floty północnych najeźdźców – kończyła opowieść mama. Stał w czasie sztormu na rufie jednego z okrętów, ciskając we wroga płomiennymi kulami ognia. Jego płaszcz i kapelusz były już całe mokre, a wiatr omijał jego okręt odbijając się od jego niewidzialnej tarczy. To był widok, który napełniała młodą wojowniczkę szczerym uczuciem, ale to nie była jeszcze miłość, raczej fascynacja, może zauroczenie.
- Opowiedz wreszcie dzieciakom, jak się zakochaliśmy, bo za chwilę zasną – roześmiał się były czarodziej wyjadając okruszki ciasta z talerza.
- No dobrze. Było to rok później, na weselu mojego brata i Augustyny, które miało doprowadzić do pokoju między zwaśnionymi królestwami. Na szczęście północna księżniczka okazała się znakomitą władczynią i dobrą żoną. Zjednoczone królestwo razem stawiło czoło złu czającemu się w lasach i na bagnach.
- Mamo! - marudziła Michasia widząc, że Zosia zasypia, a i jej dłuży się już ta opowieść.
- Wacław, wasz ojciec podszedł do stołu królewskiego i poprosił mnie do tańca. Oczarował mnie finezją z jaką stawiał kroki. Po balu, spotkaliśmy się w ogrodzie królewskim i długo rozmawialiśmy i tak zaczęła się rodzić między nami miłość.
- Zasnęły – powiedział Wacław przykrywając dziewczynki bawełnianymi kocami. - Od dziś to ty opowiadasz historię do poduszki.
- Idź lepiej już spać, jutro powinniśmy dotrzeć do murów Popielatego Miasta – rzekła księżniczka próbując uwolnić się z uścisku staruszka, który pocałował ją delikatnie w usta i przytulił, a potem zasnęli owinięci skórami z dzików.
Justyna
wpatrywała się w gwiazdy, w tej części królestwa świeciły
jakby jaśniej, ale chyba się jej tylko tak zdawało, bo czuła, że
zbliża się do domu. Tęskniła, chociaż nie mówiła o tym mężowi.
Wybrała życie pustelnika i musiała się pogodzić z losem, lecz w
głębi serca wiedziała, że lepszego wyboru nigdy w życiu nie
dokonała. Miała wspaniałego męża i dwie równie niesamowite
córki, nawet wszystkie klejnoty ze skarbca królewskiego nie dałyby
jej tyle szczęścia, a już na pewno życie dworskie, do którego
właściwie nigdy nie mogła się przyzwyczaić. Stara wieża i
rodzina, to było dla niej najważniejsze, a teraz musiała jedynie
zdjąć zaklęcie z córeczek, to było ich zadanie, cel ich podróży.
Wiedziała jednak, że powrót Zakonu Smoka to zwiastun czegoś
bardzo złego, była wojowniczką, paladynem, wiązała ją jeszcze
jedna przysięga. Musiała pokonać zło i wiedziała, że brat może
ją prosić o pomóc.
Bardzo mi się spodobała ta opowieść. Masz naprawdę talent. :) Uwielbiam taką tematykę. Magia, potężne istoty i motyw walki dobra ze złem fascynuje mnie chyba od zawsze. Proszę o więcej. :)
OdpowiedzUsuńNa pewno nie długo wstawię dalszy ciąg, bardzo mnie miło że opowieść się podoba.
Usuń