poniedziałek, 1 września 2014

Przygody w lazurowym akwaparku - morskie zoo. Prolog.

Pewnego razu na pełnym morzu płynął okręt rybacki. Jego kapitanem był Jacek Zimowicz, człowiek twardy, lubiący dyscyplinę, wspaniały żeglarz, ale przede wszystkim świetny dziadek. Wnuki go uwielbiały, znał wiele niesamowitych morskich opowieści. Kochał wszystkie czworo i myślał nad tym jak sprawić im radość. Tego dnia, niczym statek wypływający z mgły, pojawił się nagle pomysł. Kapitan spojrzał na brzeg, a tam stała stara, bardzo zaniedbana latarnia. Piaszczysta plaża, od wschody usadzona na olbrzymiej skale, a od zachodu otoczona szarymi kamieniami i wodorostami, które wyrzucało morze, zdawało się idealnym miejscem do zrealizowania kapitańskiego marzenia.

Marynarz postanowił wybudować największy na calutkim świecie plac zabaw, taki w którym będą mogły bawić się tysiące maluchów, takie w którym będzie można zobaczyć morskie zwierzątka, a także spotkać pirata, czy zjeść smażoną, świeżą rybę. Przez lata udała mu się uzbierać sporą sumkę, a ziemia należała do jego znajomego, więc wykupił spory kawałek plaży wraz z latarnią, którą kazał wyremontować i postawił na niej przepiękne, lazurowe budynki.

Pierwszym z nich był ogród wodny dla żółwia Tymona. Następnie powstały baseny dla rekina, delfinów i wielorybów, a także dla dziesiątek innych mniejszych morskich zwierząt. Na samy środku placu zbudowano olbrzymi basen z placem zabaw dla dzieci. Wszystko w parku pomalowane było w morskie kolory, ale przeważał lazur i zgniła zieleń, kolor wodorostów. Przy wejściu do parku stał piracki galeon, który również można było zwiedzić, lecz trzeba było uważać, bo w środku siedziało kilku piratów czyhających na skarby turystów. Dalej przyciągał zapach smażonych ryb, z restauracji, którą prowadziła babcia Adela, żona kapitana Jacka. Jednak to co najbardziej zachwyciło inwestorów z miasta, to wyremontowana latarnia. Widok z jej szczytu zachwycał każdego, kto miał siłę aby wdrapać się na ponad tysiąc schodów i stanąć na górze.

Park, kapitan nazwał „Lazurowym akwaparkiem”, i chociaż pogoda nie dopisała w dniu otwarcia, to i tak zjawiło się kilkaset turystów, pragnących zobaczyć, jakie atrakcje się w nim ukrywają.


Niebo stało się ciężkie, przybrało oławiany kolor, można było mieć wrażenie, że wgniata się w linie horyzontu. Zaczęło się południe i zrobiło się zimno, to był najchłodniejszy dzień lata. Błyskawica przecięła niebo na północy; po chwili dobiegło stamtąd przyciszone, odległe dudnienie przetaczającego się gromu. Nagle ze zniszczonego od kul armatnich pirackiego galeonu, wyskoczył korsarz w opasce na oku i srebrnym haku zamiast lewej dłoni. „Ahrrr... witam w Lazurowym akwaparku wilki morskie, a teraz oddajcie wszystkie kosztowności, albo wrzucę was rekinom na pożarcie!” - wrzasnął czarno-brody pirat. Wtem za galeonu wyskoczyło kilku żołnierzy i chwyciło kapitana – mamy cię! Teraz już nam nie umkniesz Jednooki! - Tak zaczynała się przygoda turystów w akwaparku, atrakcji w nim było bezliku, ale nawet najwspanialsza inscenizacja nie dorównywała temu, co potrafiły morskie zwierzątka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz